2010.07.12 – no i po Mistrzostwach

lipiec 12, 2010 by
Kategoria: Wydarzenia

Zaczynałem Mistrzostwa artykułem o piłkarzu, kończę o Wielkim Trenerze.

image

“Sprawiedliwy Wujek bez nerwów”

Hiszpanie mają trenera, za którego poszliby w ogień. On sam twierdzi, że prawdziwą satysfakcję daje tylko mistrzostwo świata.

Kiedy skończył się decydujący o mistrzostwie Hiszpanii mecz Realu z Athletikiem Bilbao, piłkarze z Madrytu ostentacyjnie przebiegli tylko jedną rundę przed trybunami. Wiedzieli, że mimo tak wielkiego sukcesu ich trener zostanie zwolniony. Żaden z zawodników nie zawiesił szalika na fontannie Kybele, na uroczystą kolację przyszli sami, bez rodzin.

Vicente del Bosque, który w Realu, pełniąc różne funkcje, przepracował 34 lata, płacił właśnie za mocarstwowe plany Florentino Pereza. Prezydent obiecał kibicom sprowadzenie Davida Beckhama, a olbrzymią rolę w transferze odegrał drugi trener Manchesteru – Carlos Queiroz, który przyszedł do Realu w pakiecie.

Był 2003 rok, uwielbiany przez piłkarzy i kibiców Del Bosque zapowiedział, że już nigdy nie będzie pracował w Realu. Oficjalnie zwolniono go za wstawianie się za Fernando Hierro, symbolem klubu, z którym postanowiono nie przedłużać umowy. To prosty fortel, bo było oczywiste, że Del Bosque nie opuści swojego zawodnika.

Wąsy od zawsze

Obecny trener reprezentacji Hiszpanii był taki zawsze. Wygląda na zamkniętego w sobie, ale piłkarze się zarzekają, że nigdy nie pracowali z kimś bardziej otwartym. Mówią na niego Sfinks albo El Tio, czyli wujek. Do wujka zawsze można przyjść z problemem, u wujka zawsze można liczyć na sprawiedliwość. Del Bosque powiedział kiedyś, że nie mógłby prowadzić Barcelony i Atletico Madryt, dlatego gdy wybrano go na następcę ozłoconego mistrzostwem Europy Luisa Aragonesa, wielu kibiców się bało, jak wyglądać będzie reprezentacja. Ale na mundialu w RPA większość to piłkarze Barcelony i grają tak jak Barcelona.

Del Bosque zamknięty w sobie był zawsze, tak jak zawsze nosił wąsy. Gdy w 1973 roku jako piłkarz przychodził do Realu, prezydent Santiago Bernabeu kazał mu się natychmiast ogolić i obciąć długie włosy. Za zawodnikiem wstawił się trener Luis Molowny, a po kilku tygodniach Bernabeu był tak zachwycony skromnością Del Bosque, że pozwolił mu na ekstrawagancki wygląd. Molowny stał się mentorem obecnego selekcjonera, zawsze wypowiadali się o sobie tak ciepło, jakby byli rodziną. Po śmierci Molownego kilka miesięcy temu Del Bosque nazwał siebie sierotą.

Kibic Salamanki

Los doświadcza go w życiu tak często, że trener potrafi na wszystko patrzeć z dystansem. Urodził się w 1950 roku w Salamance – do dzisiaj zresztą opłaca regularnie składki socio tego klubu. Jego ojciec był kolejarzem, podobnie jak dziadek mocno zaangażowany w ruch lewicowy. Okres rządów generała Franco to czas strachu i aresztowań, jego ojca osadzano kilka razy.

Kiedy zmarł w 1997 roku, Vicente sprowadził do Madrytu matkę, która mieszkała z nim do końca życia – przez sześć lat. Starszy brat zmarł, mając 46 lat, na raka. Jedno z trójki dzieci Vicente, 21-letni Alvaro, urodziło się z zespołem Downa. Del Bosque nie potrafi ani przesadnie się cieszyć ze zwycięstw, ani smucić po porażkach.

Pójdą w ogień

Wydawało się, że w drużynie przejętej po Aragonesie można tylko coś zepsuć. Ale w dwa lata dzięki Del Bosque zadebiutowało kilkunastu piłkarzy młodego pokolenia, którzy mogą stanowić o sile reprezentacji przez lata. Gerard Pique, Juan Mata, Fernando Llorente, Bojan Krkić czy Jesus Navas od początku jego kadencji mogą poczuć się ważni i pójdą za Del Bosque w ogień.

Trener żartuje, że chociaż mówią głównie o tym, że ma wielkie serce, to ma też głowę, która pozwala wprowadzać reprezentację Hiszpanii na kolejne szczyty. Co ciekawe, z obecnym prezesem federacji – Angelem Marią Villarem – zakładali w latach 70. związek zawodowy piłkarzy.

Trzeciej szansy nie ma

Aragones mówi o Del Bosque, że jako jedyny na świecie potrafi mieć tak ojcowskie podejście do zawodników, że jest na równi trenerem i psychologiem. Piłkarze kochają go też za skromność, chociaż podobno to nieprawda, że Del Bosque głęboko chowa swoje ambicje i pozwala błyszczeć gwiazdom.

Na zgrupowaniach panuje rodzinna atmosfera, ale trener jest wymagający, zawsze daje drugą szansę, ale trzecią – już niekoniecznie. Traktowano go często jak strażaka, który ugasi pożar rozpalony przez rozbujałe ego piłkarzy. W Realu zastępował Benito Floro, Jorge Valdano i wreszcie Johna Toshacka, gdy ten nie radził sobie z Nicolasem Anelką.

Ze swoim ukochanym klubem dwa razy wywalczył mistrzostwo Hiszpanii, dwa razy wygrywał Ligę Mistrzów – ostatnio w 2002 roku, co pozostaje ostatnim triumfem Realu w tych rozgrywkach.

Poza Realem pracował jeszcze w Besiktasie Stambuł, ale wytrzymał tam tylko rok, nie odnosząc żadnych sukcesów. Jego podejście do ludzi nie spotkało się ze zrozumieniem. Dla Del Bosque komfort pracy, a więc to, by wszyscy czuli się z nim tak szczęśliwi, jak on z nimi – jest najważniejszy.

Z reprezentacją Hiszpanii na mundial jako piłkarz nigdy nie pojechał. Dwa razy – w 1978 i 1982 r. – na pewno zmieściłby się w składzie, ale akurat leczył kontuzje. W kadrze wystąpił 18 razy, reprezentował kraj na mistrzostwach Europy w 1980 roku. Pisze się, że grał jak Guenter Netzer, tyle że z większą gracją.

– Vicente wie, czego piłkarze potrzebują. Jest świetnym taktykiem i psychologiem, ale przede wszystkim ma wyczucie. Zupełnie szczerze – nie znam piłkarza, który niechętnie przyjeżdża na jego zgrupowania.

Trener od pierwszego dnia próbuje się dowiedzieć, co się zmieniło w życiu jego zawodników. – Często rozmawiamy o sprawach prywatnych – mówi kapitan jego reprezentacji Iker Casillas.

Wszedł on na boisko w finale Ligi Mistrzów w 2002 roku, zmieniając kontuzjowanego Cesara, i doskonałymi interwencjami dał Realowi i Del Bosque drugi tytuł najlepszej drużyny Europy w ciągu trzech lat.

Trener – chociaż osiągnął już tak wiele – twierdzi, że miejsce w historii jemu i jego piłkarzom dało dopiero mistrzostwo świata.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...