Na Łużec i Świeradowiec w Górach Izerskich
marzec 30, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Tak zdobyliśmy już 1 000 szczytów, czyli weszliśmy razem, rodzinnie tysiąc razy na nowe dla nas, wcześniej nie znane nam rodzinnie, szczyty. Biorąc pod uwagę, że wiele z nich zdobyliśmy kilka razy, nawet “dziesiąt” razy jak Śnieżkę, wejść mamy już ponad 2 000 na różne szczyty. Dlaczego o tym piszę…Wojtek zadał proste pytanie:”To gdzie teraz będziecie chodzić, jak przeszliście całą “górzystą” Polskę?”
https://www.zespoldowna.info/weszlismy-na-1-000-szczytow.html
Już kiedyś wydawało mi się, że przeszliśmy wszystko…szlakami. Teraz wiem, że to dopiero początek. Wrócę do cytatu Winstona Churchilla:
“NIE, TO NIE JEST KONIEC. TO NIE JEST NAWET POCZĄTEK KOŃCA. ALE MOŻE, KONIEC POCZĄTKU.”
https://www.zespoldowna.info/czupel-w-beskidzie-slaskim-naszym-1-000-szczytem.html
No i to, co Churchill powiedział, u nas już się potwierdza. Problem był chyba w tym, że nie zauważaliśmy inspiracji jakie były tuż obok nas. Kiedyś w wikipedii szukaliśmy szczytów powyżej 1 000 m npm w Polsce. Wróciliśmy do niej. Choć można mieć do tej listy zastrzeżenia, to na pewno inspiracją jest. Dla nas też od tej pory będzie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tysi%C4%99czniki_polskie
Oglądając te zestawienie chcieliśmy jechać do …a pogoda w południowej Polsce mówiła: “Jedyne miejsce bez śniegu i deszczu będzie w Świeradowie Zdrój.” Był to wybór. Sięgnęliśmy po wikipedię, uzupełniliśmy ją o te szczyty, które samodzielnie w wikipedii były, ale nie na liście i wyszło, że 3 szczytów w Górach Izerskich polskich, jeszcze nie zdobyliśmy. Był cel!
Przyjechaliśmy do Świeradowa, naszych rodzinnych stron, a tam pusto. Okazało się, że po raz pierwszy będziemy mogli wejść czerwonym szlakiem GSS na Stóg Izerski. Nigdy tego nie robiliśmy, bo tam zawsze było tłumnie. Teraz tylko my i najważniejsze: Jaśka karteczka z listą szczytów do wejścia. Niesamowicie się sprawdza, nawet aż tak że jest problem by ubrać rękawiczki, bo jakoś trzeba tą kartkę trzymać przecież.
Okazało się, że chyba pierwszy raz przeszliśmy przez “zdroje”. Do tej pory za każdym razem skutecznie omijaliśmy te regiony. Wybraliśmy na pierwsze podejście zygzaki czarnego szlaku, by nie iść asfaltem. Janek gonił do przodu, że aż miło.
Gdy doszliśmy do czerwonego GSS (Głównego Szlaku Sudeckiego), to były ścieżki najlepsze z najlepszych…i to była podpucha. Potem pojawiła się długa, asfaltowa prosta. Dla nas źle bo nogi, ale też dobrze. Chłopcy ze swoim hałasem komunikacyjnym, ciągłym powtarzaniem wszystkiego daleko przed nami.
Po czym poznać, że jesteśmy w Górach Izerskich? Takie kamienie jak ten poniżej, z tymi “pieczęciami” znajdziecie tylko tutaj.
Minęliśmy Agrafkę, spotkaliśmy pierwsze turystki, które Janek oczywiście zapoznał i przyszło do pierwszego wyzwania: skrót na Stóg Izerski wyciąg. Można iść dalej asfaltem, my jednak woleliśmy mocne podejście do góry. Janek patrzył i nie wierzył. Nie miał ochoty na wejście i to wyraźnie, pomimo tego że Kamil nawet nie zgarbiony wchodził do góry. Motywacja jednak zadziałała: “Janek a kto kupuje magnes w schronisku?” Janek poszedł, trzymając karteczkę ze sobą i ciągle czytając idąc, gdzie to on ma wejść.
Skrót się skończył, był straszący, ale nie męczący. Weszliśmy na czerwony a tam śnieg i lód. Im byliśmy bliżej schroniska, tym było więcej lodu. Kamil jakoś sobie znów poradził, zniknął nam z oczu jakieś 500 m wcześniej.
W końcu zobaczyliśmy go czekającego na nas prawie pod schroniskiem, a tam była herbatka i śniadanko. Przysiadły się do nas Panie Turystki. Janek do Pań:”Hi!”, Panie się uśmiechnęły i okazały się, że są z Niemiec. Po chwili Janek rzucił “Dobry den!” do Turysty i był to Pan z Czech uśmiechnięty od ucha do ucha.
Po odpoczynku trzeba było iść najpierw na Stóg Izerski, a po chwili na Łącznik. Dlaczego? Nie ma prostej drogi na Łużec. Janek co chwile chciał patrzyć na mapę, nie chciał się zgubić. Kamil za to był w doskonałym humorze i powtarzał, jaką koszulkę kupi w kwietniu!
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Turyści tłumnie szli na Smrek. My musieliśmy odbić na stary czerwony GSS, który jeszcze do 2017 roku był oznakowany od Stogu. Tym razem nie było tak łatwo, ale ścieżki są i dało się je zauważyć. Jeszcze po drodze spotkaliśmy uśmiechnięta grupę turystów z Niemiec, którzy się przywitali po angielsku z Jankiem. W końcu doszliśmy do ścieżki, tej jedynej prowadzącej na Łużec od “nowego” GSSu.
Kamil nie protestował. Asia była zaskoczona, też widokiem na Czechy. Janek odmawiał, bo on idzie na Łużec przecież. W końcu Asia pokazała mu, że tam idziemy. Dał się przekonać, bo w końcu w schronisku kupił magnes, ale szedł kompletnie zaskoczony. Patrzył na swoją kartkę, jakby była to mapa, która go prowadzi. Nawet się kłócił, że nie w lewo a w prawo. Na szczęście Kamil tak nie dyskutował, tylko nadawał:”Koszulka kwiecień!” W taki sposób doszliśmy do starego GSS.
Widoki apokaliptyczne wciąż, po katastrofie lasów prawie 50 lat temu. My w końcu też znaleźliśmy ślad na śniegu, który potwierdzał, że nie tylko my wybraliśmy tą drogę. Tak doszliśmy na szczyt, może “wybrzuszenie” Łużca. Znaleźliśmy szybko charakterystyczne punkty szczytu, zrobiliśmy zdjęcie. Kamil już chciał do auta. Janek na Świeradowiec, bo na kartce przecież ma.
Poszliśmy długą prostą, jak tylko w tym miejscu to jest. Choć był śnieg, to przejście nie było trudne. Kamil gonił do przodu, my oglądaliśmy a Janek pytał się, gdzie ten Świeradowiec jest, “Jarek pokaż mapę!”
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Kamil z takich długich to korzysta. Szedł sam, jakby tutaj już kilka razy był. My za nim i nie wiadomo kiedy nam ta droga zeszła.
Szczyt był. GPS pokazywał miejsce ze skałkami. Tabliczkę znaleźliśmy jednak na zejściu na wyciąg. Tak nas to zainspirowało, że postanowiliśmy odpocząć przy nim.
…a tam bajka. Kamil nawet się zatrzymał, by oglądać co jest na dole. Janek był zdziwiony, tak samo jak my. Było co oglądać!
Potem się okazało, że jest ścieżka. Kamil z zadowoleniem przyjął spadanie w dół…nawet z dyskusji zniknął kwiecień i koszulka. Pojawił się obiad. Na hasło obiad ożywił się też Janek i zaczął planować co będzie jadł…”jakiś kotlet i rosół.” Dlaczego nas to nie zdziwiło?
Po chwili zarządzone pajacyki nawet w momencie startu zostały uchwycone. Zadowolenie było tak duże, że ostre zejście w dół nie robiło wrażenia.
Zastanawialiśmy się dlaczego ta trasa jest tak “zostawiona samemu sobie”. Dopiero w domu dowiedzieliśmy się, że mieliśmy szczęście, za rok ma tam być wyciąg i nartostrada! Tak jak było to 60 lat temu.
Zejście do Świeradowa niebieskim to była już pestka. Popatrzyliśmy na SKY WALK, ale nie było chętnych na to by wejść na wieżę jako ostatni klient. Goniliśmy w dół, by poszukać obiadu, w końcu należało się za zdobycie szczytu numer 1 002 i 1 003, takie bardzo na miejscu numery i bardzo górskie. Jeszcze po drodze przywitaliśmy się z Panem Bobem i byliśmy przy aucie. Całe przejście tak szybko jakoś nam zeszło, że nawet nie odczuliśmy tych kilometrów, “hałasu” chłopaków. To była świetna trasa!
Dlaczego podaję przebieg trasy z zegarka tym razem. Widać wyraźnie, że mapy.cz jednak nie oddają dobrze dystansu i przewyższeń, jak są skróty. Jak wiem, część z Was planuje sobie przejścia na podstawie naszej relacji, zatem macie do wyboru, co jest lepsze :)





















































