Krowiarki cz.6 Wilczyniec, Pasiecznik
styczeń 26, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Wilczyniec to trzeci najwyższy szczyt Krowiarek, a Pasiecznik to ten drugi, choć w internecie możecie znaleźć coś innego. Wilczyniec to szczyt o wysokości 876 m, a Pasiecznik 893 m npm.. Nie mogliśmy ich nie zdobyć. Miały być 961 i 962 szczytem zdobytym przez nas razem. Janek w piątek opanował nazwy szczytów, wiedział skąd będziemy szli i był gotowy. Oglądnęliśmy zdjęcia z wyprawy na Suchoń. Kamil zgodnie z kalendarzem, wiedział że skoro sobota się zbliża, to będą góry. Pomimo tego, że on tego nie mówi, na 100% wie gdzie jaka góra jest i jak on na nie wchodził.
Podczas naszej wyprawy na Suchoń, Wilczyniec był świetnie widoczny, panował nad dolinami na końcu Konradowa i Rogóżki. Miał być pierwszy do zdobycia.
https://www.zespoldowna.info/krowiarki-cz-5-na-suchon.html
Zatrzymaliśmy się na Przystanku Alaska, znanym nam z ostatniej wyprawy. Kamil od Lądka wiedział, gdzie jest, jak skręcić, dokąd jedziemy. Jak się zatrzymaliśmy, to od razu pokazał gdzie iść i był gotowy, jak to on do biegu przez góry, który niejednego by wykończył :)
No i poszedł, choć nie znał celu. Zatrzymał się idealnie przy mostku, którym ostatnio szliśmy. Na Asi zrobił on wrażenie. Kamil jak zobaczył że tym razem idziemy inaczej, to już tak nie gonił. Obok wapiennika, który ostatnio poznaliśmy, są kamieniołomy w Rogóżce. Wielkie ściany ciekawych kamieni. Nawet nie wiedzieliśmy, że przez cały dzień będą nam te skały i kamienie towarzyszyć.
Chłopcy tym razem wspólnie postanowili iść we właściwym kierunku, ale było rozdroże, były ruiny zarośnięte lasem i gdzie iść? Rogóżka wieś jaka tutaj kiedyś była, to tylko ruiny zostawiła, tak nam się wydawało. Chłopcy stali, czekali. W końcu poszliśmy prosto tam gdzie do tej pory nas nie było. Poznać tajemnice Rogóżki.
Po wyjściu z lasu, krajobraz nas kompletnie zaskoczył. Owszem było dużo śniegu, dużo chmur i nawet z tych chmur śnieżek spadał, ale te łąki, olbrzymie ich połacie zrobiły na nas wrażenie. Na Kamilu nie. My to nawet zatrzymaliśmy się by popatrzeć na przykład brzozy soliterowej. Ani Janka, ani Kamila ten unikat nie zainteresował, więc trzeba było za chłopakami gnać.
Najważniejszy był “Czerwony!”. Janek tęsknił by do niego dojść. Kamil uśmiechnięty, tylko wspominał, że tydzień temu to on nie był grzeczny, a dzisiaj jest, zdobywa góry i będzie nagroda. Do tej pory przejście przez wspaniałe, w pogodę na pewno widokowe, łąki między Wapniskiem, na którym już byliśmy, a Wilczyńcem na który szliśmy, nie wymusiły nawet przez chwilkę większej dawki wysiłku. Jednak jak czytaliśmy o nim, to zapowiadała się nam góra wybitna, z ostrymi ścianami. No i Janek nawet się pochylił na podejściu. Dla Kamila nie stanowiło to dramatu.
Pogoda choć nie była przyjazna, to potrafiła pomalować obrazy wokół. Podobało nam się. Wejście na Wilczyniec jednak miało być dopiero odkryte przez nas. Szczyt trzeci co do wysokości w Krowiarkach jest mimo wszystko obok szlaku. Podejście nie było trudne, ale trzeba było je odkryć i nam się udało.
Szczyt nas zaskoczył tym, że ma tyle skał. To były drugie skały tego dnia, ale w liczbie istotnie dużej. Wykorzystaliśmy to miejsce na dobre śniadanie przed przejściem na Pasiecznik. Janek tym razem nie krzyczał “ząb!”. Temperatura była odpowiednia i jego rogalik nie zamarzł jak pod Suchoniem. Kamil nie zastanawiał się nad temperaturą, tylko swój zestaw zjadł, musiał być głodny już!
Wróciliśmy potem na szlak.”Jarek jest czerwony!” potwierdził Janek. Szliśmy przez bardziej hale, niż polany. Brakowało tylko stad owiec, gdyż jakieś góry majaczyły w oddali w chmurach. W słoneczny dzień, tutaj widoki murowane! Chłopcy tak się rozpędzili, że tylko słychać było Janka, jak krzyczał do Kamila, że na polanę nie idą. No i zatrzymali się.
Minęliśmy jedną halę, ze zdziwieniem weszliśmy na drugą. Z dala widać było Czarną Górę. Gdzie tu znaleźć Pasiecznik, drugi najwyższy szczyt Krowiarek? Okazało się, że wał ziemny na końcu hali, to najwyższy jej punkt, a zarazem szczyt naszej góry. Kamil to pierwszy osiągnął, jak zwykle :)
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Humory dopisywały. Janek robił sobie żarty. Kamil ciągle gadał co zrobi w luty, ale jakżeż inaczej niż tydzień temu. Postanowiliśmy skrócić sobie powrót idąc na skróty bez dróg i szlaków w dół. Przyszedł zatem czas na kije…i skały. Te nas kompletnie zaskoczyły!
Janek pierwszy podjął rękawice i świetnie radził sobie z kijkami po tej mocno stromej drodze, co potwierdziło opisy z wikipedii o tej górze. Natomiast nikt nie napisał o tych skałach, które zrobiły na nas jeszcze większe wrażenie. Niby łatwe, ale potężne i jednak trudno dostępne. Janek zrobił świetny użytek na tym stoku z kijków. Kamil walczył, miał problemy z koordynacją i trzeba było mu podpowiadać, co ma zrobić i w jaki sposób.
W końcu znaleźliśmy jakąś starą leśną drogę i już było łatwiej schodzić. Z dużym zaskoczeniem odkryliśmy, że w końcu dotarliśmy do znanej nam drogi. W tym momencie Kamila nie można było już zahamować.
Zniknął nam tak szybko, że Janek sam podszedł do wapiennika, krzycząc: “Jarek szybko zdjęcie!” Zostałem zdecydowanie pogoniony. Kamil na nas czekał Na Przystanku Alaska. Wracał ponad 2 km sam, na to wygląda że czuje się już w Krowiarkach jak u siebie w domu.
Strasznie mnie ucieszyło zdobywanie Krowiarek. Mój lekarz, Janka lekarz, Sąsiad, Przewodnik, wszystkie te osoby były zaskoczone tym, że są tak fajne góry, których nikt po prostu nie zna. Prawie można powiedzieć, że je już poznaliśmy. Czeka na na nas ich ostatnia część skalna i mam nadzieję, że będzie tak samo ciekawa jak do tej pory było. Chłopcy już planują, a Janek nawet sprawdza pogodę.


















































