Gdzie szlaków i turystów nie ma.
wrzesień 15, 2025 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Nie piszę tutaj o Bieszczadach, ani o Beskidzie Niskim. My dopóki nie zostaliśmy zmuszeni niejako, to nawet nie myśleliśmy że tam mogą być góry. A tak pogody nie było, z wyjątkiem jednego miejsca na mapie Sudetów: Bogatynia i okolice. Co tam zdobywać?
To od początku. Do Korony Sudetów Polskich jest do zdobycia Koło Obserwatora, najwyższe wzniesienie Obniżenia Żytawsko-Zgorzeleckiego.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Wchodząc tam byliśmy zaskoczeni trochę, że Bogatynia, jej kopalnia kończy się w Polsce wybitną granią w stosunku do samej Bogatyni, choć góry nie mogły być wysokie. Ale były!!!
Jak pogoda pokazała, że trzeba jechać do Bogatyni, to stwierdziliśmy, że czas na zdobycie najbardziej na zachód położonego szczytu w Polsce, w polskich górach. I tutaj mieliśmy ubaw z AI. Na pytanie, która góra zasługuje na takie miano, odpowiadał, że Wielka Kopa w Górach Izerskich. Zapomniał, że przez następne, na oko 90 km są szczyty większe i mniejsze aż do granicy Polski z Niemcami. Tylko jakie to góry, mieliśmy problem. AI nie umiał na to odpowiedzieć i pogubił się z mapą Polski dokumentnie. Wikipedia nie podpowiadała. Pomogła strona gminy Bogatynia.
http://www.bogatynia.dwr.pl/izery.html
Jednoznacznie wskazała, że grzbiet górski jaki kończy “Worek Turoszowski”, należy do Gór Izerskich! Znaliśmy zatem w jakie góry jedziemy, dowiedzieliśmy się także jakie szczyty mamy zdobyć:
“Pierwszą od wschodu górą jest masyw Lyseho Vrchu liczącego 642m n.p.m. W granicach polskich znajduje się jego czwarta część z pn.-zach. kulminacją zwaną Graniczny Wierch (616m n.p.m.). Jego północne zbocza mocno rozczłonkowane dolinkami potoków i parowami, stromo opadają do wysokości ok. 280m n.p.m. u rogatek miasta. Zbocza zachodnie po niemal 40. stopniowym spadku do dolinki potoku Przepiórka ponownie się wznoszą i nad wsią Jasna Góra osiągają kulminację na 569m n.p.m. o łatwo rozpoznawalnym piramidalnym kształcie. Góra ta nosi nazwę Guślarza, a jej zwieńczenie w całości leży po stronie czeskiej. Ostatnią, najsłabiej wyróżniającą się górą, jest podzielony granicą Granicznik mający zaledwie 364m n.p.m. Jego zbocza przechodzą we wspomniany Grzbiet Rybarzowicki.”
https://www.goryizerskie.pl/?f
…i nie przeczytaliśmy tych informacji należycie do końca, przez co czekały nas niespodzianki.
Pierwsza niespodzianka: który szczyt jest wysunięty najdalej na zachód w polskich górach?
Popatrzyliśmy na mapę, rzuciliśmy okiem na tekst i stwierdziliśmy, że musimy trafić w pierwszej kolejności na Granicznik. Nie był widoczny on na mapy.cz na komputerze, ale na komórce już tak. Był cel. Mieliśmy wystartować z Bogatyni. Tak trafiliśmy na Jasną Górę.
Skoro nie ma tutaj szlaków, skoro nie ma tutaj turystów, bo tak było, samochód należy zostawić przy przystanku autobusowym na początku osiedla. Stąd początek przejścia to asfalcik i to pod górkę. Trening przed pójściem na Morskie Oko odpowiedni. Zgodnie z normą rodzinną, Kamil na prostej odstawił nas, co tam że pod górę. Mieliśmy za to okazję przywitać się z kilkoma pieskami, owcami.
Kamil jak zwykle, bez względu czy zna trasę, czy też nie, wie kiedy iść i gdzie, a kiedy czekać. Janek w niezłej formie, zaintrygowany szedł mocno do przodu. Zaskoczył nas, że zobaczył jednak szlak. Przepraszam oznaczenie jak się później okazało, ścieżki turystycznej bo taka nazwa jest stosowana do tego znaku. Długo nad tym się nie rozwodził, gdyż Kamil czekał na słupku granicznym, a za nim były wiatraki!
Niespodzianka druga: wiało. Skoro wieje, to nasza donkiszoteria zobaczyła mnóstwo wiatraków. Zaintrygowani nie mogliśmy nie iść obok nich i nie oglądać. Janek nagle przyspieszył i to nas zaskoczyło. To była już trzecia niespodzianka: zbiegaliśmy w dół…a mieliśmy zdobyć szczyt!
Trochę to trwało, Janek z uwielbieniem, bo to był jego pierwszy szczyt, który zdobywał schodząc w dół. Szukaliśmy tego Granicznika, chodząc za GPSem, aż w końcu zaprowadził nas w to miejsce ze świetnym widokiem na kopalnię na dole.
I myśleliśmy, że zdobyliśmy najdalej wysunięty na zachód szczyt w polskich górach. To była ta pierwsza niespodzianka: myślałeś, że to jest ten szczyt, a potem się okazuje, że jest kolejny. Cóż nie zraziliśmy się tym, tylko postanowiliśmy iść za wiatrakami i przejść całą grań Gór Izerskich nad Bogatynią.
To już kolejna niespodzianka: Janek zobaczył daleko wieżę i rozpoznał Jeszted. Podobała mu się ta ścieżka. Szliśmy łąkami po czeskiej stronie, gdzie są dróżki dojazdowe do wiatraków i było to bardzo miłe. Takie wyprawy nasze dzieci lubią najbardziej! To było widać po ich minach, to że Jankowi się chciało i ciągle o coś pytał. Było łagodnie.
Zbliżaliśmy się do kolejnego nasze szczytu tego dnia. Guślarz, po czesku Vyhledy, był już wybijającą się formacją. Myśleliśmy, że wejdziemy sobie łagodnie jak do tej pory, a tutaj mieliśmy szlak górski i to całkiem do góry. Janek się zdziwił, Kamil wchodził zgięty w pół…a na końcu czekała na nas skała, wiata i punkt obserwacyjny ptaków. Było gdzie odpoczywać!
Szczyt jak się okazało, ma bardzo ciekawą historią sięgającą w dzieje wielu krajów: Saksonii, Prus, Czech i Polski. Nie mogliśmy uwierzyć, że kiedyś był bezleśny i można z niego było obserwować po prostu wszystko. Miejsce zdecydowanie polecane do zdobycia!
Guślarz przesłał nam jednak ostrzeżenie: jesteś w górach :). My to zlekceważyliśmy. Zejście, jak wejście było całkiem górskie, ale jak człowiek ma na to reagować, gdy wychodzi w dół widzi łąki i słyszy: “Tato wiatraki, sześć!” Daleko na horyzoncie był nasz kolejny cel Lysy Vrch…tylko gdzie ten Graniczny Wierch. Janek powtarzał wszystkie góry. Świetnie je zapamiętał. Wieczorem jak rozmawiał z Dziadkiem, Ciocią pięknie wszystkie wymienił, aż to spowodowało mocne zakłopotanie…bo gdzie one są. To Janek też umiał powiedzieć. Tutaj jest Mistrzem!
Pojawiły się jednak kolejne niespodzianki. Najpierw ścieżynka prowadziła wzdłuż płotu, obok pastwisk, by nagle zrobić się typowo górskim szlakiem z gwałtownym spadkiem w dół do doliny potoku Przepiórka. To było kolejne ostrzeżenie zlekceważone przez nas.
Przeszliśmy podwójny garb przez potoki. Kamil był zakłopotany. Janek prosił Asię o wsparcie. Gdybyśmy dobrze przeczytali informację o tych górach, wiedzielibyśmy że są po prostu wymagające. W opisie padało takie zdanie: :” Zbocza zachodnie po niemal 40. stopniowym spadku do dolinki potoku Przepiórka…” Skąd mieliśmy wiedzieć, że za chwilę będzie katorga przy zdobyciu szczytu o wysokości mniejszej niż 600 m! Na początku po prostu ściągaliśmy bluzy.
Potem Kamil podchodził zgięty w pół. Nie mogło to być proste, tym bardziej, że ścieżka była jak prawdziwy szlak górski. Janek dzielnie trenował przed Rysami. Szedł do góry, a ja myślałem że to takie Rysy na końcówce od strony słowackiej. Wyrypa do nieba.
Zdobyliśmy go! Szkoda tylko że nikt nie oznaczył tych wszystkich szczytów tabliczkami jak w Górach Suchych. Miejsca, które warto oznaczać, bo ich zdobycie wymagało sił. Kamil dochodził do siebie nawet dłużej, bo jak wbiega się pod takie góry, to nie może być inaczej. Czekał na nas jeszcze jeden szczyt Lysy Vrch po czeskiej stronie. Ścieżka, jak górski szlak, znów to piszę, prowadziła przez piękny las, a w nim nie było nikogo, tylko my. Szliśmy, Janek słyszał już wiatraki, nawet widział, ale jak do nich dojść, nie wiedzieliśmy. W końcu zdecydowaliśmy się po prostu wejść w las.
Udało się znaleźć jednak ścieżkę i doszliśmy do punktu geodezyjnego. Ta ilość wiatraków zrobiła na tyle duże wrażenie, w połączeniu z wiatrem, że spokojnie usiedliśmy w cieniu lasu i mogliśmy je podziwiać. Warto było tutaj przyjść…i być może zmienić nazwę tej góry na Wietrzna, bo podwiewało, że aż trzeba było kurtki ubierać. Przyszedł też czas na powrót. Byliśmy tak wyczerpani Granicznym Wierchem, że postanowiliśmy znaleźć ścieżynkę na skróty, dla ułatwienia.
Udało się do czasu, gdy nie weszliśmy w kosmiczne błoto, które miało nas doprowadzić do Jasnej Góry. Gdy to osiągnęliśmy, to nawet bez Marka, Janek potwierdził to pajacykiem :)
Pożegnaliśmy się z Lysym Vrchem, który z daleka wyglądał świetnie i pognaliśmy by zdobyć ten OSTATNI, NAJDALEJ WYSUNIĘTY SZCZYT W POLSKICH GÓRACH!
Jak się okazało Granicznik nie był tym ostatnim. Niespodzianka jaka nas czekała nazywała się Guślica. Według naszej mapy (mapy.cz), była ostatnią taką górą. Miała być 5-tym szczytem zdobytym tego dnia przez nas, co daje nam w sumie 918 szczytów zdobytych razem.
Znaleźć ją, dojść do niej, chyba łatwiej jest od strony czeskiej, z miejscowości Uhelna. Stamtąd jest to góra, która ma swoje ścieżki. Tutaj szukaliśmy przejścia i okazało się że skrajem lasu, idąc granicą da się do niej dotrzeć. Po polskiej stronie nie jest tak wybitna.
Przejście obfitowało znów z niespodzianki: ten grzyb to nie wiem co jest, choć Janek patrzył i patrzył. Widoki na to co zdobyliśmy też były niesamowite. Podobało się. Sam szczyt wyróżniał się jedynie zieloną kropeczką na brzozie, choć znów oczekiwaliśmy tabliczki chociażby. Niestety nie.
Euforia była za to tak duża jak doszliśmy, że chłopcy stwierdzili, że się poddają :) Od polskiej strony nie udało się odczuć, że to góra, jednak od czeskiej była przekonywująca.
Wróciliśmy usatysfakcjonowani, choć będziemy czekać czy aby to na pewno to jest najdalej wysunięta góra na zachód w Polsce. Mapy i AI potrafią znajdywać to, co nasze oczy nie widzą, jak to nauczyłem się na tym przypadku. My mile zaskoczeni górami, ścieżkami, miejscami byliśmy bardzo zadowoleni że udało nam się tutaj dotrzeć i polecamy!

































































Super wpis, uwielbiam takie nieoczywiste miejscówki z klimatem! Sam często odkrywam Polskę z innej perspektywy, latając dronem – co prawda głównie w Warszawie, ale takie tereny jak Wasze to jest dopiero coś.
Fajnie jest dostawać pytania. Dzięki temu człowiek musi myśleć. Zatem biorąc definicję góry to praktycznie nie ma szans by górą było wzniesienie poniżej 500 m n.p.m. Z tej perspektywy najdalej na zachód położoną górą w Polsce będzie Graniczny Wierch o wysokości 575 m którego punktem odniesienia będzie Bogatynia znajdująca się na poziomie ok. 250 m n.p.m. https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3ra