<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>Komentarze do: Rodzicielskie &#8220;kłamstwa&#8221;.</title>
	<atom:link href="https://www.zespoldowna.info/rodzicielskie-klamstwa.html/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.zespoldowna.info/rodzicielskie-klamstwa.html</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 09 Sep 2026 19:46:45 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=4.1.42</generator>
	<item>
		<title>Autor: Can</title>
		<link>https://www.zespoldowna.info/rodzicielskie-klamstwa.html#comment-111074</link>
		<dc:creator><![CDATA[Can]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Nov 2017 10:05:50 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://www.zespoldowna.info/?p=32274#comment-111074</guid>
		<description><![CDATA[Ten tekst nie jest o polityce, a jedynie cytaty z niej wyciągnięte są bazą dla mojego myślenia. O tym wszystkim myślałem już od miesięcy i szukałem sposobu, by pokazać to jak najlepiej. Przypadek pomaga: 7 maili+2 artykuły w gazetach na ten temat, które miały to jedno zdanie, ten stereotyp...i zauważcie nie atakuję ludzi, atakuję to jak &quot;zaraźlwe&quot; złe myślenie trwa w nas wszystkich. Jak jest przekazywane z pokolenia na pokolenie i wszyscy to wiemy, a boimy się powiedzieć, że powinno być inaczej, bo jest inaczej.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ten tekst nie jest o polityce, a jedynie cytaty z niej wyciągnięte są bazą dla mojego myślenia. O tym wszystkim myślałem już od miesięcy i szukałem sposobu, by pokazać to jak najlepiej. Przypadek pomaga: 7 maili+2 artykuły w gazetach na ten temat, które miały to jedno zdanie, ten stereotyp&#8230;i zauważcie nie atakuję ludzi, atakuję to jak &#8220;zaraźlwe&#8221; złe myślenie trwa w nas wszystkich. Jak jest przekazywane z pokolenia na pokolenie i wszyscy to wiemy, a boimy się powiedzieć, że powinno być inaczej, bo jest inaczej.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Mama Paulinki</title>
		<link>https://www.zespoldowna.info/rodzicielskie-klamstwa.html#comment-111073</link>
		<dc:creator><![CDATA[Mama Paulinki]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Nov 2017 08:55:30 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://www.zespoldowna.info/?p=32274#comment-111073</guid>
		<description><![CDATA[W 100% zgadzam się z tym tekstem. Gdy urodziłam Madzie z zespołem Downa przeszłam drogę, jaką przechodzi chyba każdy z nas - żałobę i euforię. Żałobę po zdrowym dziecku i po chwili euforię, że moje dziecko osiągnie więcej, będzie inne, że pokażemy światu ile osiągnąć potrafi dziecko z zd. Jedno i drugie trwało u mnie krótko, bo Madzia miała ciężka wadę serca i odeszła w wieku 10 miesięcy.
Szczęśliwym zrządzeniem losu jest ze mną Paulinka. Ma zd i 9 lat. W styczniu minie 6 lat jak jesteśmy razem. Ma za sobą ciężkie przeżycia. Rozwój, jak na to co przeszła i z iloma wadami towarzyszącymi się zmaga, oceniam jako dobry. Nie pisze, nie czyta, słabo mówi. A jednak dla mnie to bardzo, bardzo dużo. Bo sama je, korzysta z toalety, dojeżdża busem do szkoły, którą uwielbia, dogaduje się że zdrowym bratem, potrafi zachować się w sklepie, przychodni, muzeum... 
O zd Madzi nie wiedziałam w ciąży, jak na wielu innych rodziców spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. A Paula jest świadomym wyborem (jeśli tak to można nazwać), bo doskonale zdawałam sobie sprawę jak obciążone i zaniedbane dziecko pokochałam. Ale czasem zastanawiam się, czy gdyby żyła Madzia, to miałabym tyle pokory i akceptacji do zd co w przypadku Pauliny? Mimo, że w wieku 3 lat była na etapie dziecka kilkumiesiecznego, to nie jeździłam z rehabilitacji na rehabilitację. Świadomie ograniczyłam to do niezbędnego minimum, bo czułam, że ona potrzebuje przede wszystkim tego, czego na starcie nie miała - miłości, troski, opieki, rodzicielskiego ciepła. Domu. Może to źle, może coś przegapiłam, ale nie żałuję. Może to efekt doświadczenia z Madzia, że życie ulotne jest i kruche, może to, że Paula pojawiła się u mnie świadomie, ale na pewno mam teraz znacznie więcej tej pokory i akceptacji sytuacji niż kiedyś.
Staram się rozumieć &quot;świeżo upieczonych&quot; rodziców. Też kiedyś przez chwilę czułam się kolejno - zdruzgotana, przerażona, potem pewna siebie, wybrana przez Boga ect. Ale obserwuję też wielu znajomych, którzy bardzo zatracają się w swojej żałobie po zdrowym dziecku, albo w przeświadczeniu, że ich dziecko będzie lepsze... I jak nadzieja jest czymś niesłychanie ważnym, tak ważne jest by szła w parze z realizmem i akceptacją odmienności dziecka. Bo bez tego w pewnej chwili przyjdzie mniejsze lub większe rozczarowanie.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>W 100% zgadzam się z tym tekstem. Gdy urodziłam Madzie z zespołem Downa przeszłam drogę, jaką przechodzi chyba każdy z nas &#8211; żałobę i euforię. Żałobę po zdrowym dziecku i po chwili euforię, że moje dziecko osiągnie więcej, będzie inne, że pokażemy światu ile osiągnąć potrafi dziecko z zd. Jedno i drugie trwało u mnie krótko, bo Madzia miała ciężka wadę serca i odeszła w wieku 10 miesięcy.<br />
Szczęśliwym zrządzeniem losu jest ze mną Paulinka. Ma zd i 9 lat. W styczniu minie 6 lat jak jesteśmy razem. Ma za sobą ciężkie przeżycia. Rozwój, jak na to co przeszła i z iloma wadami towarzyszącymi się zmaga, oceniam jako dobry. Nie pisze, nie czyta, słabo mówi. A jednak dla mnie to bardzo, bardzo dużo. Bo sama je, korzysta z toalety, dojeżdża busem do szkoły, którą uwielbia, dogaduje się że zdrowym bratem, potrafi zachować się w sklepie, przychodni, muzeum&#8230;<br />
O zd Madzi nie wiedziałam w ciąży, jak na wielu innych rodziców spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. A Paula jest świadomym wyborem (jeśli tak to można nazwać), bo doskonale zdawałam sobie sprawę jak obciążone i zaniedbane dziecko pokochałam. Ale czasem zastanawiam się, czy gdyby żyła Madzia, to miałabym tyle pokory i akceptacji do zd co w przypadku Pauliny? Mimo, że w wieku 3 lat była na etapie dziecka kilkumiesiecznego, to nie jeździłam z rehabilitacji na rehabilitację. Świadomie ograniczyłam to do niezbędnego minimum, bo czułam, że ona potrzebuje przede wszystkim tego, czego na starcie nie miała &#8211; miłości, troski, opieki, rodzicielskiego ciepła. Domu. Może to źle, może coś przegapiłam, ale nie żałuję. Może to efekt doświadczenia z Madzia, że życie ulotne jest i kruche, może to, że Paula pojawiła się u mnie świadomie, ale na pewno mam teraz znacznie więcej tej pokory i akceptacji sytuacji niż kiedyś.<br />
Staram się rozumieć &#8220;świeżo upieczonych&#8221; rodziców. Też kiedyś przez chwilę czułam się kolejno &#8211; zdruzgotana, przerażona, potem pewna siebie, wybrana przez Boga ect. Ale obserwuję też wielu znajomych, którzy bardzo zatracają się w swojej żałobie po zdrowym dziecku, albo w przeświadczeniu, że ich dziecko będzie lepsze&#8230; I jak nadzieja jest czymś niesłychanie ważnym, tak ważne jest by szła w parze z realizmem i akceptacją odmienności dziecka. Bo bez tego w pewnej chwili przyjdzie mniejsze lub większe rozczarowanie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
