Świtkowa najtrudniejsze szlakowe podejście w polskich górach poza Tatrami
październik 6, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
To nie był cel sam w sobie. Stwierdziliśmy, że w Beskidzie Żywieckim nie byliśmy jeszcze w tym regionie i tak wyszło…dotarliśmy i tam, z ulubionej przez Janka Soblówki. Wszyscy wiedzą w szkole i w domu, że on tam jedzie więc trzeba było tam dojechać po raz kolejny.
W Soblówce już widać było jesień. Niby jeden dzień, niby tylko kilka km odległości od Złatnej, w której byliśmy dzień wcześniej, a tu już było widać piękne kolory jesieni dużo barwniejsze niż tam. Janek z karteczką i informacją, że idzie żółtym szlakiem do kolejnego schroniska, był w nim kiedyś, by kupić kolejny magnes. Zakodował, że idziemy na Rycerkę od rycerzy i poszedł za Kamilem, korzystając z asfalciku prowadzącego pod górę. Nie był to nieznany dla nasz szlak. Wracając z Muńcoła dokładnie tym szlakiem schodziliśmy. Nie wiem czy to, a być może magnes zrobiło różnicę. Janek wyprzedził Kamila a ten spokojnie szedł za nim, wyraźnie nie mogąc go wyprzedzić to raz, dwa Janek narzucił niezłe tempo. Uwaga: dzień wcześniej był po 16 km i teraz nie wyglądał na to, że je wczoraj przeszedł :)
https://www.zespoldowna.info/muncul-kotarz-wiertalowka-w-beskidzie-zywieckim.html
Szedł i się witał z ludźmi. Świetnie zapamiętując tych, którzy z nim trochę pogadali po drodze. Była Pani Karolina, Pani Iwona, Pan Marek…trochę by się uzbierało tych osób…ale my szliśmy do Bacówki, gdy pozostali turyści na Małą Rycerzową, na Halę.
W końcu udało się Kamilowi odzyskać numer 1, choć skręt do Bacówki to Janek wyłapał, a nie on. To była motywacja Janka która pozwoliła mu na szybkie dojście do Bacówki. On tam nawet mógł już zakończyć wyprawę, bo zjadł swojego croissanta, nabył magnesik, wypił herbatę, odpoczywał w słońcu.
Pod Bacówką, to wszyscy odpoczywaliśmy i oglądaliśmy wspaniałe widoki. Asia jak zobaczyła pamiętne zejście z Rycerzowej to nie była przekonana, że ona tam chce iść, ale poszła, bo chłopcy nie ociągali się, tylko parli do góry. Janek znów zaczepiał każdego napotkanego, a na górze przywitał grupę około 20 Pań Turystek pytając się każdą o imię i przedstawiając się.
Dojście do szczytu już odbyło się bez towarzystwa. Nie wiedzieliśmy gdzie idziemy, gdyż niebieskim szlakiem słowackim, z Rycerzowej to nie mieliśmy jeszcze przyjemności schodzić. Jedno na co nie wpadliśmy w tym momencie, to że kilka osób wchodzących wyglądało na raczej zmęczonych. My bez skrępowania postanowiliśmy po prostu poradzić sobie z tym.
Po kilku metrach zaczęło się. Zdjęcia tego nie oddają. Rozpoczęło się na szczęście dla nas “spadanie” w dół. Jeszcze jedno nie skończyło się, zaczynało się drugie. Na szczęście było to w dół…i było pusto.
W ten sposób doszliśmy do przełęczy o nazwie Przysłop. Zazwyczaj ostatnio były to wysokie góry, a tym razem mieliśmy odmianę. Przed nami była Svítková po słowacku, a po polsku Świtkowa. Nie wyglądała na jakąś specjalnie wysoką, ale miała ładny kształt graniastosłupa z tej strony. Wiedzieliśmy, że mieliśmy być przez nią przetestowani, ale za nim my wyruszyliśmy to chłopcy byli ponad 100 metrów przed nami.
Zdjęcia tego nie oddają. Pierwszy widok, to chłopcy jakby nad nami byli, małe punkciki. O dziwo Kamil znów szedł za Jankiem, który wybierał drogę. Podeszliśmy bliżej, Janek wzorem Kamila siedział na słupku granicznym, a Kamil niemalże na czworakach próbował wchodzić dalej. Walka trwała.
Janek zrobił ponad 16 km dzień wcześniej, tutaj nie było tego widać. Szedł dzielnie ostrym nachyleniem, wybierając swoją drogę. Kamil zatrzymał się nad nami prosząc o pomoc. Idąc, tak jak wybrał, szedł po okruchach skalnych i się ślizgał w dół. Pokazałem mu drogę, która choć była o dziwo błotnista, to jednak była niczym schody, dzięki którym dało się wejść. Stromizna była stała, na szczęście była krótka. Chłopcy usiedli z wrażenia na słupku. Asia sama podchodziła. W tym czasie doszli do nas biegacze ciesząc się z piękna krajobrazu. Gdy próbowali nam powiedzieć, że Oszust to jest góra, sprzeciwiliśmy się im. Gdy zobaczyli w dole Asię, wyraźnie z nami się już zgodzili. Świtkowa to najtrudniejsze podejście pod względem nachylenia na jej całym przebiegu w Polsce, na szlaku, poza Tatrami!
https://www.zespoldowna.info/w-beskidzie-zywieckim-najtrudniejsze-podejscie-jest-na-oszusa-czy.html
Jeżeli byłoby choć ciut więcej wilgoci, śniegu nie weszlibyśmy. Nachylenie na całym podejściu jest ekstremalne, w Tatrach już byłoby z łańcuchami na pewno. Podejście jest krótsze od tego z Oszusta, który jest bardziej “rozciągnięty”, dzięki temu daje odpocząć. Tutaj po prostu się wchodzi. Podziwiałem Janka, Kamila, Asię bo to był wyczyn godny naszej 1080 szczytu zdobytego razem.
Poszliśmy dalej niebieskim szlakiem. Nikt nie miał ochoty wracać. Kierunek Bukowinka 1081 szczyt do kolekcji. Cóż z jednej strony była to prawdziwa puszcza bukowa. Po polskiej stronie…piękne widoki na Rycerzową i jej hale. My szliśmy jak na Lackowej w Beskidzie Niskim, albo w parku szeroką aleją. Jednak trzeba było zejść. Myśleliśmy o skrócie, taki mieliśmy plan, a tutaj była puszcza.
W końcu udało się wypatrzeć ścieżkę. Trochę zamaskowaną wielkimi trawami, ale daliśmy radę. Rycerzowa z nimi wyglądała jeszcze lepiej. Skrót był “spadaniem” w błocie. Nigdzie nie było wody w strumieniach, ale tutaj na drodze mieliśmy błoto. Jakoś udało się zejść.
Pożegnaliśmy Świtkową na zdjęciu powyżej po prawej stronie. Zostanie u nas w głowach KRÓLOWĄ podejść szlakowych w Polsce. My będziemy o niej wspominać z dużym szacunkiem stawiając ją zdecydowanie na pierwszym miejscu zaraz za Smereków Wielkim (potężne podejście, choć nie ma na nim szlaku) i Oszustem. Cieszy mnie, że wszystkie zdobyliśmy, a Ci którzy poszukują doznań mogą połączyć przejście nimi w tzw. poligon beskidzki i będzie to duży teren ćwiczebny, o czym przekonali się Panowie biegacze.
Na koniec powiem tak. Jak sprawdzałem zapisy na zegarku, to myślałem że się coś się zepsuł. Drugi dzień trekingu i znów 16.30 km. W wykonaniu Janka to świetne potwierdzenie jego wytrzymałości. Motywacja jaką miał do przejścia przez te dwa dni plus suplementacja poprawiająca jego wydajność dała właściwe efekty. Tempo, sprawność i przywództwo zrobiły na nas wrażenie. Przez cały dzień komentowaliśmy to co udało mu się osiągnąć na wyprawie w dniu poprzednim. Teraz byliśmy zdumieni taką sprawnością i gratulowaliśmy mu, tego co osiągnął…a magnesik znalazł swoje miejsce na tablicy w domu.
















































