Buddy Walk, Ameryka…

Wrzesień 17, 2010 by
Kategoria: U przyjaciół

…czyli rozmowa z Heather autorką MEET ANNIE, o której to książce pisałem tutaj: http://www.zespoldowna.info/swiatowy-dzien-zespolu-downa-u-heather/

Przeczytałem komentarze Basi do Buddy Walk, Grażyny i Taty Kuby. Coś mnie podkusiło i postanowiłem porozmawiać z kimś na ten temat z Ameryki. Oto owoc tego “wywiadu”.

Ja: Cześć Heather (należy czytać jej imię jako: heder) . Napisałem ostatnio na stronie o Buddy Walk. Nigdy w nim nie uczestniczyłem, czy mogłabyś opisać jak to wygląda w rzeczywistości u Ciebie?

Heather: Ameryka jest wielka i praktycznie w każdym regionie Buddy Walk służy do czegoś innego. W Ameryce nie jest tak dobrze jak ludziom się wydaje. Akceptacja społeczna osób z ZD jest bardzo niska i w istocie wszystko należy budować od początku…

J: Przepraszam, ale chcesz powiedzieć że Ameryka odrzuca osoby z ZD? Ja jak słyszę coś pozytywnego w medycynie, w kwestiach społecznych to idzie to właśnie z Ameryki?

H:…jakby tu powiedzieć? Ameryka jest bardzo duża. Ameryka lubi media. Media lubią tematy społeczne i “rozdmuchują” je w ogromny sposób.Gdyby ilość wszystkich zdarzeń, które media pokazują przenieść np. do Twojego kraju to byłoby coś! Ale w USA to wciąż o 1 000 000 spotkań, wydarzeń za mało! Musisz pamiętać o jednym: w USA zamknięto ostatnie obowiązkowe ośrodki, gdzie zabierano dzieci z ZD pod przymusem!!!! od rodzin w latach 90tych!!! W niektórych stanach owszem stało się to szybciej pod koniec lat 70tych w niektórych później. Ale czy to nie pokazuje skąd wystartowaliśmy?

Ameryka jest krajem całkowicie religijnym, całkowicie poświęconym życiu godnemu i dobremu, leniwemu :) , żeby nie powiedzieć. Z tego też powodu Ameryka nie lubi inności, bo one powodują konieczność zmian i ciężkiej pracy.

J: Ale czy to oznacza, że Ameryka odrzuca osoby z ZD bo wymagają pracy, wysiłku?

H: Nie, nie możesz tak dosłownie odpowiedzieć. To jest tak jak ze mną. Mieszkam w małym mieście w Winsconsin. Mam trójkę dzieci. Ann ma ZD i jest bardzo opóźniona w swoim rozwoju. Nie mówi, ma problemy z koncentracją. Od jej narodzin, dzięki mojej pracy w szkołach z dziećmi, postanowiłam pracować nad akceptacją społeczną dla Ann. Po tych 5 latach osiągnęłam to czego pragnęłam. Ann chodzi do szkoły masowej, siedzi w klasie ze zdrową koleżanką. Ma nauczyciela, który jej pomaga. ALE TO JEST PROGRAM PIONIERSKI I PIERWSZY W CAŁYM STANIE!

Gdy wychodzimy na ulicę to dalej pokazują na Ann i wytykają nas palcami w sklepach na zakupach…i tutaj pojawia się Buddy Walk. U nas Buddy Walk to przede wszystkim pokazanie nam rodzicom dzieci z ZD, że po prostu jesteśmy i że w grupie może być nam raźniej. Zazwyczaj po festynie na stadionie, w którym biorą też lokalne władze i sponsorzy, część z nas udaje się do Buddy Walk w Chicago, który jest największy w tej części USA. No i tutaj to już jest show :) Idziemy razem przez miasto, jest kilka fajnych imprez. Po tych 10 latach w Chicago nie wytyka się palcem osoby z ZD. Natomiast gromadzi się środki na badania nad ZD lub edukację. I tak zazwyczaj jest w całych Stanach. Duże miasta akceptują inność, małe środowiska, ja to nazywam Prawdziwą Ameryką, pomimo swojej deklarowanej miłości do bliźniego i to olbrzymiej odrzucają tych, którzy powinni być kochani.

Ale jest taki wyjątek. Luizjana. Nie wiem z czym to jest związane, ale tam według mnie jest najlepiej.

J: Heather, ale czy Buddy Walk jest tym czym należałoby się zająć w Polsce?

H: Uważam, że jest to świetny pomysł dla Twojego kraju. Ludzie się zbierają i wiedzą, że nie są sami. Dzieci, które się spotykają w ten dzień wzmacniają się bo znów wiedzą, że nie są same, mają rówieśników. Dla wszystkich ludzi, którzy przychodzą na ten marsz jest to dzień, kiedy mogą “dotknąć” problemu i często w sposób anonimowy, poprzez obserwację stwierdzić: MYLIŁEM SIĘ!

Tak było z burmistrzem naszego miasta i jego żoną. Nigdy nie chcieli przyjść do szkoły. Nigdy nie chcieli przyjść na spotkanie naszego Stowarzyszenia. Na Buddy Walk przyszli. Była telewizja, były tłumy i oni nagle podjechali tak trochę z boku. Nikt ich nie zauważył. Burmistrzowa, tak powoli kogoś tam zaczepiła, pogadała…no i przyszło pełne rozluźnienie. Potem już nie było problemów. Nawet podczas wywiadu burmistrz trzymał Ann na baranach, dał fajny przykład. Więc POLECAM

 

Ta rozmowa trwała cały prawie wczorajszy dzień przez internet :) Dziękuję Heather, która przysłała mi właśnie swoją książkę, piękną…ale o tym za chwilę :)

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...