Do Ciemnosmreczyńskiej Doliny
sierpień 14, 2025 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Tak ona wyglądała w 2021 roku, gdy weszliśmy na Szpiglasowy Wierch 1 czerwca tak dla potwierdzenia to piszę, gdyż wtedy warunki nie wyglądały na wiosenne. Nawet przez chwilkę nie myśleliśmy, że tam trafimy, kiedykolwiek! Asia teraz mówi, że Tatry nam się skórczyły. Gdy zaczynaliśmy, były wielkie i wciąż odległe. Teraz, gdy z chłopakami przeszliśmy je prawie w całości, nagle są inne. Piękniejsze, ale i mniejsze bo patrząc z jednego miejsca na drugie, wiemy że tam już byliśmy.
Tak wyglądała jak zdobywaliśmy Koprowy Wierch.
Jak zauroczeni szliśmy przez Koprową Dolinę podczas naszej wyprawy na Zawory. Popatrzyliśmy na ten widok i wiedzieliśmy, że tam musimy dojść. Dopiero po chwili zorientowaliśmy się, że nad tą doliną góruje Cubryna, ale i Koprowy, Szpiglasowy, patrzą z góry nad nią Wrota Chałubińskiego, które już wcześniej wszystkie zdobyliśmy. Jeszcze dłużej trwało to, że my już ją widzieliśmy, ale w zgoła innych warunkach, te zdjęcie zimowe.
https://www.zespoldowna.info/na-gladka-przelecz-i-zawory.html
https://www.zespoldowna.info/szpiglasowy-wierch.html
https://www.zespoldowna.info/wrota-chalubinskiego.html
https://www.zespoldowna.info/koprowski-wierch.html
Nie mogło być zatem inaczej. Trwał kolejny dzień naszej tatrzańskiej przygody i na cel wzięliśmy ją: Ciemnosmreczyńska Dolinę. Zakładaliśmy, że skoro w polskich Tatrach tłumy, to ta będzie tylko dla nas…egoiści :)
Kamil już nie pytał się, gdzie iść tylko poszedł. Janek pogadał o Krywaniu, że go nawet dzisiaj widać. Kamil czekał na nas na rozejściu szlaku i znów mając potwierdzenie gdzie iść, zniknął. Janek za to miał frajdę. Drogę znał, wiedział że to czas grzybów i szukał…oczywiście tylko muchomory, bo piękne. Trzeba było robić zdjęcia, bo to coś do podziwiania. Śpiewał sobie cały repertuar jaki znał, więc wszystkie miśki uciekły ze szlaku, jak i turyści. Tak się miło szło.
No właśnie, zaskoczeni zostaliśmy. Przeszliśmy cały asfalcik a tutaj nikogo, ale gdy już z niego schodziliśmy to najpierw dwójka turystów na rowerach, a potem pojawiły się te same Panie, co mijały nas gdy szliśmy na Zawory. Tym razem szły na Koprowy Wierch, więc Janek miał okazję przedstawić się:”My name is John”, potwierdzić, że wszędzie był, co zaskoczyło je mocno. Po chwili minęło nas w sumie 6 osób co już było tą ilością z piątku. Wszystkie należycie przywitane, także Pan Strażnik, który też się pojawił…potem nastąpiła cisza i zrobiło się pusto. Kamil też znikł.
Czekał na nas przy wylocie Hlinskiej Doliny, a tam “wielkoludy” z tą przyrodą powaliły pięknością. Jednak czekała na nas inna rewelacja, ale po kolei. Przyszedł 9 km i Janek miał kryzys, tym razem krótkotrwały. Po dobrej kanapce wszystko minęło i mogliśmy iść przez tak bujną przyrodę, niczym w buszu.
Janek idąc po chodniku zobaczył kopy Liptowskich Murów i zaczął się o nie pytać. Zaskoczony był, że tam go nie było. Sprytnie przeszedł do Gładkiej Przełęczy i Zaworów na których był i jakoś się wszystko wyrównało.
Szlak, jak to na Słowacji, jak to w tym miejscu, kompletnie dziki i pusty. Asia z Kamilem zniknęli, gdzieś na podejściu na morenę. Janek zaskoczony stromością, szedł ostrożnie, ale gdy już szliśmy tylko po kamieniach, to zbuntował się i zatrzymał. Pan Strażnik rozluźnił trochę atmosferę i Janek poszedł do góry, bo przecież paprocie go atakowały, góry były wysokie, a kamienie śliskie.
Morena skrywająca dolinę była co raz bliżej. Wielkie mury ramienia Koprowego wystawały nad nią, a Janek pytał się co to jest. No właśnie, jednak są takie miejsca, gdzie nie byliśmy i nie wiemy co to jest. Janek był zdziwiony, ale zaraz pokazałem na drugą stronę i pokazałem gdzie jest Szpiglasowy Wierch. To trochę dało mu poczucie pewności, że wie gdzie jest.
W końcu dotarliśmy. Nad stawem trzy osoby, te które nas po drodze minęły. Janek poznał się z Anią (Andreą), pogadał z Bogdanem, a ja otrzymałem pochwałę za świetną rodzinę, która przyszła w to miejsce po pokonaniu tylu kilometrów.
…a potem było pusto, bajkowo i radośnie. Nie mogliśmy się napatrzeć. Chłopcy jedli śniadanie i żartowali, dokuczając sobie. My nie byliśmy w stanie uciec od porównania do Morskiego Oka…nie da się porównać, ale tutaj nie było ludzi. Można by siedzieć w tym miejscu i czekać na coś. Chłopcy to czuli, bo nie spieszno im było po ponad 11 km wracać.
Kamil wyruszył pierwszy. Janek zaczął od wskazywania, gdzie był…pokazując na odległe Zawory i Gładką Przełęcz. Ja pokazałem, gdzie jest zejście ze szlaku. Na zdjęciu poniżej na końcu Liptowskich Kop po prawej stronie.Zrobiło to istotne, przekonywujące wrażenie, gdyż Dziecko ruszyło, bo przecież obiad czekał!
Doszliśmy do Hlinskiej Doliny i nagle pojawiła się pierwsza grupa, potem kolejna grupa turystów. “Tłum” łącznie 6 osób. Janek mógł odhaczyć, że znów gdzieś tam był i pooglądać kwiatki z motylami. Pojawiła się grup szkolna 8 osób i od tej pory wracaliśmy prawie razem. Te dzieci świetnie szły, w świetnym rytmie to pomagało nam.
W końcu Kamil zniknął, my zatrzymywaliśmy się by oglądać chmary motyli i w ten sposób jakoś doszliśmy do parkingu. Na koniec oczywiście zdjęcie pożegnalne z Krywaniem w tle i padliśmy na parkingu.
Te ponad 22 km tym razem jednak zmęczyły. Na szczęście nie wykończyły. Szybko się zebraliśmy i mogliśmy wracać do domu, a Dolina Ciemnosmreczyńska pojawi się na pewno w topie najpiękniejszych miejsc w Tatrach na naszej liście. Polecam.








































