Na Wysoki Wodospad w Jesenikach.

maj 4, 2026 by
Kategoria: Nasze Góry

Janek po zejściu już spał na siedząco. Kamil wyglądał jakby miał za chwilę pójść w jego ślady. My niby nic, ale czerwoni, zastanawiający się, gdzie było tak ciężko, skoro nie czujemy się fizycznie zmęczeni…jeszcze. To były po prostu dzikie Jeseniki. To nic że zdobyliśmy kolejnych 5 szczytów do naszej kolekcji, licznik już 1 023. Ważne było to, że przeszliśmy najciekawszym, najbardziej “dzikim” szlakiem tych gór…i to była niespodzianka tego dnia.

Popatrzyłem na mapę, sprawdziłem że tymi szlakami, ścieżkami jeszcze nie chodziliśmy po Hrubym Jeseniku, jak nazywa się Jeseniki po czesku i pojechaliśmy. Nie myśleliśmy o dystansie, przewyższeniach, trochę o pogodzie. Ważne, że mieliśmy być razem przez cały dzień. Taki był plan. Naszym celem była Bělá pod Pradědem i szczyt Velký Klín. Jak tydzień temu jechaliśmy do Kout mijaliśmy go i nie dziwiło nas, że się go omija. Jest naprawdę jak klin, ostry i spiczasty.

https://www.zespoldowna.info/na-mravenecnik-w-wysokim-jesioniku-szlak-ktory-nas-zachwycil-i-zaskoczyl.html

IMG_7838

Gdy popatrzyliśmy na mapę to okazało się, że pierwszym celem na Janka żółtej karteczce będzie Jerab. Z perspektywy zdjęcia na dole, zobaczyliśmy go, choć wcześniej nie wyróżniał się w żaden sposób…potem było inaczej :)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Je%C5%99%C3%A1b_(Wysoki_Jesionik)

IMG_7837

Wystartowaliśmy…tyylkoo poowooli. Jak nie tydzień temu. Nie wiem, czy to że Janek miał nowe buty, w końcu szersze, czy to że Kamil od razu postanowił pokazać swoją siłę, nasz start był ciężki, powolny i trudny. Niby uśmiechy, ale coś było nie tak. Janek dopominał się już “Gdzie jest Jerab?!” i to powtarzał co chwilę. Jeszcze gorzej, że nie planowaliśmy jak wejdziemy, tylko w którym kierunku mamy iść, tak trochę na skróty. Janek nie mógł przez to planować swojego przejścia po kolorach szlaków.

IMG_7702 IMG_7703 IMG_7705 IMG_7706

Skróty w Jesenikach są możliwe. Drogi leśne są wszędzie jak to w lasach. My wybraliśmy ten wariant przejścia, gdyż pragnęliśmy uniknąć asfaltów tak częstych w Czechach na najbardziej popularnych szlakach. Zatem szliśmy prosto, po drogach leśnych i to Jankowi dodatkowo nie odpowiadało. On chciał na czerwonego…nie było takiego wariantu.

IMG_7708 IMG_7709

No i jeszcze ten Kamil, który “odjeżdżał” nam i znikał, tylko pogarszał sytuację. Janek nic nie mówił, ale chciał być “szefem” wyprawy, a tutaj byliśmy wszyscy bez szans w podejściu do góry z Kamilem. No właśnie. Ostatnia nasza wyprawa nauczyła nas, że w górach takich jak Jesenik to się podchodzi, aż zdobędziecie się szczyt. Nie ma szans by było płasko w międzyczasie. To był chyba kolejny problem Janka. Nie było istotnie do góry, ale cały czas było. Nie był zmęczony, ale był. Nie śpiewał, ale i nie sapał. Szedł, ale jakby mógł to usiadłby i nie wstawał. Trzymało go to, że Jerab miał być blisko i to były skały.

IMG_7713 IMG_7714 IMG_7716

Kamil jak zwykle perfekcyjny w górach. Jak był koło nas, to powtarzał po raz tysięczny, co będzie robił w maju i to był problem, ale szedł do góry sam, zatrzymywał się gdy miał wątpliwości i czekał. On wyglądał na najbardziej wypoczętego na pewno.

IMG_7717 IMG_7719IMG_7722 IMG_7723

Nasze skróty były optymalne na Jerab, tylko trzeba wiedzieć co to jest. Wyszliśmy na skały, świetne, wyraźnie wybitne i już chcieliśmy iść dalej po odhaczeniu ich zdobycia, gdy po sprawdzeniu mapy, okazało się, że to nie ten Jerab, nie te skały. Trzeba było zejść. Jankowi się jednak spodobały tak, że zażyczył sobie śniadania, a było już cieplutko, po porannych “prawie” przymrozkach nie było śladu. Zatem mogliśmy odpoczywać patrząc na bardzo ciekawe skały Jeraba. Udało się na nie wejść.

Screenshot ScreenshotIMG_7731IMG_7736

Szczyt tym razem był oznaczonym kamieniem z roku 1937. Janka nie zainteresował tym razem. Popatrzył wkoło i już miał inne plany.

IMG_7737 IMG_7738

Janek odpoczęty to kierownik. Wstał, wziął kartkę i krótko rzucił: “Teraz na Klin!” Na szczęście to było jak “rzut młotem”. Prawie daleko, ale jednak tylko podejście i blisko. Nie dało się zmęczyć.  Czesi nie mają tabliczek szczytów jak my, ale są tam punkty geodezyjne, które jednoznacznienie pokazują, że jesteśmy w odpowiednim miejscu. Janek nie był z tego zadowolony, gdy zobaczył “tylko” kija. Od razu “zaatakował” kolejny szczyt Vyrovkę.

IMG_7742 IMG_7744 IMG_7745 IMG_7746

Nowe, szerokie buty już były odpowiednie dla Janka. Wyraźnie syn się rozpędzał. My jednak wszystko popsuliśmy. On chciał do czerwonego. My mu obiecaliśmy, ale po małym skrócie. Wąska ścieżynka świetnie poprowadzona przez trawers, doprowadziła nas jednak do samego szczytu. Janek nie był zadowolony, bardzo. “MIAŁ BYĆ CZERWONY!”, a widoki na Keprnik i to jak przeszliśmy, nie bardzo go interesowało.

IMG_7747 IMG_7749 IMG_7751 Screenshot

Nic tam, na szczęście Vyrovka była tuż obok szlaku i znów wąską ścieżką doszliśmy do niego. Sytuacja się zmieniła. Uśmiech był, rywalizacja z Kamilem, kto pierwszy (do czasu) też była. Skończyły się nasze skróty i ścieżki. Do tej pory szukaliśmy jak przejść, od tego momentu mieliśmy iść “Hrebenovką” i to CZERWONYM SZLAKIEM. Miało być inaczej i było.

IMG_7754 IMG_7755 IMG_7756

To był prawdziwie górski szlak, zaskoczył nas, po wcześniejszych duktach leśnych. Jankowi pasowało, że są skały, korzenie, kamienie, zejścia i podejścia. On chyba musi mieć po prostu coś na szlaku co wymaga od niego aktywności. Jak jeszcze zobaczył Mravenečník i Dlouhe strane, które zdobył tydzień temu, a Kamila tam nie było, to było to!

IMG_7757 IMG_7758 IMG_7759

Kolejny szczyt do zdobycia: Malý Jezerník…i poczuliśmy się jak w Sudetach gdzie drewniane kładki pomagają przejść przez podmokłe regiony. Tam Kamil nie zostawił złudzeń na długich prostych. Doszło się pod górkę do szczytu całkiem komfortowo.

IMG_7760 IMG_7761 IMG_7762 IMG_7763

Widoki były wspaniałe. Pojawiły się nowe górki i pytania: czy my tam też mamy wejść? Nikt nie wiedział i nie umiał odpowiedzieć :) Janek chciał do schroniska, bo magnes i tylko to się liczyło. Nawet lód i kamienie nie przeszkadzały w tym by iść. Nie czuło się tych kilometrów w tym miejscu.

IMG_7765 IMG_7767 IMG_7768 IMG_7771 IMG_7776

Kolejny szczyt Velký Jezerník wzięty został prawie w biegu. Najważniejszy był magnes i schronisko! Nie przeszkadzał znów! lód na całej drodze. Dało się go przejść i została ostatnia prosta.

IMG_7772 Screenshot

IMG_7778  IMG_7782

Pojawił się Pradziad i wiedzieliśmy, że to już ten nasz moment, gdzie będziemy mogli odpoczywać mając magnes Janka i spokój. Trwało to jednak zbyt krótko dla nas.

IMG_7783 IMG_7785 IMG_7786

Odpoczęliśmy. Czas na NIEBIESKI, jak to Janek podkreślił. Od razu powiem tak: to było przypadkowe że tak wybrałem szlak. Mieliśmy zrobić kółeczko i temu służył wybór niebieskiego szlaku. Janek był szczęśliwy, gdyż szlak trawersujący Malý Děd był prawdziwym górskim szlakiem. Nie przeszkadzało mu, że Kamil znów odjechał. Szedł zadowolony i z tego wszystkiego zapomniał o karteczce, którą schował do plecaka. Zaczęło się: “Gdzie idziemy?”

IMG_7788 IMG_7789

IMG_7791 IMG_7792

No właśnie…ale po kolei. Niebieski szlak był rewelacyjny. Zaskoczyło nas, że spotkaliśmy na nim grupę polskich turystów, sami mężczyźni, idących i popijających piwo. Byli mocno zmęczeni. Nawet nie zareagowali na Janka cześć. Doszliśmy do zejścia, które było wymuszane barierkami w zygzaki. Janek znów podekscytowany, on takie lubi. Kamil szedł ale już nie tak szybko, za to bardzo ostrożnie. Doszliśmy do drogi i miejsca oznaczonego “Nad Vysokým vodopádem”. Byliśmy po pierwszym wyzwaniu. przed nami było drugie, o którym nie zdawaliśmy sobie sprawy, że może takie być, w tych górach.

IMG_7793  IMG_7797

To było spadanie w dół. Gdyby nie barierki wymuszające to byłoby to bardzo trudne zejście. Chłopcy przyzwyczajeni dali radę. Doszliśmy do miejsca o nazwie Sokoli skaly, Janek sobie przypomniał. Wyglądało to wyzywająco. Wyniosłość miejsca była przytłaczająca. Zdawało się, że schodzimy po pionowej skale w dół, zygzakując by powoli tracić wysokość.

IMG_7798 IMG_7799

Trzeba było też schodzić po drabinkach, co Janek super zrobił tyłem, tak jak powinien. Pojawił się pierwszy wodospad. Nie wyglądał na duży, ale był w lodzie. Janek już rozpędzony szedł do niego w drugą stronę. Lubi jak się coś dzieje jednak.

IMG_7801 IMG_7802IMG_7803 IMG_7804

Pojawił się drugi…większy też w lodzie. Potem ten największy. To już robiło wrażenie. Był też w lodzie. Drzewa dawały takie wrażenie, jakbyśmy byli w jakimś “czarnym” lesie. Ściany doliny prawie pionowe, nakazywały mieć szacunek do tego miejsca.

IMG_7807 IMG_7810

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rezerwat_przyrody_Vysoký_vodopád

IMG_7811 IMG_7812

Zaczęliśmy patrzeć na ściany tego “kanionu”, widząc suche koryta, którymi schodzi woda w dół z gór. My z Asią patrzyliśmy na to, a Janek prowadził Kamila nie mając sobie nic z kamieni, przeszkód, mostków, to był jego świat.

IMG_7814 IMG_7815 IMG_7817 IMG_7818

IMG_7819 IMG_7827

Trwało to …długo. Zejście było wymagające. Asia krótko podsumowała, że gdybyśmy mieli wchodzić do góry to kryzys małżeński byłby pewny, a ja zrozumiałem dlaczego Ci turyści, których spotkaliśmy na górze, byli tak wyczerpani, bez kondycji.Z drugiej strony gdyby ktoś połączył żółty szlak na Pradziada z zejściem tym niebieskim co my schodziliśmy, to miałby szlak niesamowity do przejścia.

https://www.zespoldowna.info/zdobylismy-pradziada-czyli-wedrowka-przez-ponad-20-mostow.html

IMG_7829  IMG_7832 IMG_7835 Screenshot

Wróciliśmy do auta. Janek zaniemówił. Kamil krótko: “Zupa!” Byliśmy zmęczeni, choć fizycznie odczuliśmy to dopiero na drugi dzień. To był najlepszy szlak Jesioników jakim przeszliśmy i co najważniejsze, typowo górski bez asfalcików. Po raz kolejny przekonaliśmy się jak wyniosłe są to góry, jak duże przewyższenia. W Karkonoszach, zawsze zaczyna się wędrowanie, gdzieś w miarę wysoko. Tutaj w głębokich dolinach startuje się by podejść na krótkim dystansie minimum 500 m i to bez płaskiego po drodze. Daje to popalić także chłopcom i następuje spokój, przynajmniej przez jeden dzień.

 

Wyraź swoją opinię

Powiedz nam co myślisz...