Czupel w Beskidzie Śląskim naszym 1 000 szczytem.
marzec 24, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Tak sobie wyszło, że Czupel z Beskidu Śląskiego stał się naszym 1 000 szczytem, na który weszliśmy razem po raz pierwszy. To była koincydencja, że to stało się na tym weekendzie, w końcu Światowy Dzień Zespołu Downa był w sobotę. To był los, gdyż chcieliśmy jechać gdzie indziej (Niżne Tatry), chcieliśmy odwiedzić inne góry, ale pogoda za nas zadecydowała. W końcu jak mieliśmy pojechać w Beskid Śląski, to okazało się, że najbardziej na zachód odsunięta grań nigdy nie była przez nas zdobywana i tam mamy wiele szczytów do zdobycia. A na koniec okazało się, że to Czupel na nas czeka, to już kolejny (jest tez do Korony Gór Polski Czupel w Beskidzie Małym) taki który zdobyliśmy!
https://www.zespoldowna.info/weszlismy-na-1-000-szczytow.html
Jednak najważniejszy był początek naszej wędrówki. Janek dostał kartkę ze wszystkimi szczytami, które mogliśmy zdobyć w tym dniu. Dzięki niej miał umieć zawsze przeczytać, a nie ciągle się pytać jak nazywa się kolejny szczyt. Okazało się to krytyczne dla całego dnia.
Janek wystartował jak Kamil zazwyczaj. Nie oglądał się za siebie, nie zapiął się choć wiało, nie chciał rękawiczek, bo on trzymał przecież kartkę! W oczach dodatkowo miał kompas i mapę :) Nigdy tutaj nie byliśmy a szedł dobrze!!! Jeszcze pokazywał ręką, gdzie trzeba iść. To była motywacja. Trochę się pościgali z Kamilem. Raz był jeden z przodu, raz drugi. My za to byliśmy poddani “hałasowi” każdego z synów, który został z tyłu z nami. Och jakby było piękne mieć pilota z wyciszeniem głosu w tym lesie :)
U Janka kartka znaczyła wszystko. Czytał stale i powtarzał nazwę Bucznika, pierwszego szczytu. Szliśmy na skróty, bez szlaku, ale drogą która pozwalała na duży luz. Kamil pierwszy skończył podchodzenie. Od razu skierował się we właściwym kierunku, skąd te nasze dzieci znają i czują tak mocno topografię.
Po drugiej stronie doliny Łazek, mieliśmy stamtąd schodzić. Jednak ważniejszy był nasz pierwszy szczyt. Wspaniała sprawa, to że w tych górach nawet szczyty poza szlakiem mają swoje oznaczenie i co jest jeszcze fajniejsze tabliczki z kamienia. Janek od razu temat podłapał i koniecznie chciał byśmy zrobili mu z tym kamieniem-oznaką szczytu, zdjęcie. Po prostu to jest fajny, nietypowy pomysł.
Gdy już myśleliśmy, że skończyło się podejście, niewybitne ale intensywne, to by wejść na kolejny szczyt Wielką Polanę, musieliśmy znów iść do góry . Dzieci obeznane w górach, choć tutaj były pierwszy, raz pogoniły do przodu i trzeba było jakoś je gonić. A tutaj to było gorąco, to było zimno. Trudno było się zdecydować jak iść ubranym. Janek z kartką w ręku o niczym nie chciał słyszeć tylko o Wielkiej Polanie, która stała się nagle wielkim świerkowym lasem…w którym był kamień z nazwą szczytu. Było dużo radości z tego tytułu i nasz 995 szczyt został zdobyty. Janek już liczył. Nawet gdy jadł to liczył i czytał kartkę. Będzie trzeba o tej kartce pamiętać stale.
Kolejny szczyt Przykra, był nie do wymówienia dla Janka, dla mnie nie do zapamiętania. Jednak najpierw doszliśmy do żółtego szlaku, a tam pełno psów. Janek nie mógł sobie odmówić socjalizacji z nimi i jego właścicielami. Gdyby nie jednoznaczny cel, patrz kartka, to nie poszlibyśmy dalej, jak znam Janka. Uciekliśmy w bok, by jakoś na ten szczyt wejść i w ten sposób go obeszliśmy dookoła. Tam znaleźliśmy tabliczkę z nazwą tuż przy szlaku.
Okazało się, że to miejsce, niebieski szlak na Błatnią, kolejny nasz szczyt do zdobycia, to jak droga na Śnieżkę. Fajne grupki ludzi z psami, bardzo różnych, małe tłumy. Janek z każdym pogadał, przedstawił się, że jest “turystyczny” i idzie do schroniska. Pan Aleksander, Pani Kasia, Pani Małgosia wszyscy bardzo życzliwi chętnie rozmawiali z Jankiem. My jednak “skrótowcy” oderwaliśmy się od grupy, by skorzystać ze skrótu oczywiście na Błatnią.
Najpierw zobaczyliśmy coś wyraźnego na szczycie, ale co to było nie umieliśmy zgadnąć. Dopiero jak doszliśmy, oglądając przy tym świetne widoki, okazało się, że czeka na nas tron…do zrobienia zdjęcia z kolejnego szczytu.
Z Błatnej widać daleko i inaczej niż zazwyczaj. Pani Kasia zrobiła nam zdjęcie rodzinne ze szczytu, więc mogliśmy pobiec po magnes oczywiście i pieczątki do schroniska na Błatniej, w którym nigdy nie byliśmy.
Kamil oczywiście odmówił wejścia bo ludzie. Asia po chwili wyszła bo gorąco, a Janek? Cóż bez pieczątki i magnesa, wyprawa nie mogłaby być zaliczona. Dzielnie czekał, a potem było szaleństwo wyboru i robienie pieczątek w książeczce. Świetne mają.
Kolejny szczyt był przed nami: Wielka Cisowa. Wyjście ze schroniska pokazało wielką łąkę i ludzi idących przez tą łąkę. Nie zapowiadał się, żaden szczyt. Za to znów pojawiły się pieski od wielkiego czarnego nowofunlanda, owczarka niemieckiego, labradory,po małe yorki. Janek próbował z właścicielami piesków porozmawiać i pogłaskać je. Nawet to się udało. Zniknęły, to i on zajął się swoją żółtą kartką i zaczął szukać szczytu….biegając po “stołach”.
Słupek z oznaczeniem pojawił się tuż przy szlaku…ale to na pewno nie był najwyższy punkt tej hali. Kamil choć nie rozumiał, poszedł za mną by szukać na szczycie kamiennej tabliczki z nazwą szczytu. Była to Wielka Cisowa.
Nie było to proste, takie “zimno, ciepło”, ale udało się. Janek nie mógł odpuścić zdjęcia, choć nie dało się wejść obok tabliczki. Jakoś się udało.
Kolejny szczyt Mały Cisowy miał być wyraźną kopułą. Tylko gdzie? Kamil wyrwał do przodu tak mocno, że baliśmy się ominąć szczyt. Owszem znaleźliśmy go w końcu, ale na drugiej hali. Gdy w miejscu gdzie GPS pokazywał nam szczyt nie było ani tabliczki, ani kamienia, Janek trochę zwątpił.
Sukces jednak w poszukiwaniach odnieśliśmy wracając na szlak. Tam czekała na nas tabliczka. To był 999 szczyt. Na szlaku opustoszało.
Pojawiły się kamienie. Kamil to szedł, to hamował i próbował negocjować kolejną koszulkę. Gdy się nie udawało przyspieszał. Janek nie mógł się doczekać , kiedy będzie ten Czupel. Widać było wyraźnie, że jest, ale gdzie? Już się martwiliśmy. Jedyni turyści na szlaku to byli rowerzyści, którzy sprawnie nas omijali pędząc. Kto nam zrobi zdjęcie na naszym 1 000 szczycie, który po raz pierwszy zdobyliśmy?
Udało się. Jak wyciągnęliśmy nasza kartkę prezentującą, że to jest nasz 1 000 szczyt, pojawili się turyści, którzy chcieli zrobić nam zdjęcia. Pytali się co to oznacza. Gdy dowiadywali się, to słyszeliśmy słowa uznania, było to miłe. Janek jednak nie czekał i nie dał szans na celebrowanie tego momentu. Kamil także, nagle odpoczął i chciał już iść do auta. Dla nich 1 000 nie oznaczało na tyle dużo, by to zrozumieć. Łazek czekał z kartki Janka i trzeba było wejść na ten świetny, widokowo szczyt.
Konieczne było zdjęcie z tabliczką z kamienia kolejny raz. Było. Tak zaczęliśmy drugi tysiąc naszych szczytów: 1 001 szczyt został zdobyty :)
Potem były już tylko skróty, wszystko na skróty. Nawet markowe pajacyki były na szybkiego, ale były! Żółta karteczka nie była potrzebna można było biec. Janek miał bardo dużo sił. Zmienił się na lepsze i to jest fajne. Kamil był jak zwykle wyśmienity. Może to dzięki górom?
My nie kończymy, a może zaczynamy nasza górską przygodę. Ci którzy wierzyli w nas, mam nadzieję, nie zawiedli się. Ci którzy uwierzyli w to, że osoby z ZD nie są w stanie chodzić po górach, dzisiaj mogą mieć problem z utrzymaniem tej tezy, choć prawie 20 lat temu tak myśleli. Góry stały się naszym domem, gdzie odnajdujemy to czego nie znajdujemy na nizinach. Są wspaniałe!
Na koniec tego pierwszego tysiąca, chcę podziękować mojej wspaniałej Asi, która nas inspiruje i challenge’uje. Gdy stanęliśmy na Czuplu, to Asia zapowiedziała, że to dopiero początek i czeka nas drugi tysiąc. Dziękuję Asiu za to, że wierzysz w te nasze góry. Nie mogę tez pominąć Chłopców. Ich życie to góry. Są lepsi w tym niż się spodziewaliśmy, sięgają wyżej, gdzie po prostu nie mieli prawa być. Patrząc na nich, na Asię przypomina mi się cytat wielkiego Churchila:
“NIE, TO NIE JEST KONIEC. TO NIE JEST NAWET POCZĄTEK KOŃCA. ALE MOŻE, KONIEC POCZĄTKU.”
Wam, dziękuję za wsparcie. Dziękuję wszystkim tym, którzy pomagają nam zdobywać góry. Dziękuję Wam za to, że na szlaku zawsze macie czas by spotykać się z nami i zaakceptować to, że jesteśmy tak samo wysoko jak Wy. Do zobaczenia w górach.
Ps. Oto wpisy z naszych pierwszych wejść, do po studiowania, gdy Janek miał 6 lat. Dla inspiracji.
https://www.zespoldowna.info/jas-na-szczelincu.html
https://www.zespoldowna.info/










































































