Krowiarki cz.1
grudzień 29, 2025 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Mieliśmy już mieć zdobyte wszystkie góry w Sudetach. Pomyliłem się. Przeszliśmy je wszystkie z wyjątkiem Krowiarek, pasma którego najwyższy szczyt Suchoń to my zdobyliśmy…ale pozostałe wydawały się za blisko naszych dróg przejazdowych, za niskie i było tysiąc innych powodów by tam nie trafić.
https://www.zespoldowna.info/suchon-i-ostra-gora.html
Jednak zdobywanie uczy. Gdy szukaliśmy najwyższego szczytu na zachodzie w Polsce, przyszło zmierzyć nam się z Granicznym Wierchem 575 m npm na końcu Gór Izerskich. Szczyt z dala wyglądał przystępnie, tylko te 40 stopniowe podejście dało nam popalić i od razu poczuliśmy szacunek do “małych górek.”
https://www.zespoldowna.info/gdzie-szlakow-i-turystow-nie-ma.html
Po tym doświadczeniu, zwróciliśmy uwagę na “małe górki” w postaci Krowiarek, gdyż tam nigdy nie byliśmy, a zaczynają się niemalże od Kłodzka, a kończą pod Czarną Górą w Masywie Śnieżnika. Ciągle gdzieś przez nie przejeżdżamy. Musieliśmy w końcu je zdobyć i podzieliliśmy sobie to na etapy. Tym razem nie było lekceważenia!
Na na zdjęciu powyżej, góra Wapniarka albo Bielica, która ma 532 m npmn. To miał być główny cel naszego pierwszego etapu zdobywania. Wydawała się być idealna na rozgrzewkowe przejście po świętach dla nas wszystkich. Piękne słońce, miłe zimno były wspaniałym wsparciem na starcie. Kamil zniknął na końcu niemalże drogi, a my powoli szliśmy za nim…w ciszy, której mamy tak mało.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wapniarka
Jednak nasz plan nie przewidywał zdobycia Wapniarki od razu. Nigdy nie byliśmy w tym miejscu, a po przeczytaniu informacji, stwierdziliśmy że jednak przejdziemy sobie pierwszą część Krowiarek z tym szczytem po jego najciekawszych miejscach. Zaczęliśmy od ostrego podejścia na Goryczkę. Znów “mała górka” a tutaj trzeba było podejść trochę i na pewno nie było to łagodne podejście.
Szczyt znajdował się na szlaku i nie zrobił wrażenia. Niedługo szliśmy i nagle okazało się, że zdobywamy Kapelusz. Tu już była niespodzianka. Poniżej szczytu był typowy kapeluszowy rondel, a on sam przypominał właśnie kapelusz. Bardzo trafna nazwa, ale najlepsze było ciut niżej.
Janek schodząc po śliskiej ścieżce nagle stanął, gdyż góra się kończyła i widok w dół jak w Tatrach. Strome skaliste zbocze prowadzące w dół aż do Nysy Kłodzkiej, a potem “podnosiło się” to wszystko by stać się Górami Bystrzyckimi. Robiło piorunujące wrażenie. Nie dziwi mnie, że Janek od razu zapamiętał nazwę KAPELUSZ.
To była zachodnia strona, która była pełna mrozu i posypana śniegiem. Humory dopisywały. Z jednej strony czuliśmy się jak w parku, z drugiej jak w górach. Świetne uczucie. Kamil żartował po swojemu, Janek się śmiał i domagał się zdobywania kolejnej góry: Dębowej. Ta choć ma 506 m npm, to ma wyniosły grzbiet. Znów trzeba było podchodzić przez piękny bukowy las. Szkoda, że nie było tabliczki, ale był oznaczenie geodezyjne, że to ta góra. Z dużą radością odnotowaliśmy zdobycie tej góry.
Skoro ekipa w formie, to schodziliśmy na skróty do żółtego szlaku. Tam zygzaki i to jak w wysokich górach. Potem zaskoczyła nas kaplica w środku lasu, a na koniec polany z świetnymi widokami na pozostałą część Krowiarek.
Z tej strony to nawet tablice informacyjne były. Dowiedzieliśmy się, że to miejsce storczykowe, marmurowe ale i niesamowicie różnorodne. Warto tutaj przyjechać z dziećmi.
Po bardzo “gadatliwym” spacerze pod szczyt, gdzie chłopcy planowali co będzie a co nie, przyszło nam wejść na wierzchołek. Normalne podejście, na górze grupa turystów. To nas zaskoczyło, cały dzień szliśmy sami a tutaj od razu cała grupa turystów. Janek oczywiście przywitał się ze wszystkimi, a Kamil opowiedział wszystko co umiał.Kompletnie zaskoczyli turystów, tak jak to że sama góra jest dwu wierzchołkowa. Nawet trochę musieliśmy podejść na szczyt, który okazał się “pozostałością” skały “marmurowej”. Wyśmienite miejsce!
Widoki na okolicę też niesamowite. Tak to nie jest wysoka góra, ale jest bardzo wysoka w stosunku do tego co nas otaczało. Widok na Kłodzką Górę był rewelacyjny, w drugą stronę “kołderka” przykrywała wszystko…ale Jankowi jakoś nie to było w głowie.
Była już 14:40 i powrót nie miał być prosty. Jak zwykle my skrótami chodzimy. O ile Kamilowi to w te pędy, o tyle Janek nie miał zbyt wielkiej motywacji by iść. “Janek chodź bo zaraz ciemno będzie!”, a Janek człapał i człapał, bo w tym momencie to było dla niego najważniejsze…człapanie.
15:30 wyszliśmy na pola. Przepiękne widoki, trochę mrozu i szło się wyśmienicie. Kamil wrócił do powtarzania planu dnia i kolejnego tygodnia. Szybko się to nam znudziło. Janek też planował, ale znacznie mnie natarczywie, a że jasno było to nie widział problemów. Widzieliśmy naszą Wapniarkę z wieżą oraz inne szczyty, które będziemy zdobywać w kolejnym etapie…gdy na zachodzie słońce już się schowało.
Zdobyliśmy kolejne 4 szczyty i mamy ich zatem 943 w kolekcji. Krowiarki, w tej pogodzie, nas zachwyciły. Były ciekawe, czasami wymagające. Janek kierował się mapa i to go bawiło. Kamil wykorzystał czas aby nas zarzucić informacjami. Jednak w taki dzień jak ten, wszystko kończy się tylko dobrze i możemy polecić Krowiarki jako świetne góry na start dla Was.



































