Krowiarki cz.4 przez Modrzeńce, Żabnicę na Skowronią Górę
styczeń 7, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Najlepszy szlak w Sudetach? Tych poniżej 1 200 m prawdopodobnie tak. Były Jasiowe “Krakowiarki” na zimowo, teraz przyszedł czas na zimno. Najpierw jednak rozgrzał nas bajkowy wschód w każdym kolorze. Dojechaliśmy do naszego startu, a tam było -11C. Fajnie bo sucho, ale w Żabim Dole, V-kształtnej dolinie z bardzo głębokim wcięciem, było lodowato. My oczywiście z najzimniejszego punktu, oczywiście poza szlakiem, postanowiliśmy wejść na wyższy poziom Krowiarek. Wyżej, trudniej…ale jak się potem okazało NAJCIEKAWIEJ I NAJPIĘKNIEJ.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Jednak wędrówki nie zawsze zaczynają się tak pięknie. Kamil dołożył swoje powtarzanie, Janek swoje marudzenie i wystartowało się bardzo nerwowo. Dobrze, że było zimno to trochę ostudziło to nasze emocje. Kamil w końcu poszedł jak to on, a Janek zaczął człapać za nim, jak to on.
Nauczyliśmy się w Krowiarkach, że najlepsze szlaki mają jelenie. Chcieliśmy wejść na Modrzeńce, szczyt o dwóch wierzchołkach po lewej stronie Żabiego Dołu. Znów nam pomogły, gdyż wybraliśmy świetny trawers by wejść na szczyt, idąc za ich śladami. Zrobiło się “zaspowo”, chłopcy szli już uśmiechnięci, wiec na szczycie atmosfera była odpowiednia. “Tato gdzie idziemy na tą Skowronią?” Janek już miał kolejny cel.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Jednak chodzenie w zimie, daje frajdę wybierania sobie takiej drogi, jaką twoje nogi są w stanie wytrzymać przy trałowaniu ścieżki. My wybraliśmy skrót przez łąki pasterskie, obok ruin domów i kościołów. Tyle lat po wojnie, a te miejsca wciąż pokazują jak wiele tutaj się działo, jak wiele tajemni skrywają.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Przejście po tym głębokim śniegu wyczerpało emocje, dzięki temu oglądaliśmy Góry Bystrzyckie, Góry Sowie, Góry Suche a nawet Śnieżkę. Warto było być tutaj, a jeszcze musieliśmy się odrobinę przebić przez śnieg i osiągnęliśmy Żabienicę nasz drugi szczyt. O tym, że doszliśmy do szczytu, dowiedzieliśmy się dzięki czerwonej plastikowej wstążce. Ciekawy sposób…gdyż zgodnie z tym co w Krowiarkach mamy, tabliczek brak.
Janek delektował się śniadaniem, Kamil swoimi ciastkami i było przyjemnie cicho…choć z tej strony Żabnica jakoś nie wyglądała na szczyt. Nie było to ważne, gdyż miejsce było odpowiednie, po prostu.
Śniegu nie brakowało. To było wyzwanie, ale i wyzwolenie. Kamil poszedł i dzięki temu, przestał mówić co ma być kupione, co on ma zrobić…milion razy powtórzone. Jakoś włączył mu się konsumizm i wszystko potrafił wymienić co ma kupić…mama, albo tato. Trałował drogę, a my idąc po jego śladach mieliśmy odrobinę łatwiej. Żółty szlak w końcu jako oznaczenie się pojawił i mogliśmy być pewni, że idąc po tych zaspach idziemy w odpowiednim kierunku.
Przypomniało to trochę Bieszczady, trochę Gorce, albo Pieniny. W końcu wyszliśmy z lasku i okazało się, że za nami to Góry Bardzkie z Górą Kłodzką i Góry Złote, a tuż obok Suchoń najwyższy szczyt Krowiarek. Janek zobaczył też swój cel: “Skowornią”. Dzięki temu szło się po prostu rewelacyjnie mając głowę obracającą się we wszystkie kierunki.
Dodatkowo pogoda grała na naszą korzyść. Było bezwietrznie, pięknie i ciepło. Dochodziliśmy na Skowronią Górę. To tylko 839 m npm ale potęga miejsca niezwykła, urokliwa, unikatowa. Nic dodać, nic ująć.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Patrzyliśmy z niej na Czarną Górę i Śnieżnik. Z tej strony wyglądały kompletnie inaczej. Warto było tutaj przyjść.
Nie spodziewaliśmy się takiego szczytu, jednak już tego co pod nią tak. Dzięki tym wpisom, wiedzieliśmy o niezwykłej historii wsi Marcinków. Janek umiał powtórzyć nazwę, Kamil ucieszył się z cywilizacji, ale tam czekały nas miejsca niezwykłe. Najpierw ruiny kościoła i cmentarza, który potwierdzał to, że kiedyś była to duża wieś górnicza. Potem pojawiły się krowy…z tych bardziej dziko wyglądających…po kilku krokach ruiny domów. Na koniec minęliśmy chyba najsłynniejszą budowlę, po dawnych obiektach górniczych i wioska się skończyła.
http://www.drogajestcelem.com/
https://turystadolnoslaski.pl/
Cała trasa, jaką zaplanowaliśmy miała być “skrótem”. Zatem nie wchodził w rachubę powrót tą samą drogą. Wybraliśmy przejście przez Górzycę nasz 4 szczyt tego dnia a 954 na liczniku. Trzeba było na nią wejść. Nie było to takie proste na starcie…ale potem mieliśmy ścieżkę na sam szczyt.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Przejście dalsze to “skrótowe spadnie” w dół. Nie byłoby to takie łatwe, gdyby nie ślady jeleni, które znów nas poprowadziły najlepszą drogą. Kamil nawet momentami stawał się ostrożny. Jankowi nie spieszno jednak było tym razem, za dużo śladów jeleni i jednak zbyt strony “spad”.
Po prawie 5h przejścia doszliśmy do auta. Był to najciekawszy szlak jaki udało nam się przejść w ostatnich miesiącach, pełen zaskakujących miejsc, widoków i trudności. Krowiarki pokazały tutaj swój bardzo górski charakter. Skowronia Góra to piękno górskiego krajobrazu, nic tylko postawić ławeczkę i patrzeć w dal…rozmarzyło mi się to miejsce, gdyż było na nim tak cicho.
Nic na pewno wrócimy tam wiosną i może być jednak zupełnie inaczej…może jeszcze lepiej!















































