Zwardoń w Beskidzie Żywieckim
lipiec 30, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Na wiosnę odwiedziliśmy góry koło Zwardonia, ale do niego nie doszliśmy. Odrobiliśmy to w sobotę. Na wiosnę byliśmy wtedy na Oźnej i Kikule (znów! ta nazwa). Zasmakowaliśmy w widokach i braku ludzi na szlakach. To są te góry! Tym razem był to argument istotny, gdyż w niedzielę zapowiadały się tłumy w Beskidzie Żywieckim i były.
https://www.zespoldowna.info/w-drodze-na-ozna.html
My chyba pojechaliśmy w inny Beskid Żywiecki :) Naszym celem miał być przede wszystkim Rachowiec tuż nad Zwardoniem i od niego rozpoczęliśmy naszą wyprawę, a w sam raz przez 4 szczyty należące do tego pasma by osiągnąć fajną cyfrę 1 055 szczytów zdobytych na koniec dnia.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
https://www.zespoldowna.info/najlepszy-koniec-polski-czyli-wedrowka-po-gorach-nieoczywistych.html
Ale po kolei. Beskid Żywiecki od niedawna nazywa się de facto Beskid Żywiecko-Kysucki. Zwardoń idealnie wpisuje się w tą nazwę, gdyż od północy ma Beskid Żywiecki, a od południa Kysucké Beskydy. Te ostatnie odwiedzaliśmy w sobotę, a w niedzielę przyszedł czas na te pierwsze. Zwardoń dworzec PKP, parking i tylko 3 samochody z naszym. To było to. Od razu pojawiła się atrakcja. Wykorzystaliśmy ją do zrobienia zdjęcia na start naszej wędrówki, która zapowiadała się parkowo bardziej niż górsko…ale czerwony szlak był!
Zwardoń zaskakuje. Po pierwsze trudno powiedzieć o nim, że jest miastem albo wsią. Budynki porozrzucane po okolicznych górach nie tworzą jednolitego układu. Powoduje to, że zawsze jak się tam idzie to na jakiś przysiółek się trafi, a jak tak to drogi są nawet asfaltowe. Po podejściu ponad las doszliśmy do takiej wąziutkiej drogi idealnej do wędrówki rowerami dla całej rodziny. Janek bez “obciążeń” żółtej karteczki szedł dzielnie na pierwszy szczyt Mały Rachowiec. Był wciąż czerwony szlak, ale i były Trzy Harnasie, i dwie aleje i jak to jemu wytłumaczyć? Nie próbowaliśmy. Ustaliliśmy, że będziemy szli czerwonym i to zostało zaakceptowane.
Na szlaku tylko my! Przed nami był Rachowiec. Czekaliśmy na tą górę, gdyż świetnie widać było ją dzień wcześniej z Trojaka. Ona też chyba czekała na nas, bo niby była wybitna, ale jakoś fajnie się weszło bez istotnej zadyszki u nas, a Kamil wbiegł mocno pochylony, co jednak świadczyło że jednak trochę tego podejścia było.
Wiedzieliśmy, że warto było na niego wchodzić. I tak Kamil był pierwszy, więc to pomijam milczeniem. My za to pooglądaliśmy wszystkie góry dookoła łącznie z Małą Fatrą, gdzieś tam przebijającą się nad Skalanką, do której chcieliśmy też dojść. Jednak czekała na nas na szczycie nagroda.
Żeby nie było, podejście było odpowiednie, ale nagroda jeszcze lepsza. Po drugiej wschodniej stronie Rachowca czekała na nas piękna polana z punktem widokowym, nic tylko śniadanko z ciepłą herbatką. Każdy tak by chciał. Dla mnie od razu w głowie góra na start dla nas wszystkich bo wszystko co mieć powinna!
Skończyły się w ten sposób szlaki na ten moment. Janek domagał się informacji gdzie idziemy, a plan był, że po prostu idziemy jakoś tak, aby na skróty dojść do Skalanki. Było to pyszne przejście przez te hale, a potem od polanki do polanki aż do Okrągłego, bez drogi. Nie da się tego opisać normalnie, więc wystarczy to co napisałem…ale to była fajna droga.
Kamo na zejściu z Rachowca nie poszalał, bo ktoś musiał prowadzić byśmy nie zabłądzili, ale potem pojawiła się długa prosta ubita…on to lubi. Na koniec usłyszeliśmy lody i trzeba było syna gonić mijając obok Oźnę.
Gonitwa trochę trwała, bo była droga bez skrzyżowań. W końcu dotarliśmy do Piętek. Tam połączonymi siłami postanowiliśmy przejść przez przysiółek i znaleźć podejście na szczyt Skalanki.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Janek wciąż oglądał mapy.cz i poszukiwał schroniska. W końcu magnesy z wyprawy miały być. Byliśmy kompletnie zaskoczeni, gdy spotkaliśmy Chatkę nie w tym miejscu co oczekiwaliśmy i Kudłacza, który nas przywitał przy Chatce Skalanka. Jak wiele daje spotkanie z fajnym człowiekiem na szlaku wie tylko ten, kto takiego spotkał. Dziękuję Kudłacz za magnesy i zaproszenie. Z pewnością nie było to nasze ostatnie spotkanie, a magnesy Janek od razu powiesił na tablicy, są super. Polecam Wam Chatkę, można tam trafić i warto.
Tam była herbatka i potem niesamowite widoki na Rachowiec i naszą drogę, którą tutaj dotarliśmy. Czekała na nas jednak wspinaczka pod górkę Skalanki. Oj wyglądała ostro. Na szczęście “położyła się” podczas naszego podejścia i znów mogliśmy zobaczyć szczyt niesamowitej góry. Kamil był oczywiście pierwszy! Na ławeczce najlepiej się odpoczywa.
A z niej widać było Oźną, Tatry choć za “mgłą”, Zwardoń i Beskidy wokół. Świetne miejsce na …górka na start jak nic!
Zeszliśmy z niej i od razu weszliśmy na fajny dukt po słowackiej stronie co by nie iść po asfalcie. Wpatrzeni w dzień “poprzedni” oglądaliśmy Trojaka, Beskid Kysucki jak na dłoni.
Ostatni nasz szczyt o nazwie Gomułka, był początkiem spadania w dół do Zwadronia. Znów piękne łąki, wspaniałe kwiaty i najlepszy odpoczynek.
W ten sposób bez tłumów, bez męczenia się, spędziliśmy świetny czas w dobrych górach pełnych niespodzianek i dobrych ludzi. Polecam Wam to miejsce, my na pewno tam jeszcze wrócimy.








































