Schroniska pod Śnieżką.
lipiec 22, 2025 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Janek dzięki wspaniałym Ludziom znów jest poza domem. Jeździ na wszystkim, wspiera Tymka i świetnie się bawi z daleka od domu. Nie oznacza to, że My przy dobrej pogodzie zostajemy w domu. Kamil też potrzebuje gór, więc postanowiliśmy zwiedzić karkonoskie schroniska pod Śnieżką, tak jak to jest w książkach Sławka.
Pobudka wcześnie rano i o 8:00 byliśmy w Karpaczu. Było pusto i ciepło. Wybraliśmy szlak na Kocioł Łomniczki, gdyż okazało się że tam były aż dwa miejsca do odwiedzenia. My tym czerwonym szlakiem schodziliśmy, ale nigdy nie wchodziliśmy i trzeba było to uzupełnić. Kamil bez konkurencji jak wystartował…to my mieliśmy ciszę.
Szlak prowadzi przez świerki i jagody, więc w tak ciepły dzień było to rewelacyjne przejście.Po dość szybkim, łagodnym odcinku dotarliśmy do schroniska nad Łomniczką. Ostatnim razem, gdy byliśmy w tym miejscu, to było ostatnie karkonoskie schronisko bez prądu. Teraz w remoncie. Odpoczęliśmy i poszliśmy dalej. Asia wystraszona zbliżającym się podejściem, w stylu tatrzańskim, nie mogła napatrzeć się na Śnieżkę już górującą nad nami i na zygzaki, które po prostu na nas czekały. Przy wodospadzie oglądnęliśmy miejsce, gdzie przez niecały rok 1902 stało schronisko opisane przez Sławka. Było w rewelacyjnym miejscu, ale i niebezpiecznym. Od tego miejsca zaczynało się podejście w stylu na Osterwę, czy Brestową w Tatrach. Zygzaczki do góry.
Nabierało się bardzo szybko wysokości i patrząc w dół widać było to, ale wciąż Śnieżka była bardzo wysoko nad nami. Nie bez kozery ma ona najwyższe przewyższenia w Polsce.
Doszliśmy do Domu Śląskiego i tam zostaliśmy zaskoczeni. Turystów było już bardzo dużo, bo wyciąg działa. Wszyscy szli na Śnieżkę, a my z niewielką grupą osób jednak w drugą stronę do Strzechy Akademickiej kolejnego schroniska. Tam kolejne zaskoczenie: schronisko też w remoncie i duża ilość osób idąca do góry oczywiście. Odpoczęliśmy i poszliśmy w dół do Samotni, najbardziej urokliwie położonego schroniska w Karkonoszach, takie karkonoskie 5 Stawów.
Kamil cały czas był w świetnym nastroju. Trochę przestraszył się, że będzie szedł na Śnieżkę, ale kompletnie wyluzowął jak zobaczył, że idziemy w dół. Miał już tak fajny humor, że tryskało to na wszystkie strony. Pojawił się wątek brata, gdyż …brakowało Kamilowi “całości”. Potem jak usłyszał, że Janek wraca w czwartek, szedł dalej planując jaki to on obiad sobie zje. My zostaliśmy zaskoczeni widokiem łani z młodym cielątkiem tuż obok szlaku, na którym gromady rodzin wchodziły do góry…i słusznie bo to miejsce jest po prostu wspaniałe.
Patrząc na te turnie skalne, zastanawiałem się czy tutaj Szerpowie już byli…ale bardziej skupiłem się na dorosłym chłopaku z ZD, który z Rodzicami wspaniale podchodził do góry. Było to miłe spotkać ludzi aktywnych w tym miejscu. Jak dotarliśmy do Polany Karkonoskiej liczyło się tylko jedno:jak najszybciej zejść, gdyż była to ta pora, gdy wszyscy wchodzili do góry. Zatem zejście było szybkie i radosne, nawet z motylami na ostach i to dziesiątkami.
Odpoczęliśmy na tym spacerze. O dziwo bez nerwów, hamowania, biegania. Kamil sam sobie sterował, cieszył się i my jakoś nie baliśmy się, że się zgubi. Odpoczęliśmy i to bardzo. Szkoda, że to tak krótko trwało, a Sławek według mojej Asi pisze najlepsze książki. Polecamy karkonoskie wyprawy szlakiem Sławka książek.



















