Królówka, Trojak, Dzielec i najlepszy szlak na wspinaczkę
wrzesień 8, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Zacznijcie czytanie tej historii od posłuchania tej piosenki może Was tak wkręci jak nas. Ponad 5 lat temu podczas Festiwalu Górskiego dostaliśmy swoją kolejną Koronę, ale i nagrodę dla filmu o nas, zrobionego przez Kobasa (wciąż wdzięczni). Wtedy dopadła nas ta piosenka….”bo góra z górą nigdy się nie zejdzie, a człowiek tak…”
Na tym weekendzie był festiwal w Lądku, my szukaliśmy sposobu by wrócić z WIELKICH TATR do naszych gór. Znaleźliśmy takie miejsce właśnie w Lądku Zdrój w jego górach, w których jeszcze nie byliśmy, jeszcze nie zdobywaliśmy.
https://www.youtube.com/watch?v=gPaRJ_UKiLs&list=RDgPaRJ_UKiLs&start_radio=1
Jak już posłuchaliście to zaczynamy od początku:
“…nie ma takiego miejsca drugiego, gdzie Twój szlak jest tak ważny jak mój…”
Nauczyliśmy się już, że małe góry mają coś absolutnie wyjątkowego i nie można zostawić ich bez zdobywania. Wokół sąsiadującego Stronia obeszliśmy wszystkie góry. W Lądku został nam “kawałek”, którego nie znaliśmy, nawet nie myśleliśmy że powinniśmy tam pojechać…ale znalazł się powód, a potem kolejny. SKAŁY, WSPINACZKA…może dla Zosi?
Jak festiwal to brak miejsca do zaparkowania, ale my takowe znaleźliśmy w Stójkowie i już byliśmy przy czerwonym szlaku…przepraszam biało czerwonym o numerze 3. Chłopcy, w szczególności Kamil, jakoś nie byli przekonani do tej wycieczki, coś Orla Perć im zapadła w “nogach” na tyle mocno, że … w końcu wystartowaliśmy. Janek włączył zegarek, schował kartkę, bo przecież pamiętał, a tato jak zwykle pomieszczał wszystko. Czekała na nas przygoda.
Jeszcze dobrze nie wystartowaliśmy w kierunku Królówki, a już były skały z linami do wspinaczki. Janek się zainteresował, a my od razu zdjęcie i do Taty Zosi. Przecież to idealne miejsce dla niej. Kolejne kroki a kolejne Baszty do podziwiania, a szlak bardzo górski.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Po chwili kolejna. Potężna tak bardzo, że Janek odmówił testów wspinaczkowych. Z szacunkiem popatrzył i poszliśmy dalej do Skalnej Iglicy.
Tam Janek przetestował swoje umiejętności tak potrzebne przy wędrówkach przez Tatry…i dla Pauliny, Grzesia schodził w dół.
Przebraliśmy się z dwa razy, bo raz było zimno, raz gorąco, a tutaj kolejna potężna skała Skalny Ząb. Tutaj Janek nawet chciał się przetestować…z szacunkiem się wycofał. Kamil od samego początku, tak samo jak Asia wolał skały oglądać, niż z nimi się mierzyć :)
Kamil się rozpędził wciąż biało-czerwonym o numerze 3, zdołał nawet uciec nam, ale musiał czekać. Była kolejna skała Trzy Ambony. Janek o dziwo skupił się na grzybach. Po spotkaniu kilku na ścieżce, nie odpuścił muchomorkowi. “Idzie jesień” było dość precyzyjne i zgodne z prawdą.
Szlak stawał się wymagający. Meandrował, miał przeszkody, nawet ginął w lesie, zaczął się wznosić do góry na Królówkę. Dla mnie jak w dobrych dużych górach, pełen różnych niespodzianek na szlaku i obok jak źródła, bardzo historyczne.
Pojawiło się też podejście i na szczycie…nie mogło być inaczej: skały! Janek nie wchodził, góra była ważna, ale nie tak aby wspinać się, gdzieś tam pod “sufit”…ale dla Zosi byłyby fantastyczne, gdyż u niej nie ma sufitów przecież.
Tak szliśmy, ciągle się coś działo. Do tej pory to skały dominowały nasze przejście. Zdziwiliśmy się pięknymi widokami, ten na nasz kolejny cel Trojak, choć ważniejszy stał się Karpiak i ruiny zamku na nim. Osłonięci od wiatru delektowaliśmy się tam śniadaniem i było to bardzo miłe.
https://www.zespoldowna.info/jaska-siedzenie-na-historii.html
O dziwo pojawili się pierwsi turyści tego dnia. To tam potwierdziło się, że dzisiaj jest festiwal! Ludzie uśmiechnięci szli dalej z lub w dół do Lądka. My wybraliśmy w dół na Trojaka, bo tam nas jeszcze nie było!
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Zaskoczenie? Wydawało się, że już wszystko przerobiliśmy tego dnia, bardzo górskiego, a tutaj czekała nas graniówka, co wyczytał Janek z Asią. Nawet wycinka wskazywała jednoznacznie, że to będzie dzisiaj najbardziej ostre podejście. Nic tam, uważając na zjeżdżających sąsiadującym/krzyżującym się z naszym szlakiem, singiel trackiem rowerzystów, nagle zostaliśmy zaskoczeni kolejną niespodzianką. Kamil zatrzymał się przed WIELKĄ ŚCIANĄ idealną dla Zosi. Janek nie mógł uwierzyć, że tam ludzie śpią wskazując na namioty podczepione pod ścianami. Tak przywitała nas Skalna Brama. Potęga!
Jeszcze z niej nie wyszliśmy a pojawiły się Trzy Baszty, znów wielkie cuda!
Z tyłu jednej z nich dziewczynka taka jak Zosia trawersowała ścianę, robiło to wrażenie! I dobrze, że znów pojawiły się widoki, dało to odpocząć od tych wyzwań … na chwilę.
“Tato choć na wieżę!” To był Trojak z jego amboną widokową i tablicą ze szczytami. Janek nie odpuścił czytał, bo tam już nie było takiej góry której by nie znał. Cudowne szaleństwo! My na górze, a Lądek w dole i to czekał na nas.
Dobrze, że tędy nie podchodziliśmy. Było górsko, szło się zmęczyć podchodząc, my na szczęście zbiegaliśmy w dobrym tempie w dół, a festiwalowych gości idących do góry, swobodnie mijaliśmy z Jankowym, głośnym cześć:)
A w Lądku Janek kupił magnes, zdobył z Kamilem kolejny szczyt Wzgórze Świętojerskie, choć obiecanej tabliczki nie znaleźliśmy niestety. Przebiegliśmy przez niego, gdyż chcieliśmy aby turyści mieli więcej dla siebie. Nasz kolejny cel czekał. To już 4 tego dnia czyli 1 073 w naszym kalkulatorze szczytów. Dzielec, który dzieli Lądek na miejski i zdrój, miał nas zaskoczyć…który raz w tym dniu ten szlak zrobił na nas wrażenie?
Po pierwsze skorzystaliśmy ze skrótu, który pachniał bardzo dziko, by po chwili zaprezentować wielki maszt telekomunikacyjny a obok niego tabliczkę szczytu. Jak już z niego zeszliśmy to pojawiały się skały jak grzyby po deszczu. Na nich też trenujący wspinaczkę!
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Na Kamionkach, choć odrobinę wiekowa, ambona widokowa i można by tam zostać patrząc na to co było przed nami. Jednak najważniejszy był jednak obiad tego dnia.
Chłopcy wyjątkowo szybko zrobili się głodni. Na przeprawie bardzo harmonicznie zrobili pajacyki Marka i grzecznie siedzieli w samochodzie…był spokój. To dają góry :)
Gdy już tak siedzieliśmy nad obiadem stwierdziliśmy, że ta wyprawa była tak smaczna jak nasz obiad. Lądek dał nam dużo radości, a dla Mistrzów takich jak Zosia, być może Miki, mógłby być to idealny wypad od góry do góry, od skały do skały, by każdą móc zdobyć. Polecam, było świetnie, bez nudów jak w piosence z Lądka….a ja dalej ją słucham.































































Tata Zosi nabrał apetytu. Boi się trochę pokazać te obrazki Zosi. Bo spokoju nie będzie.:). Ale już po to na pewno. Bo góry dają spokój. Dzięki Jarek. Za tak wspanałą zachętę i za piosenkę. Lądku przybywamy niebawem!!! Czy uda się nam wejść na którąś ze skał?