Trójmorski Wierch i Puchacz na pożegnanie zimy w Sudetach.
luty 22, 2026 by Jarek
Kategoria: Włóczykij i Tysięczniki
Popatrzyliśmy na prognozę pogody…od niedzieli już wiosna na temperaturach. Postanowiliśmy pożegnać zatem zimę w Sudetach. Asi wybór był prosty: “Lubię Trójmorski Wierch wejdźmy tam, tylko jakąś inną trasą.” Janek nawet wyciągnął album z Tysięczników Ziemi Kłodzkiej i nie było wyjścia, bo on chciał iść na wieżę. Od 2015 roku wchodzimy na ten szczyt, a jeszcze ani razu nie weszliśmy na wieżę…tak mi się wydawało.
https://www.zespoldowna.info/na-maly-snieznik-przez-trojmorski-wierch.html
https://www.zespoldowna.info/trojmorski-wierch-maly-snieznik-wysoczka.html
https://www.zespoldowna.info/trojmorski-wierch-jasien-opacz.html
O wszystkim jednak zadecydowała pogoda. Jak popatrzyliśmy na radar pogodowy, jedyną częścią Sudetów bez deszczu i silnego wiatru był …Trójmorski Wierch. Nie mieliśmy zatem argumentów by szukać czegoś innego. Kamila nie było, więc Janek mógł rządzić na Trójmorskim. Janek nawet omówił ze mną całe przejście, po oglądnięciu ostatniej naszej wyprawy. Nie można było odmówić. Jednak w kontekście “nowego przejścia” ja sięgnąłem głębiej i postanowiłem skorzystać z drug leśnych, jakie poznaliśmy podczas naszej zimowej wyprawy na “Tysięczniki”.
Jodłów, gotowi do przygody. Janek, jakby był Kamilem, wystrzelił do przodu idąc wczorajszym śladem auta. Śnieżek fajnie prószył, a my w dobrym tempie szliśmy do przodu. Pojawiały się zagadki i trzeba było nad nimi się pochylić.
Co to jest Źródełko Trzech Mórz? Nie dowiedzieliśmy się i nie odgadnęliśmy. Janek już wyrwał do przodu i to nas zaskoczyło, gdyż wyraźnie wchodził w chmurę, a to mu nie zawsze odpowiadało. Zaraz skończyła się droga z “wczorajszym śladem”. Zaczęły się skróty. Trzeba było trałować przez mokry śnieg. Janek jak wpadł w strumyczek, który był pod lodem skryty i odpuścił. Jakoś lepiej mu było iść po moich śladach.
To był dziewiczy teren. My szliśmy najwyraźniej po śladach zwózki, ale to my byliśmy pierwsi na tym szlaku. Były schowane przeszkody i idące falami chmury.
Im było wyżej, tym chmury były gęstsze…oznaka wiosny.
Przy słupku 75/8 idealnie weszliśmy na czerwony szlak. Państwo z Poznania, zdziwili się, gdy nas zobaczyli tuż przy wieży…stała! Oni przecież poszli przed nami szlakiem…co skrót to skrót.
Trójmorski pokazał nam … nic. Chmury były bardzo gęste, a ja z radością pobiegłem na wieżę, bo Jan w tym warunkach jakoś nie chciał. Miał rację! Na górze mało głowy nie urwało, ale przypomniało mi, że jednak na wieży już kiedyś byliśmy.
Nie udało się zjeść śniadania, wiało, było wilgotno, a w zestawie zimno. Zeszliśmy w dół do lasu. Naszym celem miał być też Mały Śnieżnik, ale pogoda tak się psuła, że raczej myśleliśmy o szybkim powrocie skrótem w dół…ale drogą którą jeszcze nie szliśmy.
Dzięki temu dotarliśmy do Puchacza, bo jakoś nie pamiętamy byśmy mieli zdjęcie ze szczytu z tabliczką, a potem wycof na skróty.
W pewnych momentach nie było widać dalej jak na 20 m. Zaczął padać deszczyk, stało się dość ciepło. My skrótami, Janek za mną, bo on do trałowania ostatni jednak, dotarliśmy do parkingu. Tam Janek postanowił przetestować pajacyki i szybko schował się do auta.
Deszczyk i temperatura robiły swoje. Jadąc do Jodłowa przebijaliśmy się przez śnieg. Wracaliśmy już bez śniegu. To było jak najbardziej odpowiednie pożegnanie zimy, zimą w Sudetach. Następna wyprawa będzie już wiosną, tą temperaturową jak patrzę na prognozy.









































