Uranową granią, a w Polsce jest tylko jedna taka!
listopad 2, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Analiza prognozy pogody i jedyne miejsce od Zakopanego do Zgorzelca ze stabilną pogodą to okolice Kowar. Trzeba było mocno się skupić na jakich górach tam jeszcze nie byliśmy, gdyż wszystkie szlakowe już padły naszym łupem. Mogliśmy pojechać w Rudawy, ale tam już byliśmy na pewno wszędzie, zatem wybraliśmy Grzbiet Lasocki.
Wybór padł na dwa szczyty: Średniak i Sulica. Oba po prawie 950 m wysokości, leżące w takim miejscu, że nigdy nie staną się celem samym w sobie do zdobycia. My je połączyliśmy z Dzwonkówką i mieliśmy fajny pomysł na wędrówkę. Jednak za nim dojechaliśmy do Podgórza, części Kowar, Asia skomentowała pogodę, w dość jednoznaczny sposób:”Jarek pada!” …i już mieliśmy zmienić plan akcji. Jednak jak się zatrzymaliśmy przestało padać i Asia wycofała swój sprzeciw. Dodatkowym argumentem były odchodzące w dal niebieskie plamki deszczu na radarze pogodowym. Asia:”Zupełnie inaczej jest jak pada w trakcie wędrówki, a zupełnie inaczej, gdy ma się wyjść z samochodu.” Zrozumienie było pełne…ale mogliśmy pójść dobrze ubrani na taką okazję.
Zaparkowaliśmy obok byłej kopalni uranu Podgórze, która była głównym źródłem tego surowca dla radzieckiego programu atomowego. Po deszczu nie było już śladu, ale Janek na to nie patrzył. Słowo KOPALNIA zmieniło rzeczywistość: “Ja chcę iść do kopalni!” Przyznam się, że to był szok. Janek chyba lubi zwiedzać kopalnie, gdyż był w Kletnie, Złotym Stoku i zawsze wracał z takich wycieczek mocno podekscytowany. Na żółtej karteczce nie było tego w planie, trzeba było ten plan zmienić. Janek się uparł i już!
Kopalnia została zaplanowana na koniec wycieczki i nawet nie myśleliśmy, że zamknie się nam to w fajną całość. Teraz trzeba było gonić Kamila. To zejście od Żółtej Drogi było mu znane. Poszedł w jego stylu. Ledwo go było widać.
Leśnicy jak to na jesieni rozjechali las i szlaki. Wszędzie było błoto. My mieliśmy jednak skorzystać z tego, że wycinka trwa w najlepsze. Na Średniak nie ma szlaku. Zakładaliśmy jednak, że zrobią nam jednak idealny skrót na sam szczyt. Nie myliliśmy się.
Kamil wykorzystał swoje długie nogi i pięknie pokonał wejście na drogę przetrałowaną przez zwózkę drzew. Jednak na takich szlakach Janek rości sobie zawsze prawo do bycia pierwszy. Zagadał, przymusił i minął Kamila by rządzić. On wiedział, gdzie iść. Nic tam, że było mocno do góry. Nic tam, że leżały drzewa w poprzek. On szedł bo … KOPALNIA i Dzwonkówka!
Nie oddał tego nawet w sytuacji, gdy źle szedł. On przecież zdobywał! Doszliśmy do skrzyżowania dróg. “Zaorane” na wszystkie możliwe sposoby i mimo wszystko to była frajda. Na tak nietypowym szczycie była TABLICZKA! Ile to dało radości!
Janek od razu chciał iść dalej na Dzwonkówkę. Przeszliśmy Grzbiet Lasocki, wzdłuż i wszerz, stojąc nawet niedaleko jej, a minęliśmy. Janek wziął azymut i zgubił się w lesie. To były po prostu skróty przez las, gdzie wszystko wyglądało tak samo.
Doszliśmy do Żółtej Drogi, ścieżki rowerowej, która miała nas doprowadzić do Dzwonkówki. Janek wciąż o tym mówił. Nie wiem dlaczego, ale ten szczyt utkwił mu w głowie. Miały znów być skróty. Znaleźliśmy stary szlak na nią i świetnie się maszerowało przez wielki świerkowy las.
Wszystko co fajne kiedyś się kończy. Idąc ścieżką przez las, nagle musieliśmy podejść do góry, nie było to takie proste jak się okazało. Wyszliśmy idealnie tuż przed szczytem.
Góra nas zaskoczyła. Była stara tabliczka i to już powodowało radość, ale też głębiej była nowa tabliczka. To było to co my lubimy najlepiej. Nawet chmury się przerzedziły, ale wiatr wiał mocniej.
Nie było warunków do śniadania. Choć miejsce urzekające, lepiej było iść na kolejny szczyt i powspominać już po drodze, jak tutaj było ponad 8 lat temu.
Powrót ścieżką przez las był już nieco klimatyczny. Chmura mocno ograniczała widoczność. Chcieliśmy dojść do Rozdroża pod Sulicą by w końcu zjeść śniadanie. To było dobre miejsce dla nas na odpoczynek.
Chmury schodziły coraz bardziej w dół. Wszędzie było już “mlecznie”. Janek jednak miał cel: KOPALNIA. Zobaczyliśmy, że po drodze na zejściu z Sulicy jest sztolnia Liczyrzepa, znów dawnej kopalni uranu. Janek był tak zmotywowany, że…nauczył Kamila słowa KOPALNIA. Wtedy też nam to się spięło: Średniak góra z największymi złożami uranu, Sulica ze złożami uranu sięgającymi aż pod Dzwonkówkę, nic tylko URANOWA GRAŃ…a na koniec KOPALNIE!
Na poprzednich dwóch szczytach mieliśmy tabliczki. Tutaj mieliśmy błoto i większy wiatr. Miejsce zaskakujące, nawet ciekawe. Znaleźliśmy na jednym z drzew opis szczytu. Było szybki zdjęcie i ucieczka na skróty w dół. To był deszcz, śnieg, grad w jednym momencie.
Skrótem zeszliśmy do drogi pożarowej, którą już mieliśmy dotrzeć do KOPALNI. W ten sposób uciekliśmy od nawałnicy. Niezmęczeni, ale podekscytowani tym, że czeka na nas zwiedzanie kopalni już bez deszczu!
Z tej okazji uczciliśmy zdobycie nowych 3 szczytów do naszej kolekcji, mamy ich już 1093, ciepłą herbatką i ciastkami. Byliśmy po bezpiecznej stronie pogody, choć bomby powieszone przed wejściem do sztolni zaintrygowały Janka, tak że tylko o bombach mówił.
Janek chciał zwiedzać kopalnię. Wyrażał zainteresowanie, także efektami jakie były prezentowane. Zaintrygowało go szkło uranowe, które świeciło w świetle UV. Było wow! Przez godzinę uważnie słuchał i oglądał. Wyraźnie podobało mu się. Zaskoczenie pełne!
Po zwiedzaniu zeszliśmy do auta, obiecując sobie, że wrócimy do “pierwszej” kopalni znacznie bogatszej, większej na specjalne pokazy. Wycieczka udała nam się, choć nie uniknęliśmy deszczu. Trasa jednak na takie warunki była właściwa!
Na koniec o dystansach, wykorzystaniu mapy.com i zegarków. Po pierwsze jak planujecie Wasze wędrówki w oparciu o mapy.com należy pamiętać, że zawsze dojdzie trochę więcej metrów do przejścia, gdyż mapy.com prezentują odległości w układzie liniowym. Co to znaczy? One prezentują ścieżkę “idealną” z mapy jaką się pokonuje. Nie uwzględniają tych kroków, które robimy w trakcie przejścia. One nigdy nie są liniowe. Druga różnica to fakt korekty np. wysokości gdy zegarek jest nastawiony na ciśnienie atmosferyczne. Oznacza to, specjalnie prezentuję, że plan z mapy.com nie sprawdza się co do metra. Zegarek zawsze pokazuje więcej. Inną kwestią jest chodzenie po kopalni. Tam mapy.com pogubiły się całkowicie. Zatem używajcie mapy.com do planowania, wiedząc że dystans jaki pokonacie może jednak być większy. Zegarek jako rejestrator pokaże Wam za to ile de facto przeszliście wspierając się odczytem z GPS.
























































