Bukowiec, Stroma, Głazowisko w Górach Suchych
lipiec 14, 2025 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Pogoda…nieprzewidywalna. W takiej sytuacji mamy zawsze dwa kierunki: Góry Opawskie (ostatnio były) lub Góry Suche. Tym razem wybraliśmy te drugie. Przez ponad dwa tygodnie nie było nas w górach, więc braliśmy każdą możliwość w ciemno…i tak pojechaliśmy do królestwa, gdzie naparstnice rządzą i są piękne!
Zaczęliśmy jednak od jaśminu, który był tak pachnący, że musiałem go uwiecznić. Wydawało mi, że już zdobyliśmy wszystkie ścieżki i szczyty w Górach Suchych. Jak się okazało, jednak nie. Naszym celem stały się Głazowisko i Stroma w Masywie Stożka Wielkiego, nasz 911 i 912 szczyt do kolekcji…a kwiaty szalały, nawet nie wiem jak się nazywały, ale był to prawdziwy ogród botaniczny.
Chłopcy, gdy dowiedzieli się jak mają iść, to nie za bardzo czekali na nas. Wiedzieli, gdzie ich droga, byli tutaj kilka razy przecież. Janek poinstruowany, że nie ma marudzenia i człapania, szedł fantastycznie. W końcu miał to być trening przed jesiennymi wyprawami w Tatry. Zaskoczyliśmy synów, gdy poprosiliśmy ich, by skręcić do Sokołowska. Nie spodziewali się tego, a my szukaliśmy drogi na Głazowisko. Pierwszy ze szczytów, na którym po prostu nie byliśmy do tej pory.
Wejście na Masyw Stożka, gdzie Głazowisko jest zlokalizowane, nie było trudne. Gorzej, że po takiej przerwie mieliśmy wszyscy zadyszkę, a nie powinna się ona nam zdarzyć :) Wchodziliśmy do królestwa naparstnicy, kwiatka, który zawsze będzie mi się kojarzył z Górami Suchymi. Był wszędzie, w różnych kolorach i zachęcał do podziwiania, jednak bez dotykania!!!
Patrząc na mapy.cz wydawało się, że na nasz pierwszy szczyt wejdziemy bez problemu, znajdziemy tabliczkę i będzie super. Po pierwsze, szczyt na mapy.cz był gdzieś indziej, niż powinien być. Po drugie, nie było jednak ścieżki…a naparstnice były większe od nas!!!! Była przygoda, było błądzenie, wracanie, aż w końcu się udało w najmniej oczywistym miejscu! Była radość, gdy znaleźliśmy tabliczkę!
To wydawało nam się przygodą, rozbawiającą Kamila na maksa. Podejście na Stromą, było jednak ekstremalnym zdarzeniem. Oczywiście Kamil po zejściu z Głazowiska pogonił na drogę i szlak. Zaskoczył nas po chwili tym, że się zatrzymał, jakby chciał iść troszeczkę inaczej, niż powinien. To miejsce, gdzie Kamil właśnie stoi na zdjęciu powyżej, nie wyglądało na ścieżkę…ale Kamil miał nosa. Zdecydowaliśmy się pójść tam. Trawy większe od Kamila. Naparstnice większe od Kamila. To była po prostu dżungla trawiasto-naparstnicowa…ale to była ta droga na szczyt!!!
Twardo szliśmy do przodu. Gdyby nie Kamil, nie zdecydowalibyśmy się na to. Kamil gadał zadowolony cały czas z tego powodu, co on nie kupi sobie na urodziny. Janek, jakby sił nie miał i przekonania…ale szedł i czasami było go widać w trawach.
Jakoś się weszło. Nawet tabliczkę się znalazło, ale trzeba było też wrócić przez coś, co było większe od nas. To było wyzwanie, które nie wszystkim się podobało! Na szczęście szczyt Stromej nie był istotnie daleko od szlaku i szybko pokonaliśmy tę przeszkodę. Wróciliśmy na szlak.
Naszym następnym celem był Bukowiec. Nigdy nie wchodziliśmy i od razu nie schodziliśmy z niego. Pogoda, czyli będzie padać, albo nie, zmusiła nas do przejścia szlakiem Dzika do północnych zboczy tej góry i tam mieliśmy na skróty jakoś dojść do niebieskiego szlaku, wejść nim, a potem od razu zejść czerwonym. Taki mały challenge, kolejny tego dnia.
Kamil uciekł do przodu, bo już nie mogliśmy go słuchać z jego historiami, co kiedy będzie kupował i robił i to w jaki dzień. Janek świetnie szedł…ale sił to on nie miał. Upewniał się tylko, że ten szczyt co on widzi, to Bukowiec i szedł. Mieliśmy przy tym dużo szczęścia, gdyż łąki były skoszone i przejście było na skróty, jak …w Bieszczadach.
Doszliśmy do naszego szlaku. Miało być łatwiej. Miało być mniej wybitnie…chyba było, niż od południowo-zachodniej strony, od Sokołowska.Kamil znów gadał, co to on nie kupi. Janek gadał, co on zje jak, wróci do auta. Skończyło się jak zwykle. Kamil pogonił na górę, a my próbowaliśmy go wypatrzyć nad nami. Niestety nie udawało się niemalże do szczytu.
Podejście z tej strony ma jedną niesamowitą zaletę. Jak się zdobędzie wysokość, to idzie się oglądając Dzikowca, Masyw Lesistej. Tam Kamil na nas poczekał i mogliśmy wspólnie przekonać się, że te chmury idą prosto na nas. Trzeba było przyspieszyć niestety.
Zrobiliśmy szybkie zdjęcie na jednym ze szczytów Bukowca, dokąd prowadził nas niebieski szlak i potem w dół, słynnym czerwonym szlakiem, który potrafi wycisnąć z niejednej osoby ostatnie poty. Z nas wyciskało zejście…ale najpierw było piękne naparstnicowe pole.
Schodziło się ciężko po wilgotnych kamieniach. Kamil potrzebował instrukcji, Janek wsparcia. Jeden zły krok i mógł być wypadek. Kamil zaczął mówić o obiedzie, Janek tak samo, co oznaczało, że już czuli tę górę w swoich nogach.
Gdy zeszliśmy na łąki, była radość. Nawet próbowaliśmy pajacyków, ale nie udało się zsynchronizować chłopaków.
Zanim doszliśmy do parkingu, mżawka nas trochę postraszyła. Szybko ubieraliśmy kurtki, bo zmokniemy. A tu znów było inaczej. Mżawka przestraszyła się naszych kurtek i przestało padać. Wyprawa nam się udała dzięki temu. Przez cały dzień spotkaliśmy tylko jedną parę. Nie padało, było fajnie, przewiewnie czyli idealnie. My znów przekonaliśmy się, że nie znamy Gór Suchych do końca…i to nas ucieszyło, bo może znów coś nowego się tutaj dla nas znajdzie. To są wyjątkowe góry po prostu.














































