Nowa, czy Stróża czyli na koniec Karkonoszy
marzec 2, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Zafascynowani jesteśmy górami, które zazwyczaj mijaliśmy w drodze gdzieś. Były Krowiarki, była Brama Lubawska, było Pogórze Karkonoskie. Teraz przyszło na rozstrzygnięcie problemu: który karkonoski szczyt jest najdalej wysuniętym na wschód? Im bardziej o tym myślałem, tym bardziej z Jankiem i Asią przeglądaliśmy na mapie miejsca obok Jarkowic, które mogłyby nam odpowiedzieć na to pytanie. Im bardziej je oglądaliśmy tym bardziej chcieliśmy tam jechać…tylko który to szczyt jest najdalej na wschód. Postanowiliśmy zadać to pytanie AI, skoro wszyscy tak z tego narzędzia korzystają.
AI zostało pokonane i wykończone w tym teście. Nie będę opisywał tych zmagań, ale wrzucę w końcu do czego doszliśmy, dzięki naszym podpowiedziom. Najważniejsze było jednak rozwiązanie: najdalej na wschód wysuniętym szczytem Karkonoszy jest Nowa…na niej byliśmy!
https://www.zespoldowna.info/chelmczyk-jest-najwyzsza-gora-bramy-lubawskiej.html
Tak wygląda szczyt Nowej, bardzo fajne miejsce.
Już się wydawało, że straciliśmy cel. Jednak oglądanie z Jankiem mapy, a potem poszukiwanie w internecie ciekawych miejsc w tym regionie, zaskoczyło nas tym, że są fajne górki koło Jarkowic, ale mało kto je odwiedza. Zatem mieliśmy cel: przejść przez koniec Karkonoszy i początek Bramy Lubawskiej, a linki poniżej tylko nas do tego zachęciły.
https://wyszedlzdomu.pl/tajemn
Pojechaliśmy do Paczyna, ciekawie położonej wsi między górami. Chłopcy w świetnych humorach. Janek ostatnio przed każdą wyprawą uczy się nowych szczytów na pamięć. Od razu zaczął powtarzać: “Stróża, Stankowa, Koszuta, Pliszka.” Plan był. Kamil zgodnie z tym co zawsze na starcie występuje, pogonił do przodu, a my tuż za nim.
Zostawiliśmy za nami Chełmczyk, a przed nami wyrosła Stróża. Było ciepło, ale śnieg był za każdym razem, gdy było choć odrobina cienia. Im wyżej było, tym też były lepsze widoki. Janek mógł pokazać jak przechodziliśmy od Nowej, najdalej wysuniętego szczytu Karkonoszy na Chełmczyk (wyglądał zacnie z tej strony). Trzeba było to uważnie obserwować, bo Jankowi ręka nie drżała, a mimo to przejeżdżał też kawałek Rudaw. Chyba dostosowywał się do widoków.
Za nami po raz pierwszy pojawiały się Karkonosze w postaci Grzbietu Lasockiego. My byliśmy zaintrygowani. Janek szedł dobrym tempem, goniąc Kamila bez hamowania. Zaskoczył nas. Do tego żartowniś, marchewki chciał robić, ale jak zobaczył skałkę, to musiał na nią wejść…Kamil raczej nie.
Pojawił się Zalew Bukówka z Zadzierną nad nią i w oddali Góry Krucze.
Janek jak nigdy wszedł i podziwiał. “Tam “byłeś”, tam też”, a jednak jesteśmy tutaj po raz pierwszy. Stróża okazała się rewelacyjnym punktem widokowym z widokiem na Bramę Lubawską, choć skały to nie był najwyższy punkt góry.
Przeszliśmy na drugą stronę i w pięknym słońcu zobaczyliśmy Karkonosze, jakich nie znaliśmy, z takiej perspektywy. Janek na dole zobaczył grzędę Spękanych Skał. Nie byliśmy tutaj nigdy i byliśmy ciekawi jak wyglądają.
Zbiegliśmy prawie i Janek już zaczął szukać Małej. Na szczęście pojawiły się punkty widokowe, bardzo zmyślne. Przyszedł dzięki temu czas na śniadanie z takimi widokami, jakich nie można było sobie wyobrazić.
Janek z Asią wypatrzyli Pańską Górę. Im dłużej oglądaliśmy ją, tym bardziej nas zachęcała. W tym momencie jednak najważniejsze były skały. Janek wyrwał w dół i prowadził.
Wielkie ściany robiły wrażenie. Opisy na tabliczkach pokazywały, że nie są tak oczywiste i łatwe do wejścia jakby się to wydawało. Długo patrzyliśmy na nie. Janek w końcu zdecydował się wejść na Małą, a stamtąd na łąki. Czekała nas iście bieszczadzka wędrówka.
Naszym celem miała być Stankowa, ta w oddali. Niby daleko, niby blisko tylko ścieżek było brak. Nam chyba to ostatnio odpowiada. Janek pierwszy pogonił do przodu, bo traktor jechał.
Potem Kamil uciekł do przodu, trochę podobnie było jak Suchoniu, stąd może wydawało mu się, że tak powinniśmy iść. Po przeprawie przez rwący strumyk, bagniste łąki, wejście w las było czymś kompletnie innym, niż do tej pory doświadczaliśmy.
Tam już Kamil gonił po swojemu do przodu, o dziwo Janek bez skrzywienia za nim. Wejście na Stankową było znów “dzikie”. Kamil najlepszy traper w rodzinie, znalazł ścieżynkę i jak się do niej przykleił, to nas doprowadził na sam szczyt. Tam były już inne kamienie niż na Stróży i Spękanych Skałach. Oznaczało to, że doszliśmy do Karkonoszy a Stróża to najdalej wysunięty szczyt Bramy Lubawskiej, którą pięknie było widać ze szczytu.
Dwa nowe szczyty były już za nami. Na mapie wyglądało, że kolejne będę tak samo wysokie jak Stankowa. Jednak najpierw trzeba było zejść, by wejść z powrotem na górę.
Koszutę szukaliśmy trochę. Nie wyróżniła się za bardzo oprócz tego, że aby tam dojść musieliśmy zmierzyć się z lodem. Byliśmy wykończeni tym faktem i postanowiliśmy schodzić już w dół.
Kamil stwierdził, że jest lód. Wszedł w las, a my za nim i jakoś zeszliśmy w ten sposób. Gdy dotarliśmy na łąki byliśmy szczęśliwy. To była przygoda. Chłopcy szczęśliwi byli gotowi na obiad. Czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka.
Najdalej na wschód wysuniętym szczytem Karkonoszy jest Nowa, na zdjęciu poniżej. Gdy zdobywaliśmy ją od północy była bardzo ostra pełna lodu i śniegu. Tutaj zachęcała do odwiedzenia…chowając te wszystkie swoje trudności.
Wracaliśmy do Paczyna tak zadowoleni, że postanowiliśmy wrócić w nasze “nieznane” Karkonosze w niedzielę . Chłopcy byli tak wspaniali, tak pozytywnie nakręceni, że nie było wyjścia. 3 nowe szczyty zdobyte i licznik zakręcił nam się do 975, czekając na więcej.




























































