Muńcuł, Kotarz, Wiertalówka w Beskidzie Żywieckim
wrzesień 28, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Jakby tak popatrzeć na mapę Beskidu Żywiecko-Kysuckiego, Grupy Wielkiej Raczy, to okazałoby się, że jedyną częścią, której nie przeszliśmy to jest ta z Muńcułem. Widać go zawsze z drogi, gdyż jego hala pod szczytem jest nie do pomylenia z inną, a i sam szczyt od strony Glinki jest tak charakterystyczny, że zawsze wiadomo, że to on wielki, masywny i stromy.
Przyszedł i na to czas u nas. Wyrysowałem przejście między Muńcułem, Kotarzem i Wiertalówką tak aby ostania część Grupy Wielkiej Raczy była nasza i żebyś nie padli ze zmęczenia zdobywając szczyty po raz “pierwszy” do naszego zbioru, który w ten sposób miał się przesunąć do cyfry 1076 szczytów RAZEM zdobytych.
Janek z Kamilem po pobycie w Górach Izerskich byli w dwóch różnych formach. Kamil gotowy do biegania po górach, Janek zasmarkany z lekka marudzący, mający istotny brak motywacji…na pozór.
Zaczęli jak zawsze: Janek wolno, Kamil biegnąco…ale Janek krzyczał, Kamil stój a potem pogonił do przodu, jak nie on. Katar mu nie przeszkadzał jakoś. Kamil próbował, ale nie dało się. Janek sprytem, kombinując, biegnąc nie odpuszczał. On miał być pierwszy i miał siły ku temu!!!
Doszliśmy do Szczytkówki, kolonii…albo Soblówki, albo Ujsołów i tam nagle pojawił się asfalcik. Na podejściu były tak duże dziury, że pojawienie się zaraz metr za lasem na tej samej drodze, asfaltu było czymś czego nie byliśmy w stanie przewidzieć. Zaskoczenie pełne dla asfalciku, tak samo jak i tego miejsca. Tam można by było odpoczywać!!! Zresztą popatrzcie sami na te widoki i te ciepełko, idealne do gór, jakie mieliśmy.
Janek bardzo aktywny. Plan z karteczki sczytywany, grzyby znajdowane, godzina i wysokość na zegarku sprawdzone, Muńcuł rozpoznany z boku na nas czekał. Janek poszukiwał tylko jednej zagubionej sprawy: gdzie jest jego zielony szlak przecież!
Muńcuł w sprawozdaniach wielu ludzi, to wyprawa bez żadnego napotkanego turysty na trasie. U nas tak nie było. Jak weszliśmy na zielony-Janka, Kamil poczuł się na tyle pewnie, że nie odpuścił i był już pierwszy. A potem zaczęliśmy mijać grupę za grupą, z dziećmi idące na szczyt. Trzeba było mijać “Kosmitów” jak się dowiedzieliśmy od jednej dzielnej uczestniczki tej wymagającej wyprawy!
Kamil siedzący i czekający to było potwierdzenie, że tak jest, a podejście jakoś się nie kończyło. W końcu wyszliśmy na polanę i było wow…choć szczytu nie było wciąż widać.
Schował się w lasku, pozostałości tego co było kiedyś. Nie chcieliśmy tam się zatrzymywać, czekało na nas śniadanie na polanie, do tego we wspaniałym słońcu i nie odpuścilibyśmy tego.
Odpoczęliśmy, zjedliśmy i okazało się, że szlak jest pusty. Tak miało być od początku. Po lewej i prawej wielki las bukowy, co przypominało trochę Lackową. Janek chyba wolał inne szlaki, bo ciągle sprawdzał ile idzie już na swoim zegarku.
Kotarz kolejny szczyt zaskoczył nas “gwałtownością” z jaką się pokazał. Szliśmy, szliśmy i nagle pokazał się on. Było zaskoczenie. Zobaczyliśmy pierwszy raz Rycerzową i jej polany.
Z tej strony Beskid był równie atrakcyjny jak ten z drugiej :). Rycerzowa była coraz bliżej, choć my na nią nie wybieraliśmy się. Jeszcze dobrze nie zbiegliśmy w dół na przełęcz, a już trzeba było wchodzić do góry, jak to w górach. Po chwili była Wiertalówka, a tuż za nią skrót do żółtego szlaku.
Pojawili się turyści schodzący z Rycerzowej. Panie tak za nami dzielnie szły zagadane, że były zszokowane informacją, że my już dawno zeszliśmy ze szlaku…a one wciąż myślały, że my idziemy żółtym do Soblówki. Musiały wrócić.
Nie dziwiło mnie to, gdyż widoki były wspaniałe i świetnie się szło. My jednak musieliśmy odbić i szukać skrótów tak aby jak najmniej wracać asfalcikiem głównej drogi.
Udało nam się zrobić skrót. Wyprawa nam się udała, choć Janek z Asią wyraźnie ciągnęli nosem. Katar atakował. Przejście było miłe, widokowe i idealne na ten dzień tak myślałem. Dla Janka najważniejsze było to, że jego pizza już czekała, tuż za “rogiem” góry od parkingu. Jak nagroda to tylko w Smrekowej Chacie, jego ulubiona…a Muńcuł? W to miejsce należy wejść, jak się jest w Beskidzie Żywiecko-Kysuckim. Jest warty tego.
















































