Wielka Racza, Mała Racza, Orło …. najlepszy szlak w Beskidzie Żywieckim?
wrzesień 14, 2026 by Jarek
Kategoria: Korona i Diadem
Czasami idzie się w góry, gdyż … nie ma magnesu z niej, a jest tam przecież schronisko. To był właśnie powód, dla którego w sobotę rano we dwójkę stawiliśmy się na żółtym szlaku na Wielką Raczę.
Janek po Orlej Perci ma mocy wbród. Zapału jeszcze więcej. Słyszałem tylko byłeś, byłeś, gdy zakładałem swoje buty, a on patrzył dookoła i popisywał się przed grupą dorosłych turystów. Ci patrzyli na niego i chyba…nie dowierzali. Gdyby jednak sprawdzili to:
https://www.zespoldowna.info/beskid-zywiecki-ucieczka-od-upalu-cz-1.html
wiedzieliby, że przez Wielki Przysłop przeszliśmy wszystko z prawej strony od Raczy, a gdyby przeczytali to:
https://www.zespoldowna.info/wielka-czerwenkowa-bugaj-bania-czy-znasz-te-szczyty.html
wiedzieliby, że od Bani przez Kikulę, Jaworzynę, Bugaj, Wielką Czerwenkową Janek przeszedł wszystko do Wielkiej Raczy od lewej strony…no prawie wszystko. Dzisiaj miał być ten moment, że te brakujące punkty do przejścia całego Worka Raczańskiego miały być dodane.
Państwo z Tychów popatrzyli na nas, pogadaliśmy że wszyscy idziemy na Wielką Raczę i ten scenariusz nie miał prawa się zdarzyć według Janka. Jak wyrwał, w stylu Kamila, to ponad 20 osób przegonił na pierwszym kilometrze. Na drugim całą wycieczkę z psami (ponad 10 psów z właścicielami :) ) i gonił. Ja do niego, że może odpoczniemy, nawet nie odezwał się, taki był start mojego Janka.
Zatrzymał się w końcu, a raczej zatrzymała go chmura na Wielkiej Raczy. Miało świecić słońce, a jakoś chmury były z nami. Janek zdziwiony efektem jaki dawały, wyraźnie zwolnił i wolał bym ja pierwszy szedł do schroniska. To szedłem.
Usiedliśmy w schronisku po równo “szlakowym” czasie. Janek wbiegł do kolejki, kupił nagrodę, czyli magnes i zajął się drugim “motywatorem”: herbatka owocowa z chlebem bezglutenowym ale z oscypkiem. Międzyczasie planował z żółtą karteczką i zegarkiem co tutaj zrobimy następnego. Jak widać pełno wrażeń już było i miało być.
Słońce się nie przebijało. Wręcz stawało się lodowato, a miało być 15C. Po 6 latach znów zdobyliśmy Wielką Raczę i tym razem miała być początkiem do szczytów, których jeszcze do tej pory nie zdobywaliśmy. Janek wypatrzył słowacki zielony szlak i poszedł z drugą siłą…tak bym powiedział…choć chmury były wszędzie wkoło.
Długo to nie trwało. Pojawiła się Hala na Małej Raczy, po prostu bajka nic dodać, nic ująć nawet przy takiej pogodzie. Janek popatrzył i nie czekał, bo Mała Racza tyle była niezdobyta, że nie może to tak dłużej trwać.
Szczyt zdobyty z zaskoczenia. Zejście nie było za to zaskakujące, jak to w Beskidzie Żywieckim ma miejsce, w szczególności tutaj. Spadało się trochę w dół, by wchodzić z powrotem na szczyt, którego wymówić wciąż nie umiem. Ostatnim razem był to Orzeł, czyli jak ptak. Tym razem okazało się, że wchodzimy na Orło od orać…ale w wikipedii jest inna wersja.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Orze%C5%82_(szczyt)
Zeszliśmy z Małej Raczy to i weszliśmy na Orlo (?) ciekawy szczyt. Janek nie pozwolił na popas, tylko usłyszałem choć na “Śrubę” tato i musiałem iść za synem…tylko czy ta śruba to Śrubowita? Miało się okazać. Janek sprawdzał czy idę w ten dół…znów zbieganie i to mocne.
“O jest Śruba!” Zguba się odnalazła, czyli przeszliśmy przez Halę Śrubitę patrząc do tyłu na Halę na Małej Raczy. Przed chwilą tam byliśmy, a już jesteśmy tutaj. Najpierw pomyślałem o tym, że najlepszym szlakiem byłby ten który zaczyna się od Rycerki i Przegibka, przez wszystkie te zdobyte przez nas “graniczne” szczyty przez Wielką Raczę i Wielki Przysłop aż do Jaworzyny skąd można by zejść w dół do Rycerki. Długi ale ciekawy szlak.
Potem poznaliśmy Florę i Panią Ulę, która z mężem kręci filmy o Beskidzie Żywieckim.Trwało to chwilkę, ale wystarczyło: Janek poznał pieska, którego oglądał na youtube, gdy szukaliśmy pomysłów na przejścia.
https://www.youtube.com/watch?v=Iku4SNHa0WE
Przyszedł teraz czas na zejście. Okazało się, że jednym z ostatnich miejsc na którym nie byliśmy w tym regionie, to Zielona Ścieżka Beskidzka. Nie wiedzieliśmy co to, ale szło w dół więc zapasowała.
Zaczyna się ona widocznym słupkiem zielono-białym. Nic tam nie jest napisane, ale zaczynają się mostki. Ponieważ Janek lubi mostki to od razu świetnie nam się szło i potem było to drzewo.
To była bardzo wielka jodła, po chwili bardzo wielki świerk, a wszystko w Rezerwacie Śrubita. “Tato znów Śruba!”…niech będzie.
Przeszliśmy przez rezerwat zauroczeni. Tak wielkich drzew to nie widzieliśmy chyba. Tak wielkich nieznanych nam grzybów też. Janek wołał tylko jak zobaczył, zatem nie dłużyło się nam w zejściu do Rycerki. Potem na drodze były Markowe “odloty”. Jak popatrzyłem na to zdjęcie Janka w w pajacykach, to jakby odlatywał…udało mu się.
Skoro naszym celem był magnes to trzeba pokazać, że go mamy, tak sobie myślę…ba nawet już został umieszczony na jednej z trzech tablic pełnych magnesów. To taki motywator. No właśnie, pytacie się o to dlaczego Janek idzie w góry. Pisałem o tym wielokrotnie, że chce zdobywać, ale ma motywatory które go “popychają” do przodu w tym działaniu. W Beskidzie Żywieckim mamy “swój grzech” do skonsumowania: Janek pizzę “wysoko-serową” tak był to określił, ja pizzę Jarka, która spełnia moje zapotrzebowanie dietetyczne wykluczając z takiego posiłku, wszystko to co mi nie wolno konsumować. Pracownicy Gościńca Smrekowa Chata zapewnili nas, że obie pizze zostają w menu na stałe, więc każdy może spróbować co my tam jemy :) …i po to chodzi się w Beskid Żywiecki.
Zanim tam pojechaliśmy zeszliśmy w dół na parking oczywiście. Idealnie z turystami z Tychów. Byli zaskoczeni jak Janek powiedział, że był na “Śrubie” i zrobił 14 km. Tym razem wierzyli na słowo, bo Janek zaczął wymieniać nazwy szczytów i jak tu w takiej sytuacji nie uwierzyć!
A przejście…? Potwierdzam, warte było tych chwil, które spędziliśmy na nim. Polecam.


















































