Nie jestem newsem

Kwiecień 29, 2010 by
Kategoria: Filmoteka

Dzięki Mai mamy:

Źródło: http://archiwum.polityka.pl/art/nie-jestem-newsem,427716.html

Rozmowa z Pablo Pinedą, hiszpańskim aktorem amatorem, grającym główną rolę w filmie „Ja, też”, który wszedł na ekrany polskich kin.

Aleksandra Lipczak: – „Ja, też” to film o tobie?

Pablo Pineda: – Nie, bohater jest całkowicie fikcyjny.

Ale macie wiele wspólnego. Bohater, Daniel, jest pierwszym Europejczykiem z zespołem Downa, który skończył studia – tak jak ty.

Są podobieństwa, ale bez przesady. Skończyłem właściwie dwa kierunki studiów, pedagogikę specjalną i psychopedagogikę. Prawie skończyłem, bo na drugim kierunku mam jeszcze parę egzaminów do zdania. Daniel studiował pedagogikę i, tak jak ja jakiś czas temu, pracuje w pomocy społecznej.

Reżyserzy filmu, Antonio Naharro i Álvaro Pastor, opowiadają, że zobaczyli cię w telewizji i postanowili zrobić o tobie film.

Zainteresowało ich już samo istnienie osoby z zespołem Downa, która ma tak duże możliwości intelektualne, że udało jej się skończyć studia. Stwierdzili, że zrobią z tego film. Ale kto mógł to zagrać? Wyszło na to, że tylko ja.

Czym cię przekonali?

Nabrałem zaufania, kiedy dowiedziałem się, że znają temat z bliska. Siostra Antonio Naharro ma zespół Downa (w „Ja, też” gra zakochaną tancerkę), córkę z Downem ma też producent filmu Julio Medem. Pomyślałem, że podejdą do tematu z szacunkiem.

Czym właściwie jest zespół Downa?

Łatwiej powiedzieć, czym nie jest. Nie jest chorobą, jak się wszystkim wydaje. Nie jest opóźnieniem w rozwoju, przeciwnie, nasz rozwój przebiega prawidłowo w ramach naszych biologicznych możliwości. Nie jest też ułomnością, bo stać nas na o wiele więcej, niż się wydaje.

To czym jest?

Przejawem ludzkiej różnorodności, cechą charakterystyczną. Wypadło na mnie i mam o jeden chromosom więcej. Ludzie z Downem mają odmienny sposób myślenia, uczenia się, przetwarzania informacji – trochę wolniej, po prostu inaczej.

Ty jesteś wyjątkiem?

Bez przesady. Chodzi chyba o to, że mam dar ekspresji, rzadko spotykany u osób z zespołem Downa. To on przyciąga uwagę ludzi.

Opowiedz o swojej nauce.

Moi rodzicie od początku wiedzieli, że ich syn nie jest downem, ale po prostu synem, którego trzeba wychować i wyedukować jak pozostałe dzieci – mam trzech starszych braci – który musi być jak najbardziej niezależny i samodzielny. Nigdy nie byli wobec mnie nadopiekuńczy. Przeciwnie – zmuszali mnie, żebym się wysilił, wychodził z domu, miał kolegów.

Miałeś wrażenie, że nauka kosztuje cię więcej niż innych?

Najwięcej wysiłku wkładałem nie w samą naukę, lecz w udowadnianie innym, że jestem tak samo zdolny, że mogę studiować. To był ten podwójny wysiłek, przed którym staje każda niepełnosprawna osoba – pokazać, że może.

Hiszpańskie media traktują cię jak bohatera. „Pablo Pineda, który pokonał własne ograniczenia” – piszą dziennikarze.

Trochę przesadzają. To prawda, stałem się głosem grupy, która nigdy nie miała głosu. Rzecznikiem, który wali prawdę w oczy społeczeństwu: proszę państwa, jesteśmy tu z wami i chcemy być pełnoprawnymi obywatelami. Ale nie jestem ani bohaterem downów, ani najmądrzejszym z głupków. Jestem tylko głosem, który mówi, że jeśli się chce, to można.

To, co osiągnąłeś, jest w zasięgu wszystkich ludzi z zespołem Downa?

Myślę, że każde dziecko z zespołem Downa, jeśli odpowiednio się je stymuluje, może zajść wysoko – tyle że niekoniecznie na uniwersytet.

Wróćmy do filmu. Ile razy go widziałeś?

Osiem. Za każdym razem na nowo przeżywam.

Lola Dueñas, twoja filmowa partnerka, mówi, że grasz „prosto z serca” i że było to dla niej wyzwanie.

Mocno przeżywałem wszystko, co działo się na planie. My, ludzie z zespołem Downa, nie potrafimy udawać, jesteśmy bardzo emocjonalni. Brzmi jak stereotyp, ale tak jest. Ja na przykład prawię czasem komplementy jak szalony. Inni lubią uściski, całusy. Czasem aż do przesady.

A propos stereotypów, idąc na „Ja, też” spodziewałam się dramatu społecznego albo wyciskacza łez, a to bardzo lekki, w gruncie rzeczy radosny film.

Tak właśnie jest! Twórcy zrobili kawał dobrej roboty, bo potraktowali temat bez dramatycznych usztucznień. Życie  ludzi z Downem ma swój radosny, wręcz komiczny wymiar. Podczas zdjęć dostawaliśmy z Lolą takich ataków śmiechu, że prawie musieliśmy przerywać zdjęcia.

Podobno sporo też razem płakaliście?

Wytworzyło się między nami takie porozumienie, że kiedy jedno zaczynało płakać, płakało też drugie. To samo ze śmiechem. Potężna chemia. Dotykaliśmy nawzajem swoich czułych punktów.

A skąd te łzy?

Płakałem, bo sam przeżyłem niektóre sytuacje pojawiające się w filmie. Na przykład scena, w której bohaterka grana przez Lolę pyta Daniela: „Dlaczego mnie wybrałeś?”, a ja odpowiadam: „Bo czuję się przy tobie normalny”. Czułem, że naprawdę jestem tym, kogo gram.

Ale ta rozmowa ma ciąg dalszy. Lola pyta: „A po co chcesz być normalny?”. Po co?

Postaw się w sytuacji osób z zespołem Downa: od zawsze jesteśmy na marginesie jako obywatele drugiej kategorii. A ja chcę być obywatelem pierwszej kategorii. Móc robić to co ty, otrzymywać od społeczeństwa to co ty. Chodzić do szkoły, pracować, być samodzielnym, także ekonomicznie. Dlatego chcę być normalny. A także dlatego, żeby nie być sam. My, ludzie z zespołem Downa, nawet gdy mamy rodzinę, rodziców, jesteśmy samotni.

Co z przyjaciółmi? Twoja komórka nie przestaje dzwonić.

To dlatego, że jestem umówiony na oglądanie meczu ze znajomymi. Ale nie mam za wielu przyjaciół. Wolę mieć małe, ale wierne grono bliskich ludzi. Kiedy mówię o samotności, mam na myśli co innego. W pewnym wieku potrzebujesz bliskości. Nie trzeba nic więcej mówić. Każdy to zna, prawda?

Masz wielu znajomych z zespołem Downa?

Czuję się zobowiązany wobec ludzi z Downem, bo wiem, że jestem głosem, którego potrzebują. Biorę udział we wszystkich konferencjach, spotkaniach i wywiadach właśnie ze względu na nich. Ale prawda jest taka, że nie mam przyjaciół z zespołem Downa.

To paradoks, bo stałeś się ich ikoną.

Ten mój, powiedzmy, defekt wynika z tego, że od tylu lat jestem wśród „normalnych”. W szkole, na uniwersytecie, na ulicy. Jestem jak żołnierz, który walczy na froncie i nie był w domu przez wiele, wiele lat.

Żołnierz, który walczy o co?

O to, żeby pokazać społeczeństwu, że możemy wiele osiągnąć. Życie to walka o to, czego ci brakuje, i przeciw uprzedzeniom. Otwarcie negatywnych komentarzy właściwie już nie ma. To, co obraźliwe, skryło się za polityczną poprawnością. Ale nie powiedzieć na głos tego, co się myśli, to inna forma uprzedzenia.

Mówisz w wywiadach, że wkurza cię protekcjonalizm.

Nie znoszę, kiedy ludzie mówią do mnie, jakbym był przygłupem. Tak jak dzisiaj rano w sklepie: „Ale jesteś uroczy! Ale z ciebie mądrala!”. I ta skłonność do miłosierdzia, której ciągle doświadczam. Kiedy stoję na przejściu, jakaś starsza osoba zawsze chwyta mnie pod ramię i chce prowadzić przez ulicę. Wszyscy traktują mnie jak dziecko. W lokalu wyborczym pytają: „To chłopiec może głosować?”. W restauracji: „Czy dziecko chce wody?”. W barach rozwadniają mi czasem drinki. Po prostu jest nie do pomyślenia, że facet z zespołem Downa może pić alkohol, choćby miał pięćdziesiąt lat! To jest protekcjonalizm, który mnie wkurza. Przecież rośniemy, starzejemy się, a ludzie traktują mnie, jakbym miał piętnaście lat.

Puszczają ci czasem nerwy?

Nigdy, przenigdy. Tłumię w sobie złość, gryzę się w język, uśmiecham, bo wiem, że mam rolę do odegrania i nie mogę wyjść na aroganta.

Dlaczego nie?

Bo pojawiam się często w telewizji i muszę dbać o wizerunek. Mamy wiele do wywalczenia, więc trzeba się wciskać, którędy się da, chociaż wiesz, że to, co robisz, to tylko gra, pozór.

Zanim zobaczyłam film, zastanawiałam się, dlaczego wszyscy pytają cię w kółko o miłość i seks. Ale to główny temat „Ja, też”.

Dużo ludzi szuka niezdrowej sensacji. Myślą: ten nic nie kapuje, to zapytam, czy ma dziewczynę. Jakbym nie miał prawa do sfery prywatnej, wszystko musi być publiczne, wszyscy muszą wszystko wiedzieć. Niezdrowe zainteresowanie bierze się też stąd, że poruszyliśmy temat, którego nie było: seksualność niepełnosprawnych.

Czy wydaje ci się, że taka sytuacja jak w filmie – romans między „normalną” dziewczyną i facetem z zespołem Downa – może się przydarzyć naprawdę?

To prawie niemożliwe. Społeczeństwo nie przyjmuje do wiadomości, że mógłbym się zakochać w sprawnej dziewczynie. Ani sama dziewczyna. Weźmy ciebie. Nie wyobrażasz sobie związku z człowiekiem z Downem. Down i ja? – myślisz. – Musiałabym zwariować. Dzieli nas mur. To samo z seksem. Mówię: tak jak wy potrzebuję seksu. A społeczeństwo: Ty? Daj spokój, jak to możliwe? Status wiecznego dziecka odbiera mi męskość. Dziecko nie ma seksualnych potrzeb, nie ma płci. Ale osoba w wieku 35 lat ma potrzeby seksualne, niezależnie od tego, czy ma Downa, czy nie.

Co dalej z aktorstwem? Dostałeś jakieś propozycje?

Aktorstwo to nie moja działka. Mógłbym rozważyć jakąś ciekawą rolę, ale twórcy „Ja, też” ustawili poprzeczkę bardzo wysoko. Nie sądzę, żeby ktokolwiek w hiszpańskim kinie był w stanie podejść do tematu równie dojrzale i bez uprzedzeń.

Jakie masz w takim razie plany?

Mój cel to zdobycie stałej pracy. Mam już 35 lat i czas się ustatkować. Przygotowuję się do egzaminów dla urzędników państwowych, chciałbym pracować w urzędzie miasta w rodzinnej Maladze. Chcę się uniezależnić, wyprowadzić od rodziców, chociaż, to jasne, bardzo mi z nimi dobrze. To trudny temat, niezależność i zespół Downa wydają się ze sobą sprzeczne. Jeśli mieszkanie, to z opiekunem, jeśli praca, to chroniona. Powinienem więcej się uczyć do egzaminów, ale film, podróże i promocja zabierają mi większość czasu. Zresztą zawsze udzielałem dużo wywiadów, nawet przed „Ja, też”. Chciałbym, żeby kiedyś się to skończyło. Chcę przestać być newsem.

Z czego jesteś najbardziej dumny?

Ze wszystkiego. Przede wszystkim niczego nie żałuję, ani dobrego, ani złego. I na nic się nie skarżę. Przeżyłem i przeżywam wiele i bardzo intensywnie.

To deklaracja zadowolonego z życia człowieka.

Człowieka szczęśliwego, nie bój się napisać tego słowa.

rozmawiała Aleksandra Lipczak

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...