Adam i Eva tam gdzie szlaków nie ma, a krowy są najbliżej.

Październik 2, 2019 by
Kategoria: Nasze Góry

Dwa dni padało i to dobrze. Góry wbrew pozorom nie odpoczęły od upałów, tylko my. Na rozgrzewkę po przerwie chcieliśmy sięgnąć po “marzenie” zdobycia Adama i Evy, które w ubiegłym roku zobaczyliśmy z Ogradi.

Adam ma 2013 m, Eva 2019 m, to sąsiadujące z sobą szczyty. Z Ogradi wyglądały niesamowicie i nas skusiły do odwiedzenia.

http://www.zespoldowna.info/ogradi-2-087-m-npm.html

IMG_6657

Eva to ten szczyt wyższy w centralnej części zdjęcia na pierwszym planie, a ten poniżej “olesiony” to Adam. Uśmiech 

Wyruszyliśmy jak zwykle…z tym, że potwierdziło się to, o czym już wcześniej wiedzieliśmy: szlaki w Słowenii generalnie i raczej są słabo oznakowane. Trzeba wiedzieć, gdzie iść by trafić. Zaczęliśmy z planiny Blato i szliśmy na planinę Krstenica na których byliśmy wielokrotnie, stąd nie było problemów, ale jeżeli ktoś by chciał iść po raz pierwszy, miałby problem. Chłopcy nie mieli takich dylematów.

IMG_9570IMG_9573

Na starcie pooglądaliśmy planinę z góry, czego w istocie nigdy nie praktykowaliśmy, ale się udało.

IMG_9572

Potem Janek nas poprowadził, bo zobaczył ścieżkę z planiny i trafił dobrze.

IMG_9575IMG_9576

Te przejście jest dla turysty, który idzie tędy po raz pierwszy trudne, gdyż po nawałnicach, jakie miały miejsce w roku ubiegłym wciąż drzewa są ściągane i nie widać w istocie ścieżki. Trzeba to wiedzieć, tym bardziej że pierwsza część około 2 km jest zdobywaniem “ścianki” ponad 400 metrowej do góry przez właśnie ścinany, wycinany, porządkowany las. W niektórych miejscach podejście jest ostrzejsze niż takowe na niejeden szczyt.

IMG_9577

Dla chłopaków znów to była jednak przygoda. Te korzenie, te polanki, te kamienie były przeszkodami na rozgrzewkę, takimi że oni się bawili tym, czym my się męczyliśmy.

IMG_9579IMG_9582

IMG_9585

Doszliśmy do planiny. W Słowenii zawsze jest to przeżycie, bo czy są krowy, czy też ich nie ma, może ustawić humor na cały dzień. Planina wyglądała na opuszczoną i to spowodowało także spadek humoru, ale Janek postanowił że idzie i to popchało nas jednak do działania.

IMG_9586

IMG_9587

IMG_9589

Sama planina jest na wysokości ponad 1 650 m i już ta wysokość robi wrażenie. Nasza pierwsza obecność tutaj była związana właśnie z wysokością. Z tego miejsca zdobywa się największe góry, a ona sama w sobie jest zdecydowanie wywyższona ponad to, gdzie byliśmy jeszcze przed chwilą. Pagórki, wysokość dają jej odrobinę tajemniczości, ale to jest już losowanie, jak z niej wyjść. Szlaków nie ma.

IMG_9590

IMG_9592

IMG_9594

Kamil miał swój dzień. Kamil pamiętał szlak. Kamil chciał być pierwszy. Kamil nas wyprowadził. Janek podporządkował się, choć próbował rywalizować, tym razem jednak bez szans.

IMG_9595IMG_9596

IMG_9599IMG_9600

Zajął się zatem skałkami, bo lepiej tym się zająć, niż przegrywać. Byliśmy tym zaskoczeni, gdyż ponad 30 minut, skały, skały, skały były absolutnym priorytetem aż do podejścia pod Jezerski preval, przełęcz pod Ewą i Adamem.

IMG_9601IMG_9603

Zaskakujące tempo podejścia na przełęcz o wysokości 1945 m było prawie cudem, ale tym razem krowy interesowały  się nami na tyle, że woleliśmy być wyżej, a nie niżej. My podejrzewając, że jedna z nich jest bykiem, jeszcze bardziej byliśmy zmotywowani, by zdobyć tą bezpieczną wysokość. I to bez wyjątku!

IMG_9605IMG_9607

IMG_9608

Podejście było zacne, widoki jeszcze bardziej, bo widzieliśmy Tosc po drugiej stronie. Podejście było tym fajniejsze, że kozice nas podglądały z góry. Skręciliśmy na Ewę … i okazało się, że przejścia nie ma.

IMG_9611

IMG_9612

Podeszliśmy pod szczyt po drugiej stronie i zmartwiliśmy się. Przejście jakie było widoczne na mapie, było poza zasięgiem naszym z tej wysokości. Czasami niestety się przegrywa i trzeba umieć porażkę zamienić w zwycięstwo. Jak to zrobić? U nas piknik na tej wysokości, załatwił wszystko. Tak to wyglądało gdy popatrzymy na zdjęcie poniżej.

IMG_9615

IMG_9616

IMG_9620IMG_9621

IMG_9622

Druga atrakcja…jednak krowy. Schodziliśmy w dół. Zygzaczkiem czekając na ten moment spotkania.

IMG_9630IMG_9634

IMG_9640IMG_9641

IMG_9644

Tym razem krowy były niezwykle przyjacielskie, ciekawskie.

IMG_9646

IMG_9647

Dla Janka było to spotkanie na szczycie. Odważył się przywitać, pogłaskać i nie za bardzo miał koncepcję opuszczenia planiny, no bo krowy!…zapomnieliśmy o tym, że Ewa i Adam pozostały dla nas nie do zdobycia.

IMG_9648

IMG_9649

Pogoda jednak nam przypomniała, że czas uciekać w dół. Triglav był już za chmurami. Amerykanie i Słoweńcy schodzący z prevalu jak my, potwierdzili że już padało. Zaczęliśmy po raz kolejny biegać po górach.

IMG_9652

IMG_9655

I tutaj na plus znów wyszła kwestia braku oznaczeń szlaku. Janek szedł tą trasą, która mu najlepiej służyła, a nie która była szlakiem.

IMG_9657

IMG_9658

IMG_9661

Było to przeżycie, bo nagle się okazało, że jednak znaleźliśmy oznaczenia szlaku. Janek wypatrzył czerwony kolor pod korzeniami…były na wysokości jego osoby. Potem Asia i Ja znaleźliśmy ślady po szlaku…ale jak tylko zeszliśmy z planiny, znów musieliśmy szukać, jak wrócić.

IMG_9662IMG_9664

IMG_9665IMG_9667

Janek czuł się w tym środowisku jak w domu…Kamil tym bardziej.

IMG_9672

IMG_9670IMG_9673

Czasami tego typu wyprawy, które nie dają “sukcesu” potrafią dać coś innego, nawet wypoczynek. Warto czasami “przegrać”, gdyż zupełnie inaczej “smakuje” sukces następnym razem. Banały, ale jakżeż potrzebne, by umieć się cieszyć tym, co się zdobywa…a nasza wyprawa to był świetny trening przed następnymi zdobyczami.

IMG_9674IMG_9675

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...