Wielka Łomnicka Baszta na rozgrzewkę.
sierpień 10, 2025 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
To była wyprawa jakiej do tej pory nie uprawialiśmy. Jednak służyła właściwym, aklimatyzacyjnym celom, czyli dostosowania się do Tatr. Wybraliśmy się do Tatrzańskiej Łomnicy po słowackiej stronie, by wjechać kolejką tak wysoko jak się to da…i dało się.
To nie jest typowe dla nas byśmy zdobywali szczyt za pomocą kolejki, ale skoro jest taka możliwość, to dlaczego by nie. Chłopcy rozbawieni, Janek szczególnie zainteresowany nie mógł się doczekać. Na starcie do Skalnatego Plesa była wielka “sofa”, a potem wagonik. Nie było tutaj problemów, choć niepewność w oczach była duża. Jednak jak Janek zobaczył, że na Łomnickie Siodełko będziemy jechać krzesełkiem, to na wszelki wypadek wczepił się w moje ramię i jakoś pojechaliśmy. Świetnie sobie poradził z trzymaniem plecaka i bez problemów z wejściem i wyjściem. To był jego pierwszy raz tego typu.
Dla Kamila wydarzeniem była czerwona kolejka kursująca na Łomnicę, niesamowicie kontrastująca na tle Huncowskiego Szczytu. Wielkość tych gór, widok w dół robił swoje…ale chłopcy byli gotowi do zdobywania Wielkiej Łomnickiej Baszty 913 naszego wspólnego szczytu o wysokości 2 214 m npm.
Na górze zaskoczenie, bo jak na Kasprowym z tym, że ludzie w porządnych butach. Nasz szczyt był z daleka widoczny i wyglądał niczym grzebień koguta, ale widoki na Dolinę Małej Zimnej Wody i górujące nad nią szczyty zrobiły wrażenie. Po to się chyba tutaj wjeżdża, gdyż wszyscy stali patrząc właśnie tam…a nie na górującą Łomnicę.
Przejście na szczyt prowadzi fajnym górskim chodnikiem. O tym, że jesteśmy pod tym właściwym miejscem powiedziała nam miła turystka, wskazując na czerwoną farbę oznaczającą szczyt.
To był ten moment, gdy popatrzyliśmy na Łomnicę, a potem znów daleko na Teryho Chatę i Dolinę 5 Stawów Spiskich. Asia wypatrzyła Lodową Przełęcz. Stąd widać jak jest ona wysoko położona obok Lodowej Kopy. Można było stać i słuchać jak Janek mówi: “Byłeś!”, “Byłeś!”. Wszędzie tam gdzie szlak prowadzi Janek był w tych górach.
Doszliśmy na koniec grzebienia. Trzeba było odpocząć i zjeść śniadanie nasze górskie. Zaskoczyła nas kozica, która postanowiła sobie odpoczywać koło nas. Jednak chyba było za dużo hałasu, bo szybko jednak odeszła w swoje miejsce z dala od ludzi.
Powrót był pod znakiem Łomnicy, górującej nad wszystkim. Tam nas jeszcze nie było, ale kto wie. Kamil ucieszył się widząc czerwoną kolejkę, bo to znak że my też zjeżdżamy. Janek za to na krzesełku podziwiał świat, gdzie tylko mógł sięgnąć swoim wzrokiem. Pytał się o miejsca które nie znał i to było fajne.
Wyprawa zajęła nam 4h oglądania wszystkich tych miejsc jakie były na naszej trasie. To był najłatwiej zdobyty dwutysięcznik, ale wart był tego. Rozruszaliśmy nogi po miejskim życiu i byliśmy już gotowi do zdobywania nowych miejsc w Tatrach kolejnego dnia.






















