Niżne Tatry ucieczka od upału cz.2
sierpień 4, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Pojechaliśmy na tzw. południową kolejkę na Chopok. Naszym celem miał być Ďumbier, po polsku Dziumbier najwyższy szczyt Niżnych Tatr o wysokości 2046 m npm. Tam miało być tylko 18C!
Już na starcie okazało się to być wyśmienitym pomysłem. Po pierwsze frajda chłopaków znaczna, byli gotowi po kolejce na wszystko. Na górze wiało tak mocno, że ludzie chodzili w bluzach. Temperatura 16C. Nic lepszego nie mogło nas spotkać!
Janek od razu wyrwał do przodu. Zachowywał się tak jakby nigdy nie był w górach. On idzie zdobywać i tyle było wiadomo. Chopok to nie tylko stacja kolejki, to też kawałek góry i musiała być zdobyta w końcu, nasz numer 1 060!…a jakie widoki na niej. Bajka.
To był jednak początek. Od razu zrobiło nam się cieplej. Jak popatrzyliśmy daleko przed nami, czekał na nas Dziumbier. To były świetne Tatry z tym widokiem.
Janek zatrzymał się przy szlakowskazie bo było napisane, że czerwonym idziemy. Dla mnie te skały to przypominały raczej magistralę lub podejście na Sławkowski szczyt, a nie Niżne Tatry, a czerwony w tym momencie nie był istotny, choć Janek brał go w ciemno.
Po chwili już porównywaliśmy, już widzieliśmy nasze przejście z Trzydniowiańskiego na Kończysty Wierch. Takie to były góry. My tu delektowaliśmy się widokami, a chłopcy ławeczkami, jakie ktoś postawił w bardzo widokowym miejscu.
Bajery się skończyły i czekał na nas szlak a la…na Wołowiec w Tatrach Zachodnich? Janek gonił. Te przejście po skałach było dla niego. Kamil nie wolał rywalizować z Jankiem w tej mierze. Jemu już zrobiło się ciepło, a Jankowi wciąż nie, więc nie warto było szaleć.
Tak sobie myśleliśmy o tych wszystkich ludziach, którzy przyjechali w Tatry, a tu piękne widoki i pusto. Janek nie odpuszczał i gonił pierwszy fajnym tempem po bardzo bezpiecznym szlaku. Tak sobie pomyśleliśmy czy taka kolejkowa wyprawa nie powinna mieć zastosowania dla naszych dzieci. Jak na razie było cały czas w dół, w porównaniu do ostatniego przejścia w Beskidzie Żywieckim wręcz lajtowo.
Już trawersowaliśmy Konske, czyli było ponad połowę drogi, a dopiero teraz zaczęło być do góry. Janek się nie zrażał i pięknie szedł do przodu, on musiał się stęsknić za takimi górami! Kamil już jednak czekał na okazję by być pierwszy. Wiatr podwiewał i to hamowało go, bo jak iść do przodu jak jego czapka była wywiewana do tyłu…do Chopoka, który z tego miejsca świetnie wyglądał.
Janek nie odpuszczał. Owszem witał się ze schodzącymi ale chwile słabości szybko korygował, gdyż widać było już krzyż. Z tej okazji już opanował słowo “DUMBIER”… u mnie wciąż było to inaczej, nie wiedzieć czemu…ale dochodziliśmy do słowackiego narodowego krzyża.
Kolejka do zdjęcia była, zatem był czas na oglądanie tego co było wkoło…a było świetnie. W końcu przyszła na nas kolei i się udało zrobić zdjęcie i pod krzyżem, ale też przy słupie z nazwą szczytu, naszego 1 061.
Na szczycie był odpoczynek. Było widokowo stąd nikomu nie chciało się wracać, ale to co fajne zawsze mija. Janek się zagapił i Kamil poszedł…i już do Chopoka musieliśmy go gonić takie tempo narzucił.
Wiedząc, że go nie dogonimy, oglądaliśmy się na lewo i prawo, do przodu. Polecam było gdzie. Janek czujący sukces wskazywał tylko na kolejkę “dwie gondolowe!” przecież.
Kamil czasami czekał na nas, ale tylko czasami. Na początku było w dół, ale na Chopoka czekało nas podejście. Kamil nie zmęczył się, my już tak.
Janek był zainteresowany czerwonym szlakiem i dronami jakie latały czasami. My patrzyliśmy na Kamila, któremu kapelusz ewidentnie chciał odlecieć. Na przełęczy wiatr hulał, a widoki były jak na Ornaku.
Asia postanowiła na chwilę poprowadzić ekipę. Janek zaakceptował, że był na końcu. Kamil nie zaakceptował, że był drugi i po chwili znów odszedł od nas.
Dzięki niemu powrót trwał znacznie krócej. Było tak szybkie tempo, że nawet odpoczynek, wymuszony na nim trwał zaskakująco krótko…ale kolejka czekała. Janek i Kamil podkreślali to co lubią najbardziej. Kamil wręcz zapowiedział, że za tydzień Tatry tak, kask nie, kolejka tak. Był zatem już plan na następny weekend.
Wróciliśmy do kolejki. Temperatura 18C, na dole 30C. Na to wygląda, że to był dobry pomysł by wjechać tutaj. Chłopcy nie nudzili się, mieli swoją nagrodę, a my odrobinę wytchnienia w temperaturach uznanych za odpowiednie. My polecamy Chopoka dla Was na start, fajna, dobra góra w tak pięknych i wysokich mimo wszystko górach.
































































