Trzydniowiański Wierch, Kończysty Wierch, Jarząbczy Wierch, Łopata, Wołowiec

Lipiec 26, 2021 by
Kategoria: Nasze Góry

Do zobaczenia z bliska Łopaty 1 958 m npm, przymierzaliśmy się już kilka razy i zimą, i latem. Cały czas patrzyliśmy na mapę i te kilometry do pokonania. W końcu dojrzeliśmy do tego, gdyż okazało się, że w Tatrach Zachodnich zostały nam jeszcze do przejścia  szlaki: między Jarząbczym a Wołowcem (czerwony) i zielonym w dół z Wołowca do schroniska PTTK w Dolinie Chochołowskiej.

Dodatkowym argumentem były nasze czerwcowe wyprawy po Dolinie Chochołowskiej i wejście na Rakoń, które miało poprowadzić nas dalej, ale było za trudne tą śniegową wiosną. Tym razem byliśmy przekonani, że to jest ten moment i o 5:40 byliśmy gotowi na Siwej Polanie do wymarszu.

https://www.zespoldowna.info/rakon.html

IMG_7661 IMG_7664

Najtrudniejsza część naszej wyprawy to przejście przez Dolinę Chochołowską, bo zimno i nudno. Tym razem nikomu nie było nudno, Janek gonił i z radością dotarliśmy do zejścia na czerwony szlak na pierwszą górę tego dnia: Trzydniowiański Wierch 1 758 m npm. Nam na ten szczyt podoba się wchodzić i pomimo jego wysokości, względnie niskiej wobec szczytów wokół, jest wyzwaniem. My lubimy wyzwania..ale nie było z nami Kamila. To było wyzwanie dla nas, bo Janek nie mając z kim rywalizować, opanował wszystko dla siebie. Na Trzydniowiański wbiegał, gdy my po prostu wchodziliśmy.

IMG_7665IMG_7666

IMG_7667

IMG_7670

Udawało się go zatrzymać metodą:”Co to za góra Janku?” Od tej pory wpadliśmy we własne sidła. Janek na każdym zakręcie szlaku pytał i wskazywał przed siebie:”A co to za góra?”…a byliśmy już ponad lasem i Ornak towarzyszył nam po drugiej stronie doliny.

IMG_7675

IMG_7677

Janek “cisnął” jak to określili nasi pierwsi znajomi na szlaku. Pan Darek i jego Żona wchodzili na Trzydniowiański, a my ich mijaliśmy. Rozmowa była tak miła, że od tej pory czekaliśmy na nich, bo było fajnie…czasami oni na nas. A Janek, tak sobie wziął do serca te “ciśnij”, że nie było szans by go dogonić. “Cisnął”, nie reagował.

IMG_7678

IMG_7679

IMG_7681

Skąd ja to znam, tak sobie myślałem: chłopak i to mój, wysoko na górze, patrzący na nas z góry. Jakie to charakterystyczne, nieprawdaż?

IMG_7682

IMG_7684

IMG_7687

Janek zachował się jak Kamil. Wszedł, popatrzył na nas z góry, usiadł przy znaku, bo tam na pewno dojdziemy i czekał. Tak miało być dzisiaj do końca dnia.

Odpoczywaliśmy, patrząc co nas czeka. Trzydniowiański zawsze obdziera ze złudzeń, że ktoś ma kondycję, gdy nie ma. Pan Darek z Żoną doszli do nas, napili się, właśnie o tym “wymęczeniu” wspomnieli i poszli. Trzydniowiański wyniósł już nas wysoko, widzieliśmy już drogę na Kończysty obok Czubika oraz dalej na Jarząbczy. Pogoda grała w naszej drużynie. Choć wiatr był silny, to było idealnie, nie za ciepło, nie za zimno.

IMG_7694

IMG_7697

IMG_7698

Miałem wrażenie, że jesteśmy w Bieszczadach…Janek zrobił podpuchę. Niby wolno zaczął, ale szybko skończył, jak zauważył Pana Darka na dystansie. Przycisnął.

IMG_7699

IMG_7701

IMG_7703

Za Czubikiem już zaczęliśmy go gonić. Nie wiedzieliśmy tylko jednego: ta “drabina” była rozgrzewką na najdłuższą “drabinę” Tatr na Kończystą. Janek widział Pana Darka i jego Żonę. Nic się nie liczyło, tylko szybko drabiną do góry!!! Bo Pan Darek!!!

IMG_7705

IMG_7706

Gdy szliśmy tego dnia spotkaliśmy wielu ludzi z którymi szliśmy rano Doliną Chochołowską. Oni jednak poszli przez Wołowiec szlakiem i spotykaliśmy się z nimi, mijając na szlaku. Każdy patrzył na nas z niedowierzaniem, że dajemy radę i czuć to było. Ja nawet nie próbowałem tego tłumaczyć. My jednak wiedzieliśmy: Janek tak naprawdę rozpoczął wspinaczkę pod tą drabinę. Z uśmiechem, jak pocisnął, to zszokował nas, Pana Darka, a jego Żona potrafiła głośno wciąż to powtarzać: “ON CIŚNIE I TO NIEŹLE!!!”

IMG_7708IMG_7709

IMG_7710IMG_7713

IMG_7723IMG_7724

IMG_7721

Na szczycie niespodzianka: Pan Andrzej ratownik TOPR ze swoim psem czekali na pierwszych zawodników ultramaratonu przez Tatry. Od razu przywitanie, pies Janka nie wystraszył, tylko Pan Andrzej był zaskoczony kompletnie tymi wszystkimi odznakami Janka. To uruchomiło “Jankową dumę” tuż pod Starorobociańskim Wierchem, naszym ulubionym, przez wiele miesięcy, tatrzańskim szczytem.

Podejście z Trzydniowiańskiego na Kończysty było “naszym nowym przejściem”. Czekało na nas kolejne “nowe” przez Jarząbczy aż po Łopatę. W istocie to był nasz cel. Janek jakby załapał, że już jest ta Łopata na wyciągnięcie ręki…i wyciągał, ciągle się pytając o nią.

IMG_7725

IMG_7726

IMG_7729

Uratował nas, kolejny towarzysz naszej podróży tego dnia, Pan Fotograf. Janek tłumaczył mu co to za góra, no i oczywiście pokazywał “Moja Korona Gór!”. Wersja: “co to za góra?” nagle skończyła się. Szliśmy razem i Janek opowiadał o naszych zdobyczach, gdy tymczasem Pan Darek z Żoną ostatecznie zostali z tyłu. Przejście przez Jarząbczą Przełęcz było jak powtórka z Goryczkowej Czuby.

https://www.zespoldowna.info/goryczkowa-czuba.html

Na początku wydaje się, że będzie łatwo i nudno. A potem można się “zafiksować” na dynamice, trudności i wspaniałości szlaku. Kopa Prawda, kolejny dwutysięcznik 2 027 m npm na drodze, był kwintesencją tego wszystkiego. Niby trochę skał, trochę wysokości i ekspozycji, a wymagało ostrożności w przejściu. Przed nami był jeszcze Hruby, bo Janek raz po słowacku, raz po polsku nazywał Jarząbczy.

https://www.zespoldowna.info/jarzabczy-wierch-raczkowa-czuba-wyznia-magura-posrednia-magura-czyli-otargance.html

IMG_7733

IMG_7734

IMG_7735

Stojąc na podejściu na Hrubego, i to z tej strony, dopiero widzi się “ostrość” jego wejścia/zejścia od zachodniej strony, to po prawej stronie w dół. My już wiedzieliśmy, że te dzisiejsze podejście to będzie łatwizna w stosunku do tego zejścia. Motywowało nas to bardzo.

IMG_7742

IMG_7743

IMG_7747

Pod samym szczytem pojawiły się skalne, techniczne trudności. Znów niby coś prostego, ale ekspozycja, kilka płatów skał i to śliskich, powodowało małe trudności. Janek najpierw ode mnie, a potem od Asi dostał instrukcje. Przez to, że ostatnia do niego mówiła dostała reprymendę: “Mamo idź nie przeszkadzaj!” i przeszedł z lekkością te wszystkie problemy. W końcu u Janka im trudniej, tym łatwiej.

IMG_7748

IMG_7752

IMG_7754

IMG_7757

Świat stąd widać ogromny, bo Jarząbczy dominuje nad okolicą i tak wyglądało to miejsce rok temu, jak wędrowaliśmy przez Otargańce. Jak taras widokowy na Dolinę Chochołowską, nieprawdaż?

IMG_7827

…a tutaj wiele się zaczęło. Najpierw były uśmiechy od mijających i dobre słowa…skąd my ich znamy. Potem już wiedzieliśmy, że to Ci którzy tego dnia już kolejny raz słyszą Janka “Dzień Dobry!!!”. Oni szli od Wołowca, a my na niego. Janek miał włączony moduł: “Moja Korona Gór Polski” i wszystkim pokazywał, równocześnie witając się z nimi po raz kolejny…tym bardziej robiło to wrażenie, uśmiechy i witanie się Uśmiech

IMG_7761

IMG_7768IMG_7769

Zejście. Jak się poznało kąt nachylenia, jak się stoi na górze, to widać, że nie jest to łatwe…a widokowe. Janek miał już swoją Łopatę na widelcu, nawet Wołowca, tylko dlaczego musieliśmy schodzić tak mocno w dół, na Niską Przełęcz, by wejść na górę.

IMG_7767

IMG_7774

IMG_7778

IMG_7780

IMG_7786

Schodziliśmy i co krok, Janek pokazywał Łopatę. Nie szło schodzić bez tej Łopaty.

IMG_7795

Potem jak odwracaliśmy się z Niskiej Przełęczy to nie szło wchodzić na Łopatę, nie patrząc za siebie na Jarząbczy i Jakubinę. Ta ściana zawsze budziła w nas respekt. Tym razem też.

IMG_7798IMG_7801

IMG_7806

Na Łopatę goniłem Janka. Powód: “Janek wolniej, bo muszę zrobić dobre zdjęcie!” O dziwo wystarczało to na trochę. Łopata 1 958 m npm w końcu została zdobyta i przestała być atrakcją. Musieliśmy odpocząć, gdyż patrząc z tej strony na Wołowca, to wiedzieliśmy że jak Janek będzie cisnął, to nikt go nie dogoni.

IMG_7811

IMG_7813IMG_7812

Mijało 6:30 h naszej wędrówki. Siedzieliśmy na Łopacie i z zaskoczeniem stwierdzaliśmy, że Janek nie miał jeszcze kryzysu. Byliśmy zaskoczeni, tym bardziej, że my mieliśmy już takie chwile, a wszytko było jeszcze przed nami.

IMG_7821

Patrząc na Wołowca, uświadomiliśmy sobie, że widzimy Rohacza Ostrego, ta piramida tuż obok niego, ale zupełnie innego niż do tej pory. Z tej perspektywy wyglądał jak Matterhorn, taki był strzelisty i jak Mnich dominujący. Schodziliśmy z Łopaty, wydawało się że będzie już tylko pod górę, gdy weszliśmy na techniczne skałki. Schodzący wspominali znów o ekspozycji i patrzyli na Janka oczywiście. On za to nie widział tego, tylko doskonale przeszedł trawersem, z którego rzeczywiście był wspaniały widok w dół do doliny, gdzie widać były Jamnickie jeziora.

IMG_7826

IMG_7828

IMG_7840

IMG_7841

Doszliśmy do podejścia i od razu powiem pod Wołowiec…z tamtej strony jest chyba lepiej. Tutaj bez zakosów, prosto do góry. Stąd Wołowiec wyglądał jak szklana góra do zdobycia…tylko Janek pocisnął i skończyły się żarty, ktoś musiał cisnąć za nim także. Udało się znów go spowolnić na: “Janek wolniej zrobię fajne zdjęcie!” Owszem on zwolnił, ja go wyprzedziłem i od tej pory tylko mnie poganiał: “Tato szybciej, nie wlecz się!” Moje płuca uważały coś innego niż to Janek nazywał, nie wspominam o nogach.

IMG_7847

IMG_7844-1IMG_7851

IMG_7855

IMG_7857

Dzięki temu oglądnąłem Otargańce te po prawej stronie, naszą drogę to po lewej stronie. Ja z tętnem pod 170, Janek swoim tempem bez jakiegokolwiek zmęczenia na twarzy. Tak zdobyliśmy Wołowiec.

IMG_7862

IMG_7865

IMG_7858IMG_7859

Szlak czerwony, jakim nie chodziliśmy tutaj, przeszliśmy i od razu sugeruję: SPRÓBUJCIE bo warto! Na górze nie dało się odpocząć. O ile idąc szlakiem spotykaliśmy turystów, o tyle tutaj było ich bardzo dużo. Chcieliśmy zgodnie z założeniami zejść zielonym szlakiem, którym nigdy nie szliśmy. Przed nim znaleźliśmy sobie miejsce na odpoczynek i nas nogi zaczęły już boleć. Nas to znaczy mnie i Asię. Janek nie wie co to ból i zmęczenie.

IMG_7875

IMG_7877

“No chodźcie bo obiad czeka!” No to “spadaliśmy” w dół po tych kamiennych stopniach, a Janek przeciskał się przez ludzi próbując do tego przeskakiwać kamienie i stopnie.

IMG_7881IMG_7879

IMG_7883

IMG_7885

Ten szlak był wyzwaniem po tych kilometrach, ale idąc w dół wypatrywaliśmy końca…był on blisko 5km od zejścia pod szczytem…a Wołowiec z tej strony wyglądał niesamowicie.

IMG_7887

IMG_7891

To była nasza “walka” by zejść. Znów nasza, a nie Janka. Przechodziliśmy przez Polanę Chochołowską. Janek z uśmiechem mówił o swojej Koronie każdemu i z każdym się witał. Znów spotykaliśmy tych samych ludzi co rano i oni się śmiali się do nas. To było fajne.

IMG_7899

IMG_7907IMG_7908

Do parkingu, znów my, doczłapaliśmy się siłą głodu i pragnienia. Janek nie objawiał niczego, to był jego dzień. Te 43 punkty GOT jakie zdobyliśmy za to przejście, to absolutny nasz rekord. Dotychczasowy to jedyne 35. Dystans jest naszym rekordem kolejnym, a przewyższenia jednymi z największych jakie wspólnie przeszliśmy. I Janek bez objawów zmęczenia!!!

Cieszę się, że uwierzyliśmy w jego możliwości i siłę. To był niezwykły dzień, z czego jesteśmy dumni i na długo będziemy pamiętać o tych rekordach, Janka rekordach.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...