Na Polom i dalej na Anenský vrch w Górach Orlickich
czerwiec 9, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
O ile nasza wyprawa na Vozkę była przygotowaniem do zdobywania wyższych gór, o tyle w kolejny dzień dzień weekendu mieliśmy pójść gdzieś odpocząć. W ten sposób celem naszym został Niemojów w Górach Orlickich, miejsce gdzie ani Polacy, ani Czesi nie przyjeżdżają by odwiedzić. Stamtąd mieliśmy pójść na górę Polom po czeskiej stronie i miała nas ona zachwycić. Tam turystów nie ma…a my dowiedzieliśmy się o jego istnieniu jak wracaliśmy z naszej ostatniej wyprawy w Góry Orlickie. Jadąc do domu, zobaczyliśmy je po drugiej stronie granicy i było to pewne, że wrócimy.
https://www.zespoldowna.info/wycieczki-nieoczywiste-czyli-na-koniec-gor-bystrzyckich.html
Start przez bardzo małe, ciekawe przejście graniczne był zaskakujący tą właśnie atmosferą spokoju. Z Niemojowa weszliśmy od razu do Bartošovice v Orlických horách i dalej był spokój, cisza. Nasza wyprawa zakładała jak zawsze, wykorzystanie ścieżek, które nie są szlakami. Przeszliśmy w ten sposób przez całą wioskę na naszą drogę, zwracając uwagę na … bunkry, które były prezentowane w różny sposób, nawet na placu zabaw. W końcu przed 1938 roku tutaj powstawała cała linia obrony, zatem nie zaskoczył nas ten element architektury. My dalej szliśmy by wyjść nad wioskę. Jak to się stało, to było wow! Piękna kolorowa, pełna kwiatów łąka. Pośrodku niej wąska asfaltowa droga (jak to w Czechach) i my na niej. Kamil pogonił do przodu. Janek szedł z nami. Nagle pojawił się ruch. Wręcz bieg krów czarnych i czerwonych. Janek nie był odważny, wyraźnie wolał być po drugiej stronie od krów. My patrzyliśmy, gdzie one biegną.
Ich celem był Kamil. Dobiegły, stanęły tam gdzie on się zatrzymał. On zdziwiony, one też. Kamil do przodu one też, a między nimi tylko cienki drut.
Nasza obecność coś zmieniła. Kamil mógł iść dalej, a one patrzyły za nim, tak jak my patrzyliśmy do góry, gdzie widać było ciąg drzewek aż po horyzont.
Ja powiedziałem, że jest jak w Bieszczadach. Asia chyba miała więcej racji mówiąc, że jak w Krowiarkach na Skowroniej Górze. Wyglądało to wszystko sielsko, nawet asfalcik się skończył. Chłopcy się dostosowali do miejsca i dali szanse na śpiewanie ptakom. Bajka.
https://www.zespoldowna.info/krowiarki-cz-4-przez-modrzence-zabnice-na-skowronia-gore.html
Tuż obok widać było Czerniec z Gór Bystrzyckich po polskiej stronie, a nawet Śnieżnik! Pola kwiatów były nie do opisania. Odpoczywaliśmy.
Wejście na Polom było warte tego. W charakterystycznym miejscu zrobiliśmy zdjęcie, odpoczęliśmy i mieliśmy iść dalej. Nie za bardzo nam się chciało, tak było tutaj inaczej.
Do porządku przywołał nas jednak Janek z żółtą karteczką: “Idziemy na szczyt Anny!” czyli Anensky vrch. Tam miała być wieża, mieliśmy iść szlakami i miało być inaczej, a wokół nas motyle latały dopóki nie weszliśmy do lasu.
Pojawiły się. Bunkry co chwilę. Janek już w Górach Opawskich, potem w Karkonoszach, w Masywie Śnieżnika bardzo chętnie sprawdzał co jest w tych bunkrach. Tym razem też nie mogło być inaczej. Szliśmy szlakiem największych twierdz jakie Czesi zbudowali przed Niemcami w tym regionie.
Janek zatem zdobywał olbrzymie budynki, wchodził na pancerne wieżyczki i sprawdzał do czego to służy. Zaskoczył.
Kamil za to jak zawsze. Prosta długa to on też w długą i tyle go widzieliśmy, a pojawili się rowerzyści i turyści czescy dla których była to istotna atrakcja. Doszliśmy z nimi na Anensky vrch i wieżę Anny, witając się z nimi głośno:”Ahoj!”
Zrobiliśmy zdjęcie, usiedliśmy pod wieżą i odpoczywaliśmy. Janek tak był zmęczony tą częścią wyprawy (była szybka), że nie miał ochoty wchodzić na nią. Może i dobrze bo już zarosła drzewami i nic nie było widać.
Wdrapałem się na szczyt ja i trzeba powiedzieć, że całkiem wysoka jest, ale drzewa już są wyższe. Cóż oni odpoczęli w tym czasie i mogliśmy iść dalej. Tym razem już bez szlaku na skróty na Vysoký Kořen. Nawet nie przypuszczaliśmy, gdzie idziemy.
Jankowi skrót odpowiadał. Gonił do przodu i w dół, że aż miło. Przywitał się z kilkoma turystami czeskimi po czesku, nawet się przedstawił, co spowodowało zaskoczenie.
Gdy dotarliśmy na Vysoký Kořen, był zachwyt. Polom ale od drugiej strony, nawet lepiej, bo krowy z daleka na pastwiskach i nikt nie kwapił się do nas…a my sami wśród połonin, tak to opiszę.
Kwiatki, ptaki…i jednak krowy po tej stronie też były. Schodziło się rewelacyjnie, a chłopcy doceniali tą inną ciszę. Nawet to, że musieliśmy przyspieszyć bo jakaś burza szła za nami, nie stanowiło problemu. W ten sposób doszliśmy do Vrchni Orlice.
Nigdy w tym miejscu nie byliśmy, a już czuliśmy do niego sympatię. Nie można było się nudzić, co chwilę mieliśmy coś innego. Teraz podeszliśmy do rzeki Orlicy (Divoka Orlice) i zmienił się krajobraz. Rzeka zmieniała wiele.
Chłopcy szczęśliwi szli razem, żartując, wygłupiając się. Jak już wydawało się, że zgubiliśmy szlak, o co w tym miejscu nie jest trudno, pojawił się drogowskaz pokazujący przejście do Polski, ale też do Londynu!
Pomimo zmęczenia, odzywała się w nogach poprzednia wyprawa, szliśmy zauroczeni niesamowitym spokojem tego miejsca…bez turystów, których można było spodziewać się dużo więcej. Dostaliśmy co chcieliśmy i było to rewelacyjne!
Góry Orlickie te polskie to narty. Te czeskie to narty i rowery. Jednak są takie miejsca jak te które odwiedziliśmy, kompletnie niepasujące do tego obrazu. Zdobyliśmy 3 szczyty (w sumie już 1 040), każdy inny, każdy pokazujący coś innego. Nie można było się nudzić, a trzeba było korzystać z chwili wytchnienia i piękna, jakiej jest duży deficyt w tych czasach. Polecam, warto!





























































