Integracja, czyli nie wiem jaki nadać temu artykułowi tytuł…Pani Agnieszko jestem pod dużym wrażeniem, dziękuję

Luty 25, 2010 by
Kategoria: Edukacja, Przedszkole 109

Podarować odrobinę miłości choremu dziecku

Agnieszka Jędrzejowska


Idea integracji społecznej przeszła już w świadomości naszego społeczeństwa zasadniczą akceptację i można się spodziewać, że formy życia integracyjnego będą się rozwijać w różnych środowiskach. Przykładem jednego z nich może być przedszkole, mikroświat przyszłego życia wśród ludzi, fundament poznania pierwszych zasad współbycia z nimi.

Bezpośrednia praca w przedszkolu pozwala mi obserwować dzieci niepełnosprawne i uczestniczyć w ich funkcjonowaniu w grupie rówieśniczej. Z jednej strony patrzę na egzystencję tych dzieci z ich zaburzonego rozwoju i wynikających stąd trudności w realizacji oczekiwań ku nim kierowanych. Z drugiej zaś widzę to samo dziecko wśród innych dzieci, które dąży do kontaktów społecznych i realizuje je w specyficzny dla siebie sposób. Specjaliści od spraw wychowania podkreślają konieczność przestrzegania zasad pracy z osobami niepełnosprawnymi. I bardzo dobrze! Uważam to za cenne, gdyż moja obserwacja ludzi zaangażowanych w proces integracji, asystowanie takim osobom (w czasie wolontariatu, praktyk), aż wreszcie osobiste zaangażowanie w tę pracę poprzez pracę na stanowisku pedagoga specjalnego, pokazują, że można szybko o nich zapomnieć, odsunąć, nie widzieć.
W procesie integracji dzieci chorych ze zdrowymi ważnych jest kilka zasad, które stają się fundamentem realizacji określonych w tym zakresie zadań. Pierwszą i bezwzględną jest zasada personalizacji. Każda osoba niepełnosprawna zawsze jest osobą i niezależnie od rodzaju, stopnia niepełnosprawności należy jej się godność i szacunek. W książce Hartmuta Gagelmanna Kaj znów się śmieje padają takie oto słowa, które podają w wątpliwość racjonalny podział ludzi na pełnosprawnych i niepełnosprawnych, a które warto nosić w sercu: W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami, wszyscy walczymy z własnymi ułomnościami, z naszymi słabościami, z naszym własnym upośledzeniem.
Myślę, że bardzo często nasze pełnosprawne (wg nas) chociażby kończyny, wykorzystujemy do „pokaleczonych”, krzywdzących, bezsensownych celów. Tymczasem osoby uważane przez nas za niepełnosprawne potrafią pokazać, że są pełnosprawne, a nawet – są ponad nami. Wystarczy wspomnieć o artystach malujących za pomocą ust, nóg (nie rąk!), muzykach, którzy nie słyszą, modelkach na wózkach inwalidzkich… Dlaczego mam mieć komuś za złe, że nie ma nóg? To tak jakby ktoś miał do mnie pretensje, że nie potrafię grać na skrzypcach albo, że mam skoliozę… A gdy jeszcze, nie daj Boże, jest to osoba, którą kocham? Można sobie wyobrazić, co wtedy czuję, co przeżywam… A rozwijamy się przecież psychofizycznie…
Kolejną ważną zasadą jest wczesna diagnoza i normalizacja życia. Naszym zadaniem, tj. mających szersze możliwości, jest tworzenie optymalnych warunków rozwoju dla osób słabszych. Nie można człowiekowi takiemu samemu jak ja, z takimi samymi prawami, zabronić doświadczania zwykłych, codziennych radości, jak spacer do lasu, zbieranie liści, kąpiel w morzu, próby pisania długopisem, gra na instrumencie itd. Wczesne rozpoznanie rodzaju i stadium choroby może pomóc, może dać więcej czasu na to, by chory zdążył poczuć smak szczęścia, smak normalnego życia.
Należy przy tym pamiętać o zasadzie indywidualizacji, a więc o dostosowaniu działań terapeutycznych i oczekiwań do możliwości chorego. Warto też mieć na uwadze, że skoro wszyscy jesteśmy tacy sami, mamy takie same potrzeby, to też je wyrażamy. Ale uwaga! Każdy z nas czyni to inaczej… Może to zbyt proste porównanie, ale tak samo robią zwierzęta, np. inaczej wyrazi niezaspokojoną potrzebę jedzenia oswojony kotek domowy (będzie się łasił), inaczej zebra w zoo (będzie pocierać mordką o drewniane belki ogrodzenia), jeszcze inaczej łabędź z pobliskiej fosy (podpłynie bliżej brzegu, z dystansem jednak do człowieka), a zupełnie inaczej dziki gołąb (który, gdy tylko zobaczy ziarno zleci, by je pochwycić w dziób). A co dopiero ludzkie sposoby wyrażania potrzeb! Jak przecież różni w tej jedności jesteśmy! Potrzebna jest nam znajomość siebie nawzajem, by umieć rozpoznawać potrzeby drugiego człowieka, bo nie każdy zakomunikuje je tak samo, jak my. I na szczęście nikt z nas nie ma monopolu na sposoby wyrażania nie tylko swoich potrzeb, ale i radości i smutków… Potrzebna jest tylko tego świadomość i więzy schematyzmu, że tak i tak powinno być, rozpadają się…
W integracji niepełnosprawnych ze sprawnymi należy kierować się także zasadą odpowiedzialności i pomocniczości. I ważna sprawa: obok dzieci są przede wszystkim rodzice. Z nimi trzeba współpracować, ich wspierać. Każda skuteczna terapia zaczyna się od wiary rodzica i jego zaangażowania. Specjalista może ich tylko wspierać!
Tylko dzięki takiemu podejściu, przestrzeganiu powyższych zasad możliwe będzie poszerzanie autonomii osób wychowywanych. Z drugiej strony oddanie dziecka do przedszkola jest ogromnym przeżyciem dla rodziców. Już na kilka miesięcy przed przekroczeniem progu placówki, rodzice ze swymi pociechami odwiedzają sale przedszkola, zadają mnóstwo pytań. Można sobie tylko próbować wyobrazić, co dzieje się w sercach rodziców dzieci niepełnosprawnych. Oni mają dużo więcej niepokoju w sobie. Aby pomóc dziecku, jego rodzeństwu, sobie samemu muszą pokonać mur obaw, który niejednokrotnie buduje wyobraźnia. Z daleka piękny, zielony las może wydawać się czarnymi chmurami.
I takie właśnie chmury pojawiły się nad naszą przedszkolną integracją po pierwszym zebraniu, kiedy to rodzice w emocjach dzielili się swoimi obawami na temat nierealności normalnego funkcjonowania dziecka w placówce. Nie mogłam zmienić tego, że przedszkole nie jest parterowym budynkiem, że ma dużo schodów, nie mogłam zmienić tego, że nie wszystkie dzieci poruszają się samodzielnie na nóżkach. Na wiele lęków rodziców mogło odpowiedzieć tylko życie, praktyka, przyprowadzenie dzieci do przedszkola. Jedyne o co prosiłam to, by rodzice dali szansę dzieciom, nam – instytucji i ludziom czuwającym nad nimi. By dali też szansę sobie.
Przedszkole, w którym pracuję, realizuje projekt edukacji włączającej. Jest to system polegający na tym, że dzieci niepełnosprawne chodzą do masowego przedszkola. Dzieci z zespołem Downa (bo takie włączone są w ten projekt) uczą się w grupach z dziećmi zdrowymi. Nad dzieckiem niepełnosprawnym czuwa pedagog, który koryguje jego umiejętności, włącza w obowiązkowe zajęcia i pilnuje tych, na które dziecko uczęszcza dodatkowo. Pedagog konsultuje zajęcia i program nauczania z nauczycielem prowadzącym grupę; działają razem. W Holandii, Irlandii, Norwegii i Rumunii jest to już standard, u nas jeszcze nowość. Jest to, według mnie, projekt integracji bardzo dobrze przemyślanej. Asystowanie pedagoga, który jest niemal jak Anioł Stróż, pomaga też nauczycielowi, który może skupić się na całościowym funkcjonowaniu grupy, na prowadzeniu zajęć.
Co się okazuje po trzech miesiącach wspólnej pracy dzieci, rodziców i personelu? Coraz bardziej dostrzegamy piękny, zielony las! Chmury rozpędziła wiara, że damy radę! Schody okazały się nie przeszkodą, ale wyzwaniem, które mobilizowało i jednocześnie rozwinęło umiejętność chodzenia. Dzieci zdrowe stały się bardzo istotnym elementem procesu integracji, socjalizacji, jeśli nie fundamentalnym, gdyż bardzo pomagają swym słabszym rówieśnikom, ucząc się od nas, dorosłych, zasad postępowania. To bardzo ważne, że pełnosprawny trzylatek jest zanurzony w jedną przestrzeń z dzieckiem chorym, że ma takie same zadania, że uczestniczy w tych samych uroczystościach, bo ta naturalność spowoduje w przyszłości, że będzie on nie tylko normalnie traktował człowieka chorego, ale i walczył o prawa dla niego. Tylko ktoś, kto dzielił z nim codzienność, będzie bardzo dobrze rozumiał, na czym polegać mogą jego trudności.
Dla mnie, pedagoga i człowieka, dzieci chore stały się darem… Niech mi więc będzie wolno na koniec podzielić się swoją refleksją, pisaną wprost z serca do serca… Karol, któremu dedykuję poniższy wiersz, przedszkolak z zespołem Downa, jest przedstawicielem tych dzieci…

Dziecko chore – piękno ofiarowane

Kiedy po raz pierwszy zostaliśmy sami,
Moje serce mocniej zabiło,
a wszystkie zmysły były gotowe na odbiór twojego najcichszego „jestem”.
Spotykamy się już od miesiąca. Przyznasz, trochę się poznaliśmy.
Piękna jest Twoja pewność przestrzeni, jej ciągłe badanie.
Jednak uważaj, proszę!
Chcę Cię nauczyć, że na Twej drodze życia pojawią się doły.
Musisz umieć czasem się zatrzymać i poprosić o pomoc!
Niekiedy jednak sam będziesz musiał już wcześniej
Nabrać pędu, siły i mocy, by sam przeskoczyć przeszkodę!
Ja będę wtedy czuwać przy Tobie!
Chcę Cię nauczyć chodzić tak,
byś nigdy nie wpadł do dołu;
Dołu zagłady i błota!
Będę walczyć o to,
by Twoje stopy kąpały się w rosie zielonej trawy!
Piękna jest Twoja pewność do ludzi…
Dajesz im wielki kredyt zaufania!
Obdarzasz uśmiechem bez względu na wiek, płeć, pozycję…
Potrafisz najprościej w świecie wyrazić sympatię przez swoje serdeczne „Cacy!”
Jednak uważaj, proszę!
Spotkasz na swej drodze ludzi, którym przeszkadzać będzie twoja dobroć.
Którzy będą odsuwać głowę na gest twojej błogosławiącej rączki.
To dlatego, że nikt im tego wcześniej nie mówił.
Ale Ty nieustannie tak powtarzaj: „Cacy, cacy!”
Dopóki nie uwierzą, że ktoś ich kocha i sami tak czynić nie będą!
Piękny jest Twój zachwyt nad światem!
Stawiam przed Tobą talerz z zupą i słyszę głośne, szczere „o– jaaaa!”
Wchodzimy na plac zabaw i słyszę głośne, szczere „o-jaaaa!”
Odkręcam wodę w kranie słyszę głośne, szczere „o-jaaaa!”
Dlaczego te cuda mi tak spowszedniały?!
Dlaczego mam postawę, że mi się to należy?!
Są na świecie dzieci, które nie ze swojej winy tego nie mają!
I dalekie są w ich marzeniach gorący obiad,
zabawa na placu zabaw, umycie rąk w czystej wodzie!
Twoje „o–jaaaa!” jest głośnym i szczerym „DZIĘKUJĘ!” wielu ludzi!
Nic więcej nie potrzeba, by spokornieć i zawstydzić się wobec tego,
ile zostało nam dane! Zupełnie za darmo!
Jak ja mam Ci dziś dziękować za Twoją obecność?
Uczę się Ciebie, uczę się od Ciebie!
Raduje się serce moje!
Chcę, byś czuł się bezpiecznie
Dlatego daję Ci drugą rękę, gdy jedna to za mało,
Dlatego czasem odpoczywamy na schodach,
Dlatego czasem Ci nie ustępuję!
Chcę, byś umiał kiedyś sobie poradzić beze mnie!
Pragnę, byś to Ty pomagał i był szczęśliwy!
Tego nam życzę!
Obecnemu już na zawsze w mym sercu Karolowi

Pani Agnieszka jest nauczycielem w przedszkolu 109 uczestniczącym w Pilotażowym Projekcie Przedszkolnym dla dzieci z ZD we Wrocławiu

Komentarze

1 Komentarz do “Integracja, czyli nie wiem jaki nadać temu artykułowi tytuł…Pani Agnieszko jestem pod dużym wrażeniem, dziękuję”
  1. basia pisze:

    Dopiero teraz natknęłam się na ten artykuł. I całe szczęście, że mi nie umknął tym razem.
    Pani Agnieszko, jakże pięknie powiedziane. Przywraca Pani wiarę w ludzi i etos Nauczyciela. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...