Na Grubą Buczynę przez Krawców Wierch
maj 26, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Drugi dzień miał być fajnym spacerem w Beskidzie Żywieckim. Nigdy nas nie było na Hali Krawculi z jej bacówką, stąd nie mogło być inaczej, że za cel obraliśmy sobie to miejsce od przełęczy Glinka. Zdziwiliśmy się, gdyż na parkingu stało niewiele aut, a zazwyczaj w tak atrakcyjnych miejscach jest to problem kluczowy. To było pozytywne. Negatywne: “Nie idę, do domu!”. Kamil wygłosił bardzo długie przemówienie, co oznaczało że musiał czuć jeszcze wczorajszy dzień. Janek szybko dołączył do brata. Zadałem tylko to jedno pytanie:”Idziemy po pieczątki do bacówki?” i zmieniła się sytuacja. Janek był gotowy by iść, a skoro on to Kamil też!
Szlak graniczny na początku to “dreptak”. Szeroki spokojny, więc chłopcy się rozpędzili. Janek już szukał, choć bez karteczki, którą gdzieś zostawił, Jaworzynę. Kamil zniknął gdzieś, było za łatwo…do czasu. Jak Asia zobaczyła go siedzącego na słupku wiadomo było, że czeka nas podejście. Janek asekuracyjnie nawet już się mnie złapał, ktoś miał syna ciągnąć przecież.
No i pojawiła się ścianka, ulubione słowo Janka od soboty, którą szybko pokonaliśmy. Kamil oczywiście na słupku, a dlaczego nie, tak się czeka najlepiej!
Po dwóch zakrętach Asia wypatrzyła tabliczkę. To oznaczało, że bacówka jest blisko i pieczątka też. Chłopcy podkręcili tempo, my niekoniecznie. W końcu wyszliśmy na halę i zobaczyliśmy chatkę, która idealnie wpasowała się w to miejsce i widok na Beskidy, Małą Fatrę. Bardzo górsko.
Były pieczątki, był magnes, było śniadanie, tylko gdzie ta góra. Janek szukał jej nawet za krzyżem, który jest na hali. Nie było. Trzeba było iść dalej, choć przyroda, pogoda przekonywały by zostać dłużej. Poszliśmy.
Przez błoto i koleiny doszliśmy do szczytu Krawców Wierch. Janek się rozpędził, bo było łatwo, że idzie dalej. Nie mogliśmy zatem sobie odmówić. Naszym celem była Gruba Buczyna, nasz 1 035 szczyt zdobyty razem, łącznie z pozostałymi.
Wędrowało się świetnie. Było łatwo, lesiście, a słońce grzało już mocno. Zdobycie szczytu nie stanowiło problemu, choć znów było niezłe podejście. Jednak pieczątka na szczycie zrobiła swoje. Można było odpoczywać, choć Janek jeszcze chciał iść na Wielki Groń…ale nie miał wsparcia. Podjęliśmy decyzję o powrocie.
To było szybkie i łatwe…wciąż w dół. Inna zaleta tego przejścia: mnóstwo psów! Janek witał się z prawie każdym. Było też dużo rodzin z dziećmi. Tutaj nawet były piątki przybijane.
Spacer nam się udał. Rozruszaliśmy nogi po sobotniej wyprawie w najdziksze ostępy. Bacówka, hala były warte odwiedzin. Polecam wszystkim na pierwsze wyprawy.
































