Świstowa Czuba.

Listopad 24, 2020 by
Kategoria: Korona i Diadem

Najbardziej zagadkowy ze szczytów należących do turystycznej Korony Tatr. Niby szczyt, a tylko … no właśnie co. Na trzeci ostatni dzień naszego listopadowego wędrowania po Tatrach, wybraliśmy ją, bo znów była szansa na przejście super atrakcyjnym szlakiem, bez tłumu turystów…czemu nie należy się dziwić, że tłumy odwiedzają tak wspaniałe miejsca.

https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awistowa_Czuba

Świstowa Czuba ma 1 763 m npm. My patrząc na mapę nie mogliśmy jej znaleźć. Pojawiała się za to Świstowa Kopa o wysokości 1 875 m. Zakładaliśmy, że to nie jest istotne, ale i tak tam pójdziemy, bo bo o tej porze na parking w Palenicy to bez problemu się dostaniemy Uśmiech.

https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awistowa_Kopa

IMG_0483

Było mocno zimno, czyli mroźnie. Kamil “TATRY TAK”, Janek foch, bo właśnie w coś grał i zostało mu to przerwane. Była to zmyłka. Na asfalcie dał radę i odjechał. Goniliśmy go trochę prawie do Wodogrzmotów Mickiewicza, czyli na wejściu do Doliny Roztoki. Rozgrzewka była niezła dzięki temu.

IMG_0485

IMG_0486

IMG_0489

Asfalcik nie był wyzwaniem. Jednak pamiętałem, że dwa dni wcześniej zrobiliśmy ponad 20 km, w minionym dniu prawie 12 km i trzeba było oszczędzać siły. Wejście do Doliny to jednak niezła wspinaczka. Janek jeszcze raz próbował swoich sił, tym bardziej, że tym razem zostawił kijki bo “będą łańcuchy. Szedł w niezłym tempie…ale podejście to podejście i tam zawsze wygrywa Kamil.

IMG_0491

IMG_0492IMG_0494

Tym razem nie byliśmy sami, ale te kilka osób tłumu nie robi. Byliśmy zaskoczeni, że tylko tyle bo już na samym początku Dolina Roztoki w tym szronie wyglądała na wartą odwiedzenia.

IMG_0497

IMG_0500

IMG_0502

Idąc nią żałowałem, że Kobas nie robi filmu o górach tutaj, szkoda. Międzyczasie po raz pierwszy zacząłem się martwić o Kamila. Nie było go ani widać, ani słychać i to na długich prostych.

IMG_0504

IMG_0505

Janek strasznie marudził, bo przecież łańcuchy i żeby chociaż powiedział, że jest zmęczony…nie: “Kiedy łańcuchy?!” Janek do przodu będzie Siklawa! Janek nie zrozumiał, ale poszedł. Asia międzyczasie znalazła Kamila znów czekającego na Rodzinę przy szałasie.

IMG_0508

IMG_0509

Nad nami było już je widać, oświetlone słońcem Granaty, Krzyżne, Wołoszyn czyli prawie całą Orlą Perć…ale wciąż trzeba było gonić “autostradą” za Kamilem.

IMG_0510

IMG_0513

Nad nami była już Buczynowa Dolinka i tak szliśmy czekając na te nasze atrakcje…choć Orla Perć z dołu wyglądała niesamowicie…a Janek gdzie te łańcuchy. Na to wygląda, że szlak bez łańcuchów to nie szlak dla niego. Cóż wskazywałem na Siklawę, tłumaczyłem i nawet przewróciliśmy się na lodzie. To jakoś rozładowało sytuację.

IMG_0516

IMG_0520

IMG_0523

IMG_0526

W końcu doszliśmy do Siklawy największego wodospadu w Tatrach. Na Janku nie zrobił wrażenia. Po prostu woda spadająca w dół. Jednak już samo podejście było dla niego intrygujące.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Siklawa

IMG_0529

IMG_0530

IMG_0532

IMG_0534

IMG_0536

Doszliśmy do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Jak zobaczyłem stawy, znów zrozumiałem dlaczego ludzie tutaj przychodzą, a u chłopaków tylko jedno w głowie: śniadanie. Więc oni jedli, a ja patrzyłem na STAWY…warto.

IMG_0540

IMG_0544

IMG_0546

IMG_0564

IMG_0574

To co dobre trwa tylko chwilę. Odpoczęliśmy i przechodząc obok Schroniska popularnej Piątki, stanęliśmy przed naszym celem.

IMG_0576

IMG_0577

Miedziane były zaskakująco miedziane. Chłopcy zaskakująco gorliwi. Coś tutaj nie pasowało, tak jak z tymi stawami. Jeden piękny prawie jesienny, drugi już skuty lodem…zimowy.

IMG_0578

IMG_0581

IMG_0595

Stojąc dopiero w tym miejscu zrozumieliśmy co to jest Świstowa Czuba. Na zdjęciu powyżej ten czubeczek na końcu to ten punkt do którego mieliśmy dojść.

IMG_0599

IMG_0601

Najpierw “Orla Perć”. To był niesamowity widok, mając z boku tą grań. My za to niebieskim szlakiem przez piargowisko stale szliśmy do góry.

IMG_0603

IMG_0604

IMG_0608

IMG_0609

Dopiero na jego końcu Janek załapał, gdzie idziemy. Asia z Kamilem już byli daleko przed nami, a szlak robił wrażenie na mnie.

IMG_0610

IMG_0612

IMG_0618

IMG_0619

Największy problem Świstowej Czuby? Jak na niej zrobić zdjęcie, by było pewne, że to jest to Uśmiech Drugi problem to nie jest to koniec podejścia. Miała być góra, a wciąż się podchodziło.

IMG_0626

IMG_0629

IMG_0651

Wchodząc na Świstową Kopę trzeba mieć mocne nerwy. Lodowy szczyt jak na dłoni. Wołoszyny, Orla Perć tylko wskoczyć. Nie dziwiło mnie, że zastaliśmy tam turystów siedzących i czekających na coś, patrząc w góry.

Janek z Kamilem nie czekali tylko znów rozłożyli śniadanie, bo na szczycie ma być śniadanie, a Świstowa Czuba nie była górą, bo nie było śniadania.

IMG_0643

IMG_0662

IMG_0669

IMG_0672

Jednak najlepsze jeszcze było przed nami. Zejście z Kopy na Opalony Wierch było ciekawe. Janek pozwolił sobie być ostatnim i pytał się, gdzie jest parking. Nawet Panów naprawiających szlak. Od tego momentu był on niezwykle dynamiczny, szybki, zmienny idealny dla nas.

IMG_0673

IMG_0674

IMG_0680

Czołówka się ukształtowała. Asia nadawała tempo, Kamil jej asystował a Janek zeskakiwał z kamieni na szlaku. Odstawili nas, ale przejście na stronę Morskiego Oka znów wywołało wow! Było pięknie i trudno.

IMG_0682

IMG_0690

IMG_0693

Chłopcy w super nastrojach. Dokuczali sobie i to mocno, ale szlak pozwalał na szaleństwo. Były przejścia, trawersiki i łańcuch, co zupełnie rozbawiło Janka.

IMG_0700

IMG_0705

IMG_0709

IMG_0713

Jednak zejście w dół nie było łatwe. Im dalej schodziliśmy, tym bardziej dokuczało nam zmęczenie. Wydawało się, że ten szlak nie może zmęczyć…a jednak. Najgorsze były schody o wysokości stopnia nawet 40 cm i więcej. Wykańczały.

IMG_0715

IMG_0717

Gdy doszliśmy do drogi łączącej Morskie Oko i Palenicę, mieliśmy już dość…a najgorsze było przed nami. Zejście w dół to było niczym ucieczka od słońca. Stojąc na asfalcie miało się wrażenie, że jednak stoimy na lodzie. Momentami po prostu jechało się. Byliśmy szczęśliwi, że w końcu na Wodogrzmotach to wszystko się skończyło.

IMG_0725IMG_0728

IMG_0732IMG_0733

To była świetna wyprawa. Skończyła naszą trzydniówkę w Tatrach. Zrobiliśmy 53 km w tym czasie i było to niesamowite, że daliśmy radę. 39 szczyt z Turystycznej Korony Tatr został zdobyty. Zostało nam 21. To już chyba w następnym roku.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...