Krowiarki cz.7 przez Kuźnicze Góry na Siniaka
luty 2, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Kamil:”W prawo nie, w lewo nie, w prawo nie…byłeś.” Tak wyglądała nasza droga do Krowiarek tym razem. Wszędzie “byłeś”…a jednak zaskoczyliśmy Kamila zjeżdżając z drogi do Stronia Śląskiego i zatrzymując się w Stójkowie. Byliśmy w Krowiarkach, ale takich jeszcze nie byliśmy. Zaskakuje nas to pasmo. Pełne historii, z bogactwem minerałów, gdzie marmur jest prawie wszędzie. Byliśmy na początku naszych wypraw w Żelaznych Górach, teraz przyszedł czas na Kuźnicze Góry, zatem znów o minerałach.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Jak je znaleźliśmy? Nikt nie opisywał ich. Owszem przejeżdżając do Stronia mijamy je, ale właśnie są po drodze gdzieś. Dopiero patrząc na mapę Gallileo z Masywem Śnieżnika, wpadły nam w oko. Mieliśmy cel.
Janek: “Tato gdzie idziemy? Jakie szczyty mamy zdobyć? Gdzie te szczyty?” No właśnie. W Stójkowie nie wiedzieliśmy, gdzie mamy iść. Nie ma szlaków, nie ma ścieżek, nie ma śladów, jest trochę śniegu i my. Trzeba było znaleźć przejście. Zapowiadała się eksploracja bez wspomagania :)
Kamil się rozpędził…nie miał za bardzo jednak gdzie. Skończyła się droga, w lewo brak drogi, w prawo brak drogi. Janek stwierdził, że idziemy w lewo i o dziwo zgodziło się. Wyglądało na to, że wzniesienie przed nami to nasz pierwszy cel czyli Kuźnicza Góra. Janek powtarzał nazwę i idealnie mu pasowała, tylko przejście do niej było trochę nie takie. Najpierw pojawiło się ogrodzenie jedno, potem drugie i na szczęście były na tyle niskie, że udało się przejść. Kamil nie miał jak się rozpędzić, dalej. Był tutaj po raz pierwszy, były przeszkody, brak dróg i nie wiedział jak ma iść. Jak już coś się pojawiło, to kończyło się polaną. Wtedy były żarty, nazwijmy na rozgrzewkę!
Przy drugiej polanie Kamil zwątpił. Tym razem nie spieszył się, wolał iść za Jankiem, który wyraźnie przyspieszył. Za nami była Pośrednica, nasz kolejny cel. U Janka ta nazwa nie “siedziała”. “Gdzie ta góra?” za to było idealne. Ile można było powtórzyć? Tyle samo co powiedzieć, co będzie się robić z Olą, gdzieś w lutym. Kamil zrobił to w tempie 20 razy na 5 minut. Ale był w dobrym humorze. Z tej strony Kuźnicza Góra była “przypadkiem”. Poszliśmy za śladami zwózki i doszliśmy w ten sposób na szczyt.
Bardzo charakterystyczny, gdyż pełno było wszędzie kamieni…musieli tutaj kopać za tym żelazem kiedyś. Patrząc na drogę do Stronia, widać było wyniosłość tej góry w stosunku do doliny. Robiła wrażenie.
Kuźnicza Góra wydawała się trudną nazwą w stosunku do Pośrednicy, która miała być “rzut młotem” po drugiej stronie. Jankowi nie wchodziła. Mi też, była jakoś tak inna od wszystkich innych, że stale ją powtarzaliśmy idąc po prostu ścieżką, której na mapach nie było, a prowadziła na szczyt. Miała być Pośrednica.
Ścieżka nas poprowadziła prosto pod cel. Dlaczego pod? Okazało się, że szczyt według GPSa jest w młodniaku, zatem tam gdzie można było dojść, doszliśmy. Zrobiliśmy zdjęcie i był czas na sprawdzenie, gdzie teraz mamy iść.
Kamil był pogubiony, gdyż padały nazwy: Kuźnicza Góra i Kuźnica. Janek wiedział, że ma iść na Kuźnicę, ale którędy? Gdy nie wiadomo jak, to trzeba na skróty. W ten sposób dotarliśmy do krzyża, który jest średniowieczny to fakt, potwierdza że weszliśmy na pierwszą, historyczną drogę łączącą Lądek Zdrój ze Stroniem Śląskim, też to fakt, ale czy tędy można przejść, mieliśmy mieszane uczucia. Ślady były…tylko zwierząt. Sarny, jelenie, kuny i lisy było widać na śniegu. Ludzkich śladów brak. W ten sposób dotarliśmy do miejsca, gdzie można powiedzieć tak: nawet przy tych chmurach widok na Stronie był wow!
Nad nami była Kuźnica i tuż obok Dworska Góra. Kamil mógł w końcu wystartować po swojemu do góry. Nie trwało to długo, gdyż znów czekał na nas skrót na szczyt, tym razem Kuźnicy.
Oglądając zdjęcia mógłbym powiedzieć, górki jak górki nie szło się zmęczyć. Jednak potem pojawia się takie wspomnienie: dlaczego bolały Was nogi? Janek jak doszedł do Kuźnicy od razu chciał przerwy, on będzie jeść. Kamil też. O dziwo, jak się zatrzymaliśmy stało się bardzo zimno. Nic, podjęliśmy decyzję o wejściu na drugą stronę na Dworską Górę. Ona już nie należy do Kuźniczych Gór…ale może tam uda się coś zjeść bez zmarznięcia.
Na Kuźnicy nie było ani tabliczki, ani słupka, choć aż się prosi by Kuźnicze Góry miały swoje specjalne i niepowtarzalne :) Na Dworskiej był słupek. Szybkie zdjęcie i w dół.
To Finowie mówią: nie ma złej pogody, tylko niewłaściwe ubranie. Po odwróceniu kurtek na bardziej windstoperową stronę ciepło wróciło. Startowaliśmy było -7C, ale tutaj temperatura nie miała znaczenia tak dużego jak ta wilgoć! Schowani przed wiatrem zjedliśmy i postanowiliśmy pójść dalej. Od tej strony najwyższą górą Krowiarek jest Siniak, opisywany jako ciekawe miejsce geologicznie. Trzeba było do niego dojść…na skróty.
Doszliśmy do Kątów Bystrzyckich, gdzie całą żelazową darń ściągano z Gór Kuźniczych do przetopu. Janek potwierdził: “Jest cywilizacja!”. Kamil przyspieszył, jest czerwony szlak, wiedział gdzie iść.
Widoki znów fajne, pomimo chmur. Janek z Asią wypytywali mnie gdzie jesteśmy, a ja mogłem powiedzieć tylko tyle Kąty Bystrzyckie, choć w ich górnej części tylko ruiny, tak jak to było w Rogóżce, Marcinkowie, Konradowie. Pojawiły się jednak tablice “geologiczne”. Janek poczytał o marmurach, wiedział że to kamienie, ale nie bawiliśmy się w szczegóły. Potwierdził, że idziemy za zieloną strzałką i powrócił do tematu towarzyszącego nam od rana: “Jarek pokaż mapę? Gdzie ten Siniak? Wymieńmy nasze góry?” Nie ruszył jak nie zrobiliśmy tego wszystkiego. najpierw była mapa i poszukiwanie Przełęczy Głodowej. Potem wymieniliśmy wszystkie zdobyte do tej pory góry i w końcu mogliśmy pójść dalej.
No i o jakiego Siniaka nam chodzi? Janek myślał o siniaku na nodze, potem przyszła refleksja, że to jest taka sama nazwa jak góry. Okazała się ona bardzo ciekawa i świetnym miejscem do odpoczynku. Zimno było zdecydowanie!
Postanowiliśmy schodzić…na skróty. To było wyzwanie. Janek od razu wyciągnął kije. Góra sama w sobie nie wydaje się jakoś wyniosła, do momentu gdy chce się zejść poza ścieżką. Było ostro w dół i kije się przydały. Potem były jeszcze ważniejsze, gdyż mieliśmy długi “stok” w dół, tym razem o dziwo po śladach kół samochodu.
Kamil pierwszy zatrzymał się z widokiem na Kierzną. To dalej Krowiarki, to dalej niewielkie szczyty do 600 m npm ale wybitne w stosunku do dolin w których my już byliśmy. My nie planowaliśmy iść na tą górę. Wilgoć przeszywała nas i to był czas na powrót znów jak ślady i oczy poniosą. Asi tak to zakręciło w głowie, że spytała dwa razy czy na pewno w dobrym kierunku idziemy. Kamil gonił, a Janek tylko krzyczał: “Jarek mapa!” Jak się wszystko zgadzało, to testował sukces wyprawy w postaci pajacyków…ale Kamil był trochę przed nami, bo w końcu jakąś drogą szliśmy.
Udało się go dogonić i były pajacyki. Kamil odfrunął, a Janek został na planecie ziemia i …było radośnie…choć Kamil nie chciał więcej latać :)
Popatrzyliśmy do tyłu na Siniaka, na nasze Kuźnicze Góry. Były dużym masywem w stosunku do miejsca gdzie byliśmy my. Robiły na nas wrażenie. Do auta doszliśmy świetnymi skrótami, tak jakby ktoś nam je zaplanował. 12 km fajnego spaceru. Zdobyte 5 gór (licznik 967), przeszliśmy przez całe Kuźnicze Góry i co nam więcej trzeba było? Janek z Kamilem od razu poprawili: obiadu. Trzeba było zjeść i tutaj następuje odpowiednie menu każdego chłopaka. Kamil gdy usłyszał, że będzie obiad to nawet zaplanował cały tydzień w Bonitum, co będzie tam robił. Zaskoczył nas kompletnie tym co powiedział:”Biedronka z Marcinem!” Kamil powiedział coś czego nie umiał, a powiem więcej, po drodze nawet pokazał nam kilka Biedronek. Tak skończył się dobry zimowy spacer przez Krowiarki i pasmo Kuźniczych Gór.





























































