Krowiarki cz.3 Chłopek na zimowo
styczeń 5, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
“Jasiu gdzie byłeś w górach?” zapytał się Dziadek Janka, jak wraclaliśmy do domu po wyprawie, w czasie rozmowy telefonicznej. “Byłem w Krakowiarkach!”. No i zostanie mi to na długo w pamięci, bo gdzie te “Krakowiarki” są to Dziadek Janka nie miał zielonego pojęcia.
Tym razem nasza wyprawa miała się przenieść na “wyższy” poziom i z innej strony. Nie przewidywaliśmy jednego, że do tego wyższego poziomu dostroi się zima. Ale po kolei. -2C, Stronie Śląskie parking koło szkoły, idziemy na szlak, który nie istnieje i na pewno będziemy sami…w tych Jankowych Krakowiarkach :)
Zawsze patrzymy w tą stronę jak jedziemy na Śnieżnik, Stromą, albo do Bielic. Jednak nigdy tutaj nie byliśmy. Zatem miało to być dla nas zdecydowanie wędrowanie w nieznane. Kamil jak zwykle nie czuł się obco i wystrzelił do przodu. Janek jak zwykle powoli bo pod górę a i śnieg sypał już w oczy, a w oddali jakieś bardzo ciężkie chmury śniegowe szły w naszym kierunku. Jakoś nie umiemy się wycofywać, więc za Kamilem próbowaliśmy iść po śniegu, którego było ciut więcej niż w poprzednich wyprawach.
https://www.zespoldowna.info/krowiarki-cz-1.html
https://www.zespoldowna.info/krowiarki-cz-2-zelazne-gory-na-powitanie.html
Na starcie mieliśmy szczęścia dużo. Jak chodzimy przez Krowiarki, to tutaj natrafiliśmy na pierwszą tablicę potwierdzającą, że właśnie w tym paśmie jesteśmy. Konieczne było zdjęcie. Inne szczęście to piękno jakie natura nam przyszykowała. Słońce z chmurami śniegowymi, zimą, zrobiło spektakl co się zowie.
No i kolejne szczęście. Dzień wcześniej, ktoś tutaj jednak jechał samochodem. Śnieg zatem nie przeszkadzał :)…szczególnie Kamilowi. Ja nie wiem skąd on ma tyle sił, żeby iść stale tym samym tempem bez względu na to czy do góry, czy na dół, czy przez śnieg…ale szedł. Janek dalej człapał i powtarzał: “Gdzie ten Chłopek?”
No właśnie, naszym celem miał być Chłopek o wysokości 778 m n.p.m i przełęcz pod Chłopkiem, ale nie te tatrzańskie! Tak nas zaskoczyły te nazwy w Krowiarkach, że wiedzieliśmy że tam musimy wejść…a ponieważ szczyt nie jest wysoki to nie spodziewaliśmy się wyzwań. Nie policzyliśmy jednak śniegu. Po kilku km przejścia po koleinach, przed nami była ścieżka na szczyt o nazwie Karczmisko, gdyż postanowiliśmy jeszcze zdobyć ten szczyt, niejako po drodze.
10 cm świeżego śniegu było radością pionierskiej wyprawy. Kamil ze mną trałował na zmianę przejście. Nawet go bawiło to, że nie było szlaków, dróg, tylko ścieżki na których było mnóstwo śladów jeleni, tego już się nauczyliśmy w tych górach.
No i zaczęło się podejście na Karczmisko 693 m n.p.m. Na mapie wszystko wygląda pięknie, ale w rzeczywistości trzeba liczyć poziomice i patrzeć na śnieg. Nie zrobiliśmy tego. Od strumienia Jałowica na szczyt nie było nawet kilometra, ale było już nawet 20 cm śniegu. Dodatkowo, skoro jest jego za mało, to zaczęło sypać i to całkiem przyzwoicie. Janek miał dość. On miał iść na Chłopka. Kamil miał dość, bo on trałował drogę. Ja miałem dość bo też trałowałem, a Asia jedyna nie narzekała, ale też chciała odpocząć. Jednak wyjście na przełęcz pod Karczmiskiem objawiło nam…pędzące śniegowe chmury w naszym kierunku, jakby tego puchu było za mało.
Szybko weszliśmy na szczyt, bezleśny, płaski, bez znaków szczególnych, choć z fajną kopułą i uciekaliśmy z niego przed wiatrem, by schować się wśród drzew. Tam dopiero mogliśmy odpocząć. Miała być mała górka i tak przy okazji :) Śniegu przybywało, nawet pojawiły się pierwsze zaspy.
Po odpoczynku postanowiliśmy wracać na Chłopka, ale przez Wapnisko, szczyt który ma 799 m n.p.m. Miał być łatwy, bo podejście najtrudniejsze było już pod Karczmisko. Kamil trochę nie wierzył, że ma tam iść, gdzie nie było śladów, ale jak poszedł to my zostaliśmy na końcu. Jak on pilnował ścieżki, to mój podziw. Śniegu było jednak już prawie 30 cm. Szliśmy na skróty a tam wiatr nanosił go więcej i więcej. Dla Janka było to pod kolana. Świetnie się ustawił, bo pozwolił Kamilowi, mi, Asi przetrałować drogę a on na końcu swoim tempem szedł za nami. Dostosowywał się.
Wapnisko nas kompletnie zaskoczyło. Szczyt okazał się wybitny. Nie było łatwo znaleźć przejście do niego, poza zimą byłoby to już bardzo trudne. W końcu trafiliśmy na szczyt a tam skałki. Zaskoczeni byliśmy i to zacnie. Jeszcze bardziej tym, że takich skałek było więcej na zejściu. Szybko na skróty to robiliśmy, bo Chłopek czekał, a cierpliwość najmłodszego była na ukończeniu, on szedł przecież na Chłopka!!!
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Po prostu zejście w dół było przygodą. Mocno w dół to raz, mocno śniegowo to dwa i dużo jaworów to trzy. Takiego miejsca nawet w Puszczy Śnieżnej Białki to nie ma. Szybko z Kamilem doszliśmy do przełęczy pod Chłopkiem. Zaskoczenie tym razem negatywne: NIE MA ŻADNEJ TABLICY, ŻE TO JEST TO!
Zatrzymaliśmy Janka, bo by się zdenerwował i rozpoczęliśmy podejście na szczyt. Miało być łatwo. Nie było łatwo. To że byliśmy pierwsi i jedyni to już wiedzieliśmy. To że śniegu będzie więcej to wiedzieliśmy, w końcu tutaj od rana padał. Janek człapał i szedł na końcu. Kamil dopytywał się, gdzie do auta, w końcu momentami śniegu miał też pod kolana.
W końcu się pojawił Chłopek i te skałki na szczycie. Janek przyzwyczajony, że w “Krakowiarkach” nie ma tabliczek z nazwą szczytu odetchnął z ulgą, że to Chłopek. Kamil odetchnął, że to już w dół. My “wzięliśmy” skrót i było fajnie na nim. Piękne widoki na Stronie i z oddali zachodzące już słońce. Janek tak się rozruszał, jak na każdym zejściu, że jeszcze mnie poganiał. Musiałem przyspieszyć!
Wyprawa się udała. Kolejne 3 nowe szczyty do kolekcji, czyli mamy ich już 950. Uśmiechy od ucha do ucha, tylko pozostawało pytanie: kogo uda będą boleć najbardziej w dniu następnym…ale żegnaliśmy się znów spektaklem nieba i to był dobry, ciekawy dzień.
















































