Równica, Orłowa w Beskidzie Śląskim
październik 12, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Donoszę: w Beskidzie Śląskim obok Ustronia jeszcze jesieni nie ma…może się zaczyna.
Pytacie się, gdzie jeszcze nie byliśmy? Wciąż jest na tyle dużo miejsce, gdzie nie byliśmy w górach, że jak u nas pada deszcz, to zawsze w miarę blisko znajdzie się jakaś góra do zdobycia, gdzie nie byliśmy. Dzięki autostradom, Beskid Śląski jest dla nas tak samo atrakcyjny jak Karkonosze, ze względu na czas dojazdu. Tak było tym razem: w Karkonoszach paskudna wietrzna i wilgotna pogoda, to my w Beskid Śląski na Równicę, bo tam nas jeszcze nie było.
Nie zdarza się nam jeździć za często w Beskid Śląski także z tego powodu, że czasami, a w szczególności od maja do października bywa tam tłoczniej niż w Karkonoszach czy Tatrach. Jednak podczas tego weekendu miało być mniej turystów i tak w Beskidach było!
Janek w piątek już pytał się, gdzie jedziemy. Kamil pytał się i chciał być upewnionym, że taki jest plan. Zrobiliśmy przygotowania na jedną trasę w Beskidzie Żywieckim. Rano jednak trzeba było zmienić plany na Beskid Śląski. Tam miała być pogoda bez wiatru i deszczu przez cały nasz pobyt. Wybraliśmy Równicę, gdyż to pierwsza niemalże od naszej strony góra w Beskidzie Śląskim, gdzie jest schronisko. Magnesik musi być na takiej wyprawie.
Ber problemów dotarliśmy do Ustronia, byliśmy trzecim autem na parkingu bezpłatnym przy Wiśle, wiec wszystko było perfekcyjne. Przeszliśmy przez Zawodzie, zwiedzając uzdrowiskową część Ustronia Głównym Szlakiem Beskidzkim, który tutaj się albo zaczyna albo kończy! Janek miał na karteczce napisane czerwony, to śmigał, że aż miło. Niestety Kamil śmigał tak, że był stale za daleko. Za łatwe to było dla syna.
No właśnie. Szeroki, parkowy niemalże czerwony szlak z pewnością został przygotowany dla kuracjuszy. Był na tyle łatwy, że nie szło zatrzymać ekipy, która wytrenowana, niemalże biegła po tym podejściu. Postanowiliśmy zdobyć Równicę, nasz cel na ten dzień, jednak na skróty. Czy to był dobry wybór….?
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Cóż, zdjęcia tego nie oddają, ale było jak w Beskidzie Żywieckim: lufa do góry!
Kamil jak w zawodach podbiegł (!) do góry i tyle go widzieliśmy. Janek wchodził, ale analizował. “Przecież tutaj nie ma czerwonego!” wołał całym ciałem! Miny wyrażały dezaprobatę.
Karteczka w tym go upewniała, więc próbował za każdym razem odbić jednak w bok lub w dół bo do czerwonego, ale na szczęście nie było to takie oczywiste. Janek testował mapę z zegarka, ale szybko zrezygnował. Jeszcze tej sztuki nie opanował.
Kamil zniknął, zatem Janek prowadził i popędzał nas z lekka. To mu nawet pasowało, że “zgubiła się konkurencja”. On prowadził i byliśmy już wysoko. “Donosił” tylko że dalej jest pod górkę, czego oczywiście nie spodziewaliśmy się w takiej formule! Na koniec odnalazł się Kamil. Nie oznaczało to niczego dobrego dla nas. Jeżeli Kamil czekał, to oznaczało że będzie jeszcze mocniej do góry! I było. Taki skrót sobie zafundowaliśmy.
Kamil miał problem. Jest jesień, bo październik, ale na drzewach zielone liście. Jak mu wytłumaczyłem, że październik to już jesień, to stwierdził, że buty jakie ma są na lato i trzeba mu kupić zimowe! To już była manipulacja. My z Kamilem dyskutowaliśmy, a Janek wykorzystał sytuację i on będzie prowadził. Jak dogonić biegnące dziecko po cordycepsie? Nie próbuj!
Dodatkowo Janek znalazł sobie jego przejście, tak że wyszliśmy od razu do schroniska na Równicy. Od razu potrafiliśmy sobie wyobrazić ile osób tam potrafi przyjść w piękną pogodę, tym bardziej że wjeżdża do schroniska pociąg turystyczny z Ustronia. Nam się udało, było pusto. Zjedliśmy zatem zasłużone śniadanko, wypiliśmy herbatki i został kupiony magnesik. Mogliśmy iść na szczyt!
Tym razem Kamil przywołał do porządku pozostałą część rodziny. On był w górze, my na dole. Wejście na Równicę obok wielkiej restauracji, nie było wymagające, a szczyt okazał się być płaski jak stół, stąd nazwa.
Chciałoby się powiedzieć: “Jak chcesz iść na grzyby to idź na Równicę!” Przy schronisku było chłodno. Około 10C. My zmieniliśmy ubrania, gdyż wilgoć przenikała do skóry. Ale na Równicy spotkaliśmy ludzi szukających grzybów. Wszyscy w krótkich rękawkach. Aż mnie zmroziło. Janek:” Tata daj rękę”. Jego było przenikliwie zimna, Asia z drugiej strony miała ręce idealne do rękawiczek, tylko Kamil wracał do swojego problemu:”Tata zimowe buty!” i pokazywał na swoje. Oj było już niebezpiecznie. Powtarzał to średnio co 20 metrów, nie szło tego wytrzymać. To był terror! Skoro zima to muszą być buty na zimę, a nie letnie…i z tym się zgodzę z synem.
Jakbyśmy chcieli znaleźć jesień…to tylko na ziemi. Trochę liści, grzyby i to wszystko. Kolory jesieni zostały w Beskidzie Żywieckim. Naszym kolejnym celem był Beskidek. Nie wiedzieliśmy jak wygląda, czy stromy czy nie, ale dawał do myślenia, gdyż był o prawie 200 m niższy od Równicy, a my przecież schodziliśmy, to jaka to ma być góra? Dobrze, że Krzysiek podesłał zdjęcia ze zdobywania Trojana przez jego ekipę to jakoś lepiej się zrobiło, gdyż przestaliśmy analizować, tylko iść. Co ma być to będzie.
Szlak bez turystów, a widoki jakie pojawiały się na Czantorię były znakomite. Patrzyliśmy, patrzyliśmy i widzieliśmy zabudowania. Jak ludzie tutaj dojeżdżają to było pytanie. Pojawiły się konie, krowy, było to zaskoczenie. Tak samo jak to, że szczyt Beskidka znajduje się właśnie na rozległej łące.
To była ciekawa niespodzianka. Wszystkiego się spodziewaliśmy tylko nie tego. Kolejny szczyt Orłowa. Nazwa ciekawa, ale po zdobyciu Orło, już nie odważyłem wyciągać wniosków z tej nazwy. Mogła oznaczać coś innego niż myśleliśmy. Janek podłapał, że idzie na szczyt Orła i poszedł. Jak tylko zeszliśmy z “drogi” bo tak wyglądał szlak, na ścieżkę do góry to on zaczął prowadzić, a nie Kamil.
https://www.zespoldowna.info/wielka-racza-mala-racza-orlo-najlepszy-szlak-w-beskidzie-zywieckim.html
Wchodziliśmy jak na szczyt. A tutaj niespodzianka. Piękny dom z jednej strony, po drugiej skrzyneczka z najpiękniejszą pieczątką Beskidów na pewno. Z wielkim orłem…więc na pewno nasz szczyt to dawne siedlisko orła jak nic.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Okazuje się, że Orłowa ma 5 szczytów. Za nim do nich doszliśmy to spotkaliśmy rodzinę z fajnymi pieskami. Było trochę zabawy z nimi. Janek był ogromnie zadowolony, że je miał na chwilę dla siebie.
Usiedliśmy na polance pod szczytem, który jak to w Beskidach miał mieć tabliczkę, a nie miał. Widoki pyszne na Czantorię, stąd przerwa w wędrowaniu była raczej dłuższa niż krótsza. Zdobyliśmy nasz trzeci szczyt i przyszedł czas na powrót. Tym razem miało być na skróty.
Celem skrótów: Palenica z wyciągiem. Wydawało się to być blisko, a jednak nie było takie łatwe.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Widoki na Przełączy rewelacyjne. Jednak my mieliśmy znaleźć skrót z zielonego. Było kilka opcji i udało się. Jankowi oczywiście nie spodobało się, bo miał iść zielonym, a nie na skróty…choć do czarnego.
Był hit. Grzyby różnej maści. Tutaj grzybiarzy nie było i były każde jakie człowiek sobie wyobrażał…ale te były najbardziej ciekawe dla Janka. Palenica zawiodła i nie. To był czwarty szczyt jaki zdobyliśmy…ale kolejny bez tabliczki. Widoki za to był przednie i zejście jeszcze lepsze. Ostatnio to nawet się wyspecjalizowaliśmy w schodzeniu po torach zjazdowych.
Daliśmy radę do połowy, potem mieliśmy zygzakami przez las zejść do Ustronia. Po pierwsze nie było zygzaków tylko spadanie w dół i to mocne. Nogi nam się trzęsły z wysiłku.
…a potem szliśmy czarnym przez Ustroń aż do parkingu przy rzece Wisła. Gdy doszliśmy wyraźnie nam ulżyło. Byliśmy zmęczeni. Jak analizowaliśmy przejście przed wyjściem, wychodziło nam ponad 13 km. Gdy doszliśmy do parkingu okazało się, że mapy.cz pokazały nam 15,4 km, Janka zegarek 16,7 km a mój aż 17,3. km. Asia już z nas żartowała, że odległość jaką mierzymy jest adekwatna do sytuacji i nigdy nie podajemy jej tej, którą mamy pokonać. Cóż tak wychodzi jak się chodzi na “skróty”…tak bym to podsumował.
Czy nam się podobało? Tak. Zdobyliśmy kolejne 4 szczyty do kolekcji i mamy już 1085. Jednak ten region Beskidu Śląskiego to wysoce zurbanizowana część gór i jak ktoś nie lubi asfaltów, samochodów to musi mocno kombinować, gdyż może się okazać, że na wybraną górę może wjechać tłum aut i wtedy jest mało przyjemnie. Na szczęście jesienią jest lepiej. Warto korzystać.




































































