Z Szerpami na Szrenicę.
grudzień 1, 2025 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Fajnie spotkać Przyjaciół. Była Marta, Jaromir, Hania, Gutek i setki dobrych ludzi. Niestety bez Asi i Janka, którzy zostali w domu, dołączyliśmy do wielkiej wyprawy Szerpów w Karkonosze. Jaromir podpowiedział nam, gdzie zaparkować by nie było tłumów, co było istotne nawet przy tej deszczowej i bardzo mokrej pogodzie. Parking, gdzie zaparkowaliśmy jako jedyni, miał swoją zaletę też w tym, że trzeba było zrobić mały trawersik do szlaku, bo po co iść normalnie przecież :)
Dotarliśmy do Rozdroża pod Kamieńczykiem i tam w wiacie czekaliśmy na Szerpów. Zostaliśmy zaskoczeni. Wypatrywaliśmy Martę, szukaliśmy naszej grupy, a tutaj wielka grupa pomarańczowych Szerpów i ich Skarbów pojawiła się przy nas. Żeby znaleźć Martę, trzeba było dzwonić :)
Ruszyliśmy z grupą do Kamieńczyka. Było na tyle zimno, że musieliśmy iść. Dopiero tam odnaleźliśmy naszą grupę, doszedł Jaro z Hanią i Gutkiem. Mogliśmy startować!
Grupa podzieliła się na wiele mniejszych. My najpierw pomogliśmy wepchnąć wózek, a potem poszliśmy do przodu. Kamil miał swoje tempo. Mijając jedną z grup spotkaliśmy Weronikę z Mamą i Szerpem. Weronika z ZD pierwszy raz była w górach i dzielnie szła razem z nami. Wchodząc oglądaliśmy kotki na zdjęciach, by potem spotkać jednego w schronisku. W ten sposób zdobyliśmy nasz pierwszy punkt Schronisko na Hali Szrenickiej.
Odpoczęliśmy wszyscy i poszliśmy dalej. Kamil jak zwykle narzucił takie tempo, że tylko patrzyliśmy kiedy się zmęczy. Tym razem z Gutkiem wchodziliśmy i szukaliśmy tego cienia, który potwierdzi, że to już Schronisko na Szrenicy.
Zdobyliśmy! Przyszedł czas na odpoczynek. Patrzyliśmy jak wielu Szerpów przyjechało z całej Polski, by wspierać ogromną ilość Skarbów. Cieszyliśmy się, że zdobywali oni Szrenicę, gdzie mieliśmy już zimę.
Kamil nie “umiał” dłużej odpoczywać. Musieliśmy podjąć decyzję o samodzielnym zejściu. Opuściliśmy Szerpów, pożegnaliśmy się z Weroniką i bardzo szybko znaleźliśmy się na dole. Nie było zimno. Śnieg topniał nam pod nogami.
Gdy doszliśmy do Kamieńczyka, zobaczyliśmy jak wielu turystów w nawet taką pogodę przybywa w to miejsce. My nawet nie hamowaliśmy, tylko dalej w dół. Kamil przecież był głodny!
Zejście zajęło nam 50 minut. Błyskawicznie zeszliśmy. To był dobry dla nas ruch, Kamil zdecydowanie pewniej czuł się sam na szlaku. Cała wyprawa była zaskakująca. Z tak dużą liczbą nowych osób, że było to aż zaskakujące, Kamil “pogadał” o praniu i szyciu. Tak wiele osób mógł zaczepić swoją obecnością i nawet powspominać ostatnie wyprawy. Cieszę się że są Szerpowie, bo dają coś czego byśmy z pewnością nie osiągnęli bez nich. Tym razem dali nam dużo radości i spokoju. Dziękujemy.
























