Mam dorosłego syna. Jego niepełnosprawność jest znaczna cz.4

Maj 10, 2018 by
Kategoria: Po prostu życie

Jechałem dzisiaj do pracy. Godzina 6.30. Przy drodze stały dzieci niepełnosprawne z rodzicami. Nie było ani jednego dorosłego.

Życie wygląda łatwo, gdy się ma małe dziecko, gdy chodzi do szkoły, gdy jesteśmy młodzi. Wtedy łatwo powiedzieć, że potrzebuję pieniędzy na rehabilitację, na metody i narzędzia do uczenia dzieci. Gdy dziecko staje się dorosłym, stajemy się zmęczeni. Państwo odrzuciło dorosłych niepełnosprawnych już wcześniej ograniczając im dowozy do szkół i robi to konsekwentnie także w tym wydaniu ustawy autorstwa rządu. Co ma wtedy zrobić rodzic dorosłego niepełnosprawnego?

“Zamknąć” w klatce, pomimo tego, że przez ostatnie 23 lata robił wszystko by wyjść z klatki?

Tak wygląda rzeczywistość i w Polsce się ona nie zmienia, bo państwo tego nie chce. Zatem po co pisać, po co myśleć o tym co jest potrzebne dziecku, gdy i tak wszystko sprowadza się do wegetacji i czekania na śmierć: albo dziecka, albo rodziców.

Czym różni się ta sytuacja z perspektywy moralności od aborcji?  I tu i tu musimy zaakceptować śmierć i zabójstwo. I tu i tam mamy cierpienie.

Czym różni się ta sytuacja z perspektywy prawa? Prawo pozwala dokonać aborcji by nie skazywać siebie, rodzica na karę życia w państwie, które nie chce Twojego niepełnosprawnego dziecka. Prawo nakazuje rodzicowi żyć i cierpieć, gdy zdecyduje się na jego urodzenie w samotności, poddanemu systemowi upokorzeń i kar, bez prawa do wcześniejszej śmierci. Jest to skazanie na torturę.

Mądre, demokratyczne kraje zrozumiały na tyle, że zbudowały system opieki społecznej, który bez korzeni chrześcijańskich pozwala na godne życie. Osoba dorosła ma prawo do życia, tak samo jak każda inna osoba o tym chrześcijańska Polska nie pamięta i nie chce pamiętać.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...