Rodzice z Kamilem luzują od stresów w Karkonoszach.

grudzień 8, 2025 by
Kategoria: Nasze Góry

Skoro Janka nie ma, nie musi to oznaczać że zostajemy w domu. Pogoda była zapowiadana na zmienną, ale nie zatrzymało to nas. Asia zaordynowała Śnieżkę. Pojechaliśmy, choć dzięki Jordanowi który ostrzegł nas przed lodem i pogodą w Karkonoszach, zatrzymaliśmy się w Kowarach by przejść pętlę przez Skalny Stół. Raz już prawie to zrobiliśmy i było to odkrycie.

https://www.zespoldowna.info/wolowa-goraa-potem-na-obiad.html

Tym razem Wołowa Góra i Łysa Góra były w kołderce chmur i widać było jak wiatr targa nimi. Cóż plan był, dobre ubranie i mieliśmy cel osiągnąć w pogodzie, jak zwykle.

IMG_4615 IMG_4617 IMG_4621

Pogoda może i była. Ciepło nawet na termometrach, ale wiatr to wszystko zmieniał. Poczucie zimna, lód w każdym miejscu, było wyzwaniem, tak jak skrót do Żółtej Drogi, 145 m do góry na dystansie 615 m. Kamil od razu przestał gadać, tylko zgiął się i szedł swoją ścieżką, bo on ją jak zwykle pamiętał. Jak weszliśmy na Żółtą Drogę, to on już szedł sam, wiedział gdzie. Przyszedł czas na luz. Nie trzeba było patrzyć do tyłu. Nie trzeba było gadać do przodu. Nie trzeba było martwić się marudzeniem. Szliśmy patrząc na to co przed nami.

IMG_4627 IMG_4630

Kamil szedł sobie w ciszy, też luzował, i my to docenialiśmy. Jakie to inne. Kamil jak zwykle zatrzymywał się na skrzyżowaniach dróg/szlaków. Intrygowały nas ślady…wilka jak nic, tak stwierdziliśmy w domu. Nie przeszkadzało to nam idąc równym tempem w kierunku Wołowej Góry, naszego odkrycia z przed 3 lat. Jednak pierwszy “skalny” szczyt to Łysa Góra. Była dla nas tylko informacją, że będzie to ten moment, gdzie będzie skrót. Luz to też zmęczenie. Podejście tutaj było dobrym wysiłkiem, który nie “zarzynał”, a wymuszał. Fajnie się tak szło.

IMG_4634 IMG_4637

Na Wołowej Górze najważniejsze są przesieki dla paralotniarzy. Ostatnim razem byliśmy zaskoczeni widokami z tych miejsc. Tym razem zamurowało nas, gdy patrzyliśmy na “wyspy” w kotlinie. To był kolejny luz. Jednak długo tam nie dało się wysiedzieć. Wiatr hulał i przesuwał. Szybko schodziliśmy w dół, by gdzieś się schować, wypić herbatę i zjeść, choć w głowie został ten widok aż po Góry Kaczawskie.

IMG_4644 IMG_4645 IMG_4647

Popatrzyliśmy jeszcze na naszą grań i Skalny Stół. Z tej strony wyglądały mało zachęcająco w tych chmurach pędzonych przez bardzo zimny wiatr. Kamil zdecydowanie chciał wracać, nie lubi jak mu wieje w twarz. Jednak jak już doszliśmy do zielonego szlaku, las nas osłonił i wszystko wróciło do normy. Kamil schodząc po lodowej tafli do kogoś coś mówił, po raz pierwszy tego dnia, a była to pierwsza grupa turystów jaką spotkaliśmy na naszej drodze.

IMG_4650 IMG_4652 IMG_4655

To był ten moment, gdy zatrzymał się. Nagle dotarło do nas że jest tutaj szlak jakim jeszcze do tej pory nie chadzaliśmy na Ponure Kaskady. Uciekliśmy od “lodowiska” do Budnik, by sprawdzić jak one wyglądają i to był dobry ruch. Schowane, niemalże przez świerki, kaskady to zupełna odmienność w tej części Karkonoszy. Podobała się.

IMG_4660  IMG_4664 IMG_4666 IMG_4667

Ponure Kaskady trochę nas zaskoczyły swoją innością, ale też skróciły nasze dojście do żółtego szlaku na Skalny Stół. Jak tam dotarliśmy, szybciej niż przez Budniki, to zobaczyliśmy lód na lodzie po prostu pnący się do góry, a grupa czeskich turystów schodziła od drzewa do drzewa. (Dziękuję Jordan jeszcze raz!). Raczki tutaj nie do końca pomagały.

IMG_4671

Kamil koniecznie się dopytywał, czy już idziemy do auta. To z wysiłku tytułem lodu i podejścia, które tutaj jest wymagające. Asia szukała końca. Już wydawało się, że to koniec, a tu dalej trzeba było stale iść do góry, jak to w górach. To był taki ostateczny luz :) Dawało w kość każdemu. Widoki jakie mieliśmy wynagradzały za to ten wysiłek jaki trzeba było włożyć, by wejść tak wysoko jak my to zrobiliśmy.

IMG_4674 IMG_4677

Mamy jak zwykle do pogody szczęście. Wszędzie hula wiatr, a u nas nie. Popatrzyliśmy na Śnieżkę, a jej nie było w chmurach. Mieliśmy luz jedząc i patrząc na kotlinę, schowani przez skałki i świerki.

IMG_4679

Jak już kończyliśmy odpoczywać wiatr znów się zmógł. Kamil był od razu gotowy do zejścia. Jeszcze popatrzyłem na Śnieżkę i choć jej nie zobaczyłem, to widziałem spektakl który warto było zobaczyć. To był mój luz.

IMG_4685

…a potem trzeba było tylko uciekać. Kurtki zmienione na warunki ekstremalne (nasze mają takie opcje), a przecież na dole było plus 5C! Kamil jak zwykle do przodu i już myśleliśmy, że chmury go przykryją. Mieliśmy szczęście, uciekały przed nami.

IMG_4687

IMG_4688

Do Czoła tak wiało, jak w najlepszej zimie. Zejście było lodowate i tylko dla odważnych. Schodki były tak pokryte lodem, że raczki nawet nie trzymały. Kamil sam dał radę! Zejście na Okraj było bardzo radosne, bo tutaj nie wiało!

IMG_4695 IMG_4696

IMG_4707

Zejście do Kowar trochę mniej. Nagle wszystko zaczęło płynąć. Kamil szedł strumieniem, a nie szlakiem. Dobrze że ten wariant żółty-czarny szlak dość szybko kończył się i wchodziło się na drogę asfaltową przy czarnym. Przy bardzo dużym spadku zbiegało nam się w dół szybko i bardziej niż schodziło. Kamil był szczęśliwy, a jak jeszcze usłyszał, że jego plan dnia zostanie zrealizowany, to był tak cichy, że aż miło. To był jego luz.

IMG_4708 Screenshot IMG_4712

Na koniec pogoda była z nami. Tak świetnie pomalowała Karkonosze, że aż nie chciało się wracać, to był widok! Odpoczęliśmy i to było potrzebne.

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...