Iwański Wierch i Płazowski Wierch na Podhalu.

listopad 12, 2025 by
Kategoria: Nasze Góry

W Tatrach loteria a nie pogoda. My zaczynaliśmy nasz długi weekend z chęcią zdobycia czegoś nowego i musieliśmy się wkomponować w pogodę. Udało się…na Podhalu, na Pogórzu Gubałowskim, a nie w Tatrach.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pog%C3%B3rze_Guba%C5%82owskie

Wystartowaliśmy z Witowa, z parkingu przy Witowiance. Naszym celem była ta część pasma, której do tej pory po prostu nie przeszliśmy. Byliśmy już na Palenicy Kościeliskiej, Butorowym, Gubałówce…ale na Iwańskim Wierchu i Płazowskim Wierchu jeszcze nie. To najdalej na zachód położona część tego pogórza.

IMG_4227 IMG_4228 IMG_4230

Zaczęliśmy ciężko. Kamil jak zwykle mocno do przodu, Janek jak zwykle mocno z tyłu i tylko biegające psy pomagały mi utrzymać chłopaków w całości. Jak jakiś mały wyskakiwał w kierunku Kamila to wiedziałem, że dojdziemy do niego, gdyż Kamil po prostu “hamował”. Gorzej, że wtedy Janek tak przyspieszał, że aż mnie ciągnął, byle być dalej od psów. Przechodziliśmy przez swojsko brzmiące przysiółki: Zagrody Witowskie, Rąbanisko. Od razu widać było wszystko w najpiękniejszej wersji: Tatry zaśnieżone z jednej strony, Babią w chmurach z drugiej. Oczywiście oprócz nas nie było nikogo, przepraszam oprócz nas i psów nie było nikogo na trasie.

IMG_4231 IMG_4232 IMG_4233

Chciało się powiedzieć, że się zgrzaliśmy. Kamil pierwszy próbował coś ściągnąć, ale podmuchy wiatru z gór nie pozwoliły na takie szaleństwo. Z jednej strony byliśmy spoceni, podejście zrobiło swoje, z drugiej czuć było wiaterek aż na plecach. Szliśmy w słońcu. Janek gadał, Kamil jeszcze więcej. Czasami mam tego dość, co obydwaj mówią do mnie, bo są to rozkłady aktywności dziennej i nakazy zakupowe, powtarzane tysiąc razy na godzinę. Tak było też teraz. Uratowały mnie psy i owce.

IMG_4234 IMG_4235 IMG_4238

Najpierw Janek zauważył trzy psy biegnące na niego. Spanikował i to mocno. Jakby mógł to by wszedł mi na czubek głowy. Kamil kompletnie “olał” je i być może to był błąd. Jednemu pieskowi to się nie podobało i zaczął podskakiwać do łydki Kamila. Nie wiem co by było, gdyby nie osoba prowadząca stado owiec. Coś zrobił i psy nagle okazały się serdeczne, ciepłe i towarzyszące…ale nie próbuj podchodzić do owiec. Janek już miał pogłaskać jednego, a tutaj nagle usłyszeliśmy warczenie, chyba matki. Bezpieczniej było pójść dalej.

IMG_4239 IMG_4240 IMG_4241

Kamil dobrze wyczuł sytuację bo pognał do przodu za las. Okazało się, że na dużej hali mały pagórek to nasz Iwański Wierch. Świetne miejsce! Zrobiliśmy zdjęcie i zaczęliśmy iść dalej. Po chwili schodzenia w dół, mieliśmy wchodzić mocno do góry. Wtedy pojawiły się cztery psy, tym razem bez stada owiec i przewodnika. Kamil znów miał je w nosie i to chyba powodowało, że aż dwa miały ochotę go ugryźć w łydkę. Jednak tak jak się pojawiły, tak zniknęły. Janek tym razem nawet nie zdążył się przestraszyć, a Kamil dalej jakby nie widział tego co przed chwilką się działo. Miejsce było super urokliwe.

IMG_4242 IMG_4243 IMG_4244

IMG_4245 IMG_4247

Kończyły nam się jednak już polany. Dochodziliśmy powoli do czarnego szlaku…Kamil nadający, Janek jeszcze bardziej. Jakbym miał pilota, to chętnie oba nadajniki bym wyłączył, a tu nic. Janka próbowałem zaangażować w Tatry i konkurs jaki to szczyt. Nic z tego. Kamil włączył, że mamy nie ma i tutaj nie szło go zmienić. Szliśmy i uratowało mnie błocko. Nie da się iść i gadać, gdy tyle błota na szlaku, jak zwykle pod Mietłówką. Tam już kiedyś byliśmy :)

https://www.zespoldowna.info/palenica-koscieliska.html

IMG_4249

IMG_4252 IMG_4253

Poszliśmy dalej czarnym szlakiem, ale postanowiliśmy zdobyć Płazowski Wierch. Odbiliśmy ze szlaku i zaczęliśmy go szukać. Przyznam się, że po raz drugi dopiero w życiu mieliśmy problem z określeniem gdzie ten szczyt jest, ale skoro na geoportalu i mapy.com był to zrobiliśmy sobie z niego zdjęcie znów widokówkowe na Tatry. DO naszej listy dopisaliśmy zatem dwa kolejne szczyty i mamy ich już 932.

IMG_4256 IMG_4257 IMG_4258

IMG_4260

Jak to my, postanowiliśmy zejść do Witowa na skróty. Wybór ścieżki był rewelacyjny. Szło się z bananem na ustach i nawet chłopcy, w szczególności Janek dopinali się o pajacyki. Próbowaliśmy wystartować razem, ale coś nam nie poszło. Jak Kamil wznosił się, to Janek jeszcze był na ziemi. Musimy temat przetrenować jak nic.

IMG_4263 IMG_4264 IMG_4265

Już mieliśmy dochodzić do szlaku czarnego, gdy nagle cztery, znów!, psy wyskoczyły na nas. Oj tym razem mały czarny już gotował się ugryźć Kamila w łydkę. Na szczęście był właściciel i bardzo szybko przywołał psy do porządku. Od tego momentu, nasz marsz w dół był bardzo szybki, w ciszy, byle dalej od psów.

IMG_4266 IMG_4267 IMG_4268

Podsumowując…gdyby nie psy i hałas generowany przez synów, byłby to najfajniejszy szlak na rozgrzewkę, jaki znam. Mimo to, cieszy mnie że przeszliśmy hale, niesamowite, gdyż nas to świetnie przygotowało na kolejne wyprawy. Polecam.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...