Wiedza, pieniądze, naukowcy, lekarze.

Październik 16, 2017 by
Kategoria: Po prostu życie

Jak zwykle moje poglądy nie podobają się wszystkim i zostałem postawiony pod ścianę tytułem mojego złego zdania o lekarzach i naukowcach. Zatem muszę postawić kropkę nad i by każdy z Was rozumiał dlaczego mam złe zdanie o ludziach…

Wiedza jest wartością bezcenną. Jej brak powoduje, że jesteśmy ułomni, zdani na innych, często równie ułomnych jak my, ale na tyle bezczelnych, że umieją to ukryć pokazując jak są “boscy” w swoim pojmowaniu świata. Nikt im nie umie tego zanegować, więc czują się bezkarni w swojej ułomności i braku wiedzy, rozsadzani pychą doskonałości…ja ją nazywam próżnością.

Po kolei. Na pierwszym miejscu są PIENIĄDZE. Nie oszukujmy się, że w Polsce lub na świecie znajdziemy specjalistów, naukowców, lekarzy wyspecjalizowanych w zespole Downa. NIE MA NA TO PIENIĘDZY. WSZYSCY WOLĄ O TYM MÓWIĆ…ale nie dają pieniędzy by to zrozumieć. Bez nich nie ma badań, bez badań nie ma NAUKOWCÓW, bez ich pracy nie ma WIEDZY.

Kim jest naukowiec? Jest to człowiek ciągle dążący do opanowania wiedzy w danym temacie za pomocą swojej inteligencji, dedykacji i pieniędzy jakie otrzymuje na badania w temacie go interesującym. Na świecie pieniądze ma jedynie kilka fundacji prywatnych założonych przez rodziców/rodziny osób z ZD. Żadne państwo nawet tak religijne jak Polska nie daje pieniędzy na badania….z wyjątkiem Brazylii, USA i czasami Japonii. Zatem trudno mówić by istnieli naukowcy wyspecjalizowani w ZD, skoro na ciągłe i obiektywne badania nie ma środków. Zatem są to znów najczęściej członkowie rodzin, którzy z ZD mają do czynienia. Gdy pojawiają się pieniądze to działają ad hoc jak Alberto Costa, czy Rosa Anna Vacca. Jest też grupa naukowców, którzy od zawsze interesowali się rakiem, starzeniem….i dzięki temu zespołowi Downa. Oni także, gdy pojawiają się granty, które można by wykorzystać przy okazji w ZD, to je w tym kierunku wykorzystują…tak jak Kathleen Gardiner, William Mobley, Jill James, Georg Capone, Dennis McGuire, Huntington Potter, Gert Lubec to byli prekursorzy. Ci którzy tworzą naukę w ten sposób badając np. chorobę Alzheimera są poniżej w linku:

http://www.zespoldowna.info/kogo-bym-zaprosil-na-konferencje-o-zespole-downa.html

W Polsce nie ma pieniędzy na jakiekolwiek badania w kierunku osób z ZD i próby dr.Ewy Barg w tym kierunku tylko to potwierdziły. Zatem w Polsce nie ma naukowców specjalizujących się w ZD, a jak ktoś tak twierdzi to po prostu kłamie. Właśnie w Polsce….jest tak, że naukowcem jest ten kto ma tytuł naukowy i dużo poczytał….ale nie ma doświadczenia laboratoryjnego i doświadczalnego w zakresie badawczym. Taki polski naukowiec najczęściej czyta coś przed konferencją wiedząc, że nikt mu nie jest w stanie podważyć tego co mówi. On nie przekazuje wiedzy, on przekazuje informację, że jestem autorytetem i nikt nie może być mądrzejszy ode mnie…wszystko jest selektywną teorią niestety.

System komunistyczny to zbudował, a obecne czasy to utrwalają: jeżeli masz tytuł naukowy to musisz, tytułem braku pieniędzy na badania, ZABLOKOWAĆ INNYCH by nie podważali Twojej pozycji…w ten sposób nie ma WIEDZY TYLKO ODTWÓRCZE PUSTOSŁOWIE WALCZĄCEGO O SWOJĄ POZYCJĘ.

JAK NIE MA WIEDZY TO Z CZEGO LEKARZ MA CZERPAĆ NOWE ROZWIĄZANIA I ZASADY DZIAŁANIA?

Lekarz jest odtwórcą protokołów zbudowanych w oparciu o pracę naukowców. Nie zna angielskiego (generalizując) i czeka na odpowiednie instrukcje. Skoro nie ma wiedzy, nie ma badań, nie ma naukowców to jak mamy mieć lekarzy. To cud, że co niektórzy w ogóle rozumieją co do nich się mówi o trisomii i jej skomplikowalności bo jeszcze kilka lat do tyłu, podręczniki akademickie mówiły tylko, że ona jest. Dlatego też będę ich bronił, bo jeżeli nic nie wiedzą, to jak mają leczyć…i tutaj zgodzę się z Elą: POTRZEBUJEMY LEKARZY I PRAWDZIWYCH NAUKOWCÓW I PRZEDE WSZYSTKIM PIENIĘDZY NA BADANIA.

…a poza tym naukowcy i lekarze, tak samo jak rodzice osób z ZD są tylko ludźmi. Każdego z nas, jeżeli nie mamy konkurencji, jeżeli jesteśmy nawet przez przypadek wywyższeni, ogarnia pycha i próżność. Duża część polskich naukowców, polskich lekarzy to przykład prozaicznej ludzkiej pychy i próżności. Czują się nieomylni, boscy, gdy ukrywają brak wiedzy i podstawowych umiejętności wiedząc, że system jaki mamy chroni ich w sposób jednoznaczny. To powoduje, że my rodzice odsuwamy się od nich…ale na nich nie zrobi to wrażenia i nie zobaczą swoich błędów, zatem co powinniśmy zrobić?

WALCZYĆ O RÓŻNORODNOŚĆ SPOŁECZNĄ, KULTUROWĄ, RELIGIJNĄ, POLITYCZNĄ, POGLĄDOWĄ bo tylko kraj zbudowany  na konkurencyjności, na swobodzie demokratycznej rywalizacji da szansę rozwojowi naszym niepełnosprawnym dzieciom. Konkurencyjność wymusi doskonalenie się i parcie na pieniądze w ramach badań…a to wciąż jest czynnik polityczny.

Komentarze

Liczba komentarzy: 2 do “Wiedza, pieniądze, naukowcy, lekarze.”
  1. Olga pisze:

    Naprawdę nie rozumiem tej fali hejtu na Jarka. Przecież Jarek nikogo nie zmusza i nie namawia do swoich poglądów. Wręcz przeciwnie, w swoich wypowiedziach zawsze szanował odmienne zdanie. Dlatego dziwi mnie bardzo jak można nie szanować innych poglądów, gdzie tu tolerancja? Jak można żądać tolerancji dla naszych niepełnosprawnych dzieci skoro samemu nie jest się tolerancyjnym do innych i ich poglądów? Naprawdę tego nie rozumiem.
    Dla mnie Jarku jesteś wielki za to, co robisz i jak nam wszystkim otwierasz oczy na zespołowe sprawy.

    • Michał N pisze:

      A może niektórym wygodnie jest już ze maja dziecko z zespołem. Zaakceptowali swoje życie i życie dziecka i łatwiej im wierzyć lekarza i się pogodzić z informacja ze nic się już nie da zrobić. Jarek pokazuje że można zmienić życie osób z zespołem downa podnieś chociaż o parę procent IQ dziecka. To wymaga eksperymentowania którego nie potrafią wziąć na swoje barki rodzice.jak idą do lekarza to lekarz przepisuje leki antybiotyki itd. W razie czego można zrzucić odpowiedzialność na lekarza a nie na siebie. Tu jest problem. Jarek podaje pewien sposób którego żaden lekarz w polsce sie nie podejmie tu muszą zaryzykować rodzice jeżeli chcą powalczyć o lepsze życie dla swojego dziecka a to juz nie jest takie fajne mieć na swoich barkach odpowiedzialność. Ja mogę tylko potwierdzić ze warto.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...