“O co by tu jeszcze spytać?”…czyli pełny poradnik o górach

Maj 4, 2020 by
Kategoria: Nasze Góry

Cieszy mnie, że chcecie być aktywni ze swoimi dziećmi, rodzinami. Pamiętajcie nie musza to być góry, ale rozumiem że nasz schemat Wam odpowiada i chcecie spróbować. Zatem odpowiadam po raz kolejny na pytania techniczne w tym zakresie.

1.Dlaczego chodzicie po górach?

Góry są mechanizmem zbijającym nadmierny poziom agresji Kamila to raz. Dwa my mamy blisko gór. Trzy okazało się, że to nas łączy i jest to jedyny moment, gdy jesteśmy razem.

2.Kto wybiera trasy?

Bardziej istotne jest w jakim systemie chcemy chodzić. Czy ma to być spacerek rodzinny, czy też mechanizm motywowania do działania. Jeżeli to drugie to warto mieć książeczki typu Diadem, Korona Gór Polskich, Włóczykij, bo to będzie motywować, “dokonywać wyboru”. Jeżeli już się wszystko zdobędzie to na pewno coś jeszcze można znaleźć Uśmiech My zdobywamy teraz KORONE TATR i GOT ZA WYTRWAŁOŚĆ. Książeczki są też elementem motywowania do osiągania celu poprzez zdobywanie pieczątek, które trzeba wbić do nich.

2.Jak się przygotowujecie: kto pakuje plecaki? Co w nich jest?

Chłopcy pakują swoje plecaki, my swoje. Zawartość zależy od typu gór, pory roku i pogody, czasu przejścia i jaka nagroda czeka na nich. To jest też pewien rytuał. W góry można zapakować wszystko to co jest w normalnym dniu zakazane jak: ciastka, soki jabłkowe, soki owocowe. Nasi chłopcy nie lubią jeść w górach. Schroniska są raczej punktem z którego nie korzystamy, gdyż Kamil nawet nie za bardzo chce wejść. Zatem w moim plecaku jest herbata, kromki jeżeli idziemy na dłużej powyżej 5h.

3.Czy zawsze wyruszacie rano (o której)? Czy może czasem wyjeżdżacie dzień wcześniej (gdzieś dalej, np. na Rysy)? Gdzie wtedy śpicie, jak takie noclegi znosi Kamil?

Rano zawsze wstaję ja, czyli 4-5 a na Rysy 3.00. Janek dostaje od razu leki na tarczycę i dosypiają wszyscy ok 30 minut. Wtedy przygotowane jest duuuże śniadanie, suple i wszyscy wstają. To jest rytuał. Kamila budzimy na końcu, bo ma swoje humory i je w 10 minut to co inni w 1h.

W góry wysokie zawsze jedziemy na dłużej i mamy swoje stałe miejsca (zawsze te same) i te same restauracje, gdyż menu opanowane, kucharze znajomi i uśmiechnięte Panie to podstawa.

Jeżeli schemat jest opanowany to nie mamy problemów z niczym. Każda nowa kwestia, miejsce do jedzenia zabija schemat nagrody, wprowadza niepokój.

Kamil świetnie na to zareagował i sam nauczył się mówić TATRY, DOMEK TATRY i to już dużo. Dzisiaj to Janek nie tylko włącza domek w Tatrach, ale całą litanię na jakie góry mamy wejść. To ich uczy komunikacji.

4.Zastanawiałem się, bo na zdjęciach widać, że chłopcy śmigają do przodu i wręcz tracicie ich czasem z oczu. Wiem, że oni na Was czekają ale czy jesteście o nich wtedy spokojni? Ufacie im na tyle/ Pewnie Jasiek wtedy rządzi…?

Z tym jest problem i to duży…choć są przebłyski na plus. Po pierwsze Kamil w każdym momencie niepewności zatrzymuje się. On też się boi gór i wysokości, ma szacunek do nich. Im jest starszy tym bardziej ostrożny, nie jest pewny siebie w wielu przypadkach, które wręcz szokują biorąc pod uwagę jego wzrost i zasięg ramion. On wtedy czeka. On reaguje na zbójnicki gwizd i wie, że szukamy go, gdyż jest za daleko. Czeka.

Inaczej jest z Jankiem. Janek jest za pewny siebie. Janek chce być pierwszy. Janek chce być zdobywcą i kierownikiem…i idzie do celu po prostu. Ostatnie 3 miesiące dają pewną nadzieję. Zaczyna zatrzymywać się sam z siebie i czeka.

Generalnie w naszych górach oni idą sami. W wysokich górach idziemy za nimi o ile się to da. Jeżeli nie to Asia idzie pierwsza, a ja na końcu.

Co do zaufania…każdy się myli. Ja jestem w stanie zaufać Kamilowi, Jankowi jeszcze nie.

5.Jak z posiłkami na takich wyprawach? Nosicie jakieś termosy ze sobą, czy polegacie na zupach w schroniskach plus batony-energetyki? 

Dieta na wyprawie jest połączona z suplami. Mitochondria muszą być wsparte przed wyprawą, by w jej trakcie nie wysiadły. Takie jest założenie pierwsze. Drugie to duuuże wartościowe śniadanie…to co chłopcy lubią, bo znów ma to być nagroda. U Janka na pewno w zestawie jest albo 2 jajka z szynką i warzywami, albo szynka z bułką i warzywami, albo łosoś dziki z warzywami. Zawsze obowiązkowo duuużo owoców i herbata, plus woda, plus soki. No właśnie, dzięki Asi chłopcy nauczyli się pić wodę i to w ilościach olbrzymich. Na śniadanie tak około 0,5 l na pewno oprócz herbaty.

Jeżeli idziemy na dłużej, to mamy drugie śniadanie typu normalnie ograniczane bułki z czymś i ich zestawy węglowodanów, gdyż bez tego nie ma szans byś przeszedł te góry. Schemat motywacyjny: na szczycie jesz to co jest najbardziej zakazane normalnie, a na koniec wyprawy oczywiście jest nagroda w postaci obiadu/kolacji który zamawia Janek i oczywiście to co oni chcą…rosół, duży kotlet/ryba i ziemniaki/frytki plus surówki plus mizeria. Kamil do tego mała cola, a Janek ciepły sok jabłkowy.

6.O jakiej porze zazwyczaj wracacie do domu? Czym się chłopcy zajmują w czasie trasy? I co po powrocie do domu – padnięci i do spania, czy jeszcze jakaś aktywność? Kolacja? I pewnie wieczorne suple?

Wszystko zależy od gór. W Tatrach wyjście o 5-6 to max i powrót wtedy na 21.00 to norma z uwzględnieniem jedzenia. Chłopcy jak idą, to idą. Janek śpiewa, dokucza Kamilowi i gada, gada, gada…a jak nie on to Kamil gada, gada i gada. jednak wszystko zależy od oceny sytuacji przez nich. Im Kamil bardziej schylony tym góra jest cięższa dla niego. Wtedy nawet krzyczy “GÓRY NIE!” Chwilkę odpocznie, to już ustala, że za tydzień góry tak i tutaj podaje datę z kalendarza. Janek próbuje go kopiować, ale to jest tak typowe zachowanie dla autysty, że nie ma szans na kopiowanie.

Gdy wracamy jest błoga cisza, gdy są zmęczeni…jest to ostatnio rzadsze. Częściej jeszcze jakieś aktywności. Kamil lubi na wyjeździe położyć się i oglądać telewizję, bo my jej nie mamy. Janek ostatnio jeszcze gra w piłkę ze mną, ale tak jest po naszych górach.

Śpią rewelacyjnie.

7.Ile czasu zajęło Wam od pierwszych prób do takiej pierwszej prawdziwej „wycieczki”?

Nie umiem tego opisać, ale pierwsze podejście na Czarną Górę wykończyło wszystkich i pamiętam potem ograniczenie żony, że trasa ma być na 6 km. Po kilku wyprawach jakoś to poszło i dzisiaj często słyszę, że to wypierdki. Jednak w górach jest tyle ciekawych rzeczy do zdobycia i poznania, że można zacząć nie od zdobywania szczytów, ale skał, zamków, pieczątek…no i zimą chodzenie może być dużo łatwiejsze niż w lecie, tylko trzeba się dobrze przygotować jeżeli chodzi o ubrania.

8.Czy zdarzały się Wam przerwy w cotygodniowej regularności ? Jakie to niosło konsekwencje, np. spadek formy?

Tak zawsze się to zdarza, tak samo jak “Trzydniówki” czyli chodzenie przez trzy dni. Ja konsekwencji dzisiaj już nie widzę.

9.Czy wyprawy zawsze robicie w np. soboty czy to jest też czasem niedziela, i dlaczego?

Robimy wyprawy by odpocząć, czyli w każdy możliwy dzień. Staramy się robić wszystko aby były to nawet 2 dni w górach: sobota, niedziela.

10.Kto planuje (pisałeś chyba, że to domena żony) trasy? Na ile dokładnie, a na ile powalacie sobie na spontan?

Tak jak to napisałem wyżej, wszystko zależy od tego czy się trzymamy się jakiegoś schematu, czy tez po prostu jedziemy. Trzeba pamiętać, że my już przeszliśmy nasze góry wzdłuż i wszerz, więc zostało mało szlaków nieznanych. Spontan jest wtedy potrzebny jak wyprawa na 3 siostry, albo w Góry Bystrzyckie Uśmiech

O co by tu jeszcze zapytać…?

Odpowiem jak będzie kolejna tura pytań.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...