Ostre w końcu zdobyte!
październik 6, 2025 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Czy w Beskidzie Śląskim są szlaki, gdzie nie ma turystów? Są i to takie, po których warto trochę pobłądzić.
Sobota rano, w Lipowej-Ostre miejsca parkingowe zajęte, wszyscy idą na Skrzyczne, Malinowską Skałę. My podjechaliśmy dalej, do zielonego szlaku. Przy nim na parkingu tylko 2 samochody. Naszym celem w końcu jest góra Ostre, na którą już raz próbowaliśmy wejść…i nie udało się. Asia tylko przypominała, że wszystko co ma w nazwie ostre, nie musi być łatwe do zdobycia! Szacun przed górami i w drogę.
https://www.zespoldowna.info/koscielec-znajduje-sie-w.html
Chłopcom humory dopisywały…choć już na starcie było do góry, jak to w górach. Skrzyczne w chmurce, nad nami słońce, a nam zimno jak diabli.
Wejście do lasu i mały szok. Kamienie, szlak jak w porządnych górach. Nie tylko szło się do góry, ale trzeba było uważać, jak się idzie. Rozgrzaliśmy się od razu i był czas na przebieranie się. Janek idealnie opanował nazwę naszego celu: Ostre. Kazał sobie opisać cały plan przejścia i szybko powtarzał szczyty do zdobycia i liczył. Mieliśmy zdobyć 6 szczytów w tym Ostre, Muronkę, Magurę Radziechowską, Cebulę, Jaworzynkę i najtrudniejszy ortograficznie szczyt w Polsce chyba, Wytrzyszczona. Pisząc sam się tym zmęczyłem.
My zeszliśmy z zielonego szlaku na ścieżkę, która miała prowadzić na szczyt Ostre. Przebieraliśmy się po kilku krokach znów, bo było ostro. Ścieżka nagle skończyła się i była już ścieżynką. Tam nas Ostre dopadło. Ponad 370 m podejścia na 2 km dystansie zmęczyło. Nie było łatwo podejść, ale zdziwiliśmy się, gdy wyszliśmy na pięknie utrzymaną łąkę z domkiem. Szczyt odkryliśmy dzięki GPS, gdyż w tak fajnym miejscu tabliczki nie było. Jednak tutaj mieszka wiele osób od czasu do czasu w tych drewnianych chatkach, bo takie widoki na Babią to się nie zdarzają zbyt często. Janek stwierdził, że tam jest śnieg, na Babiej, Kamil że trzeba odpocząć, to jedliśmy zasłużone śniadanie.
Wtedy pojawił się wiatr.
Z powrotem ubieraliśmy się, nie było wyjścia. Długo tak nie szliśmy i znów się przebieraliśmy na lżejsze jednak. Wyszliśmy na piękne słońce i na piękne polany. Janek kazał wyciągać mapy i mówić, jaka góra przed nami i którą zdobędziemy.
Od prawej czekała na nas Muronka. Wydawało się, że Beskid nie może być wysoki i wybitny, a tutaj Ostre zmęczyły, a Muronka nie wydawała się być łatwiejsza jakoś. Nawet nie wiedziałem, jak istotne będzie słowo “wydaję się” w dniu dzisiejszym. Jankowi pokazałem za to, że na drugiej stronie czekają na nas Jaworzynka i ta najtrudniejsza ortograficznie góra w Polsce.
Kamil jak to on, gonił do przodu. Ciągle gadał, a wiatr się zmagał. Im był silniejszy, tym Kamil gadał więcej. Było to trudne do wytrzymania, ale przy takiej zmianie pogody lepsze było to, niż każda inna reakcja. Pojawiły się Skrzyczne. Janek od razu rozpoznał i do mnie: “Wyślij do Mikiego, bo tam trzeba iść!” Została informacja do Mikiego i jego Rodziców oczywiście wysłana.
Z tej strony Skrzycznego nie podziwialiśmy, ale szybko to się skończyło. Mieliśmy znaleźć ścieżynkę na szczyt Muronki. Nie było łatwe znów. Wydawało się, że będzie to oczywiste, ale przyroda troszeczkę schowała dróżkę. Janek chciał być pierwszy i dotarł tam pierwszy. Tutaj już była tabliczka.
Znów wyczerpani musieliśmy odpocząć. Rozsiedliśmy się przy muchomorkach, by było weselej. Na ten moment nie spotkaliśmy, żadnego turysty i Janek chyba potrzebował też sobie trochę pogadać. To jadł i gadał. Kamil jadł i gadał. Oj nie było cicho!
Z Muronki mieliśmy wrócić na zielony szlak i wydawało się, że do kolejnego szczytu, Magury Radziechowskiej, nic się nie zdarzy. Po pierwsze, Janek z radością przywitał się z turystami, których wreszcie spotkaliśmy. Po drugie, znów było do góry. Kamil z radością powitał coś, co wyglądało na szczyt. Zdziwił się, gdy musieliśmy pójść dalej czerwonym szlakiem by go w końcu zdobyć…i było jak w Karkonoszach.
To była zmyłka. Szczyt, jak się okazało, był kilkadziesiąt metrów dalej, niż wskazywała to tabliczka. Były piękne widoki na szczycie i jeszcze lepszy skrót w dół od niego.
Tym razem bez odpoczynku szliśmy, by zdobyć kolejny szczyt. Jak z Jankiem analizowaliśmy trasę na szczyt o nazwie Cebula, nagle Kamil się włączył z powtórzeniem nazwy szczytu: “Cebula”. Był wyraźnie z tego zadowolony. Przemówił na temat i celnie!
My byliśmy zadowoleni z krajobrazów. Zobaczyliśmy ośnieżone Tatry. Przechodziliśmy przez zupełnie inne drogi, niż do tej pory. Kamil był wyraźnie zaskoczony “kanionami”, które musiał pokonywać. Janek też zobaczył Tatry i…”Tato, gdzie Cebula?”
Zamiast szczytu pojawiła mu się Hala Radziechowska. Piękna i szkoda, że wcześniej na nią nie trafiliśmy. Wiatr nas jednak z niej przegnał. Wywiewało na tyle mocno, że tylko 2 osoby spotkaliśmy w tym miejscu. Janek z radością się przywitał, zrobił w ten sposób świetne wrażenie…tak jak Skrzyczne w oddali, albo Mała Fatra po drugiej stronie.
…ale wciąż było to pytanie: “Gdzie jest Cebula?” bez odpowiedzi. Trzeba było szukać ścieżki. Na mapie jej nie było, ale w internecie było napisane, że takowa jest. Szukaliśmy i znaleźliśmy od czerwonego szlaku. Była tabliczka z podwójną nazwą. Okazało się, że Cebula to też Magurka. W ciszy jaka zapanowała na szczycie, bez wiatru, trzeba było podładować bateryjki. Czekały nas teraz tylko dróżki i to graniowe by wrócić do parkingu!
Biedronka powiedziała, że będziemy mieć szczęście i poszliśmy przed siebie w kierunku niebieskiego szlaku. Wrażenie jaki sprawiał…busz, ścieżka przez busz i to w kanionie!
Janek nie dyskutował, tylko chciał być pierwszy. Niestety wejście na Jaworzynkę nie było proste. Znów na mapach nie było ścieżki, trzeba było ją znaleźć. To była najtrudniejsza do znalezienia na pewno. W końcu trafiliśmy na nią i szliśmy. Kamil wciąż gadał, bo się zmęczył podejściem. Janek gadał, bo był zaskoczony miejscem, gdzie się znaleźliśmy z wychodniami skalnymi i typowym przejściem grzbietowym. Nie było tabliczki, ale był słupek. Tam zrobiliśmy sobie zdjęcie. Ścieżka prowadziła dalej, więc wykorzystaliśmy ją by prościutko trafić na..najtrudniejszy ortograficznie szczyt w Polsce. Janek jego nazwę opanował doskonale, ja nie próbuję.
Znów zobaczyliśmy Skrzyczne, jednak nie było czasu na podziwianie. Kamil był wyraźnie wkurzony, bo ścieżka się wiła po skałkach, zarastanych przez jagodowiska i nie czuł się komfortowo.
Zeszliśmy idealnie na drogę leśną. Janek jak zobaczył, że to prosta droga na naszą WYTRZYSZCZONĄ gonił, bo on pierwszy. I był.
Pięknie jest zdobyć 6 szczytów w ciągu dnia. Daje nam to już kolekcję 924 zdobytych razem. Jednak gdy wydawało nam się, że to będzie proste zejść, zaczęło się dziać.
Najpierw były widoki i uśmiechy. Potem przestaliśmy się śmiać jak zobaczyliśmy tą skocznię w dół!
Pierwsze kroki nie były jeszcze problemem. Potem to Kamil zaczął się bać i oczekiwał mojej pomocy. Janek chwytał się Asi. Każdy krok źle postawiony i można było się zdziwić goniąc w dół.
Gdy zeszliśmy ze skoczni i wydawało się, że za nami najgorsze, znów w dół jak to w górach, tylko mocno. Tutaj Kamil już był odważny. Janek pożyczał Asi kije i próbował schodzić sam, ale to była wyrypa z wydawałoby się małej górki, ale ponad 200 m w dół!
https://pl.wikipedia.org/wiki/
W końcu dotarliśmy do cywilizacji. Janek namówił Kamila na pajacyki, ale synchronizacji “Markowej” tutaj nie było. Gdy jeden latał, drugi nawet nie wystartował. Popatrzyliśmy jeszcze na zbocze, którym schodziliśmy i poszliśmy na parking.
Przez cały dzień spotkaliśmy 12 osób. Owszem, wiatr mógł wystraszyć turystów, ale i to że korzystaliśmy ze ścieżek, które niekoniecznie muszą być turystyczne, spowodowało ich brak. Było to niezwykłe wydarzenie i tak obce w centrum turystycznym jakim jest Beskid Śląski. Nawet nasz kolega, mieszkający niemalże przy szlaku zdziwił się Cebulą, o takiej górze to on nie słyszał.
Cóż zatem zostaje? Zapraszamy Was do Beskidu, bo tam Kościelec i Cebula obok Ostre, Jaworzynka i Wytrzyszczona. Niezły układ.






































































