Skrzyczne z Mikim KGP po raz 5
maj 13, 2026 by Jarek
Kategoria: Korona i Diadem
W sobotę prawie 16 km. W niedzielę kolejne 16 km. Taki był plan. Miki z Rodzicami chcieli kontynuować po przerwie zimowej zdobywanie kolejnych z 28 szczytów z KGP. U nas w Sudetach wszystkie zdobyliśmy, zatem wybraliśmy tym razem Skrzyczne w Beskidzie Śląskim na nasz cel. Najrzadziej na ten szczyt wchodziliśmy najfajniejszym widokowo przejściem z Przełęczy Salmopolskiej. To był cel dla nas i powrót do czasów z końca covid.
https://www.zespoldowna.info/skrzyczne-3.html
W naszych wyprawach najbardziej lubię moment, gdy spotykamy się pod górą. Chłopcy szaleją i się cieszą, ale najbardziej oczywiście Pańcia. Najmniejsza, ale najgłośniejsza na pewno. Chłopcy nie zawiedli, Pańcia też i było miło, fajnie, radośnie. Tak można startować! Dla Marka od samego początku zaskakującym był fakt trzymania przez Janka karteczki, tej żółtej. Tym razem też była, przygotowana wcześniej i kurczowo ściskana. Janek przeczytał gdzie idzie i w jakiej kolejności, zaskoczył tym Marka. W tym czasie Kamil wykorzystał sytuację i pierwszy pobiegł do przodu, gdyż Miki musiał mi opowiedzieć o wszystkich nowych pociągach jakie widział, jakie ma, no i o festynie w Wolsztynie, gdzie 10 parowozów prezentowało swoje wdzięki :). Nawet nie wiem, kiedy zdobyliśmy pierwszy szczyt Malinów, nasz 1 029 szczyt w zestawie, tak dyskutowaliśmy i cieszyliśmy się wspólną obecnością . To ciekawe, że nigdy tą częścią szlaku nie szliśmy, w końcu przyszła kolei i na nią.
Motywacja do zdobywania była duża. Pod dopingiem Marka odbyły się pajacyki i o dziwo powietrze było “lekkie” tego dnia, nie “hamowało” przelotów :). Malinów do tyłu wyglądał zacnie, ale wszyscy biegli do przodu. Pańcia ciągnęła Janka i jakoś to go napędzało. Tęsknił za nią i to było widać. Po Kamilu nie było za to widać, że dzień wcześniej zrobił 16 km. On jak zwykle gonił do przodu i nie było silnych na niego.
Weszliśmy na Malinowską Skałę…było pięknie, takiej zielonej grani dawno nie widziałem. Miki z kijkami Mamy szedł z Jankiem, a ten z Pańcią i jak zwykle żywo dyskutowali. Znów było miło. Skończyły się kamienie i podejścia, Pańcia miała więcej możliwości by gonić do przodu. Wyglądało to zdecydowanie w taki sposób jakby ona to ciągnęła Janka do góry. Jeszcze szczekała na niego że za wolno!!!
Widoki były niezwykłe. Zobaczyliśmy zdobytego przez nas Kościelca, z zupełnie innej perspektywy, ale też Ostrą i Baranią Górę.
https://www.zespoldowna.info/ostre-w-koncu-zdobyte.html
https://www.zespoldowna.info/koscielec-znajduje-sie-w.html
https://www.zespoldowna.info/4-szczyty-z-beskidu-slaskiego.html
8 km do Skrzycznego zeszło nam w chwilę, nawet nie wiem kiedy. Zrobiliśmy zdjęcia w nowym miejscu, już nie pod schroniskiem, tylko na szczycie góry. Odpoczęliśmy i wracaliśmy. Pańcia wciąż ciągnęła Janka. Miki szedł ze mną, a Kamila trzeba było wypatrywać metry przed nami. On szedł swoim tempem.
Małe Skrzyczne nas zaskoczyły na powrocie. Marek zauważył łezkę i to był hit na zdjęcie. Wyszło wspaniale. Janek z Mikim mieli dużo radości z tego powodu. Potem już wracali razem dyskutując o swoich tematach. Kamil hamowany, przez chwilę szedł z nami, by po minutach kilku zniknąć przed nami. Jakoś to mnie nie dziwiło.
Kolejne 16 km zrobione. Podziwiałem synów, że dali radę. Widać jak dużo dostali od Mikiego i jego Rodziny. Janek nawet nie stęknął przez całą wyprawę. Widać było, że już miał tych sił trochę, ale dał radę. W ten sposób z Mikim zdobył kolejny szczyt do Korony Gór Polski, a my mogliśmy odpocząć w dobrym towarzystwie. Dziękuję
































