W Beskidzie Żywieckim najtrudniejsze podejście jest na Oszusa czy…?
maj 25, 2026 by Jarek
Kategoria: Nasze Góry
Wróciliśmy do Beskidu Żywieckiego. Zaplanowaliśmy dwa dni na szlakach nieoczywistych, gdzie nie byliśmy, które nie mają zbyt wielu turystów, a są dzikie i odległe. W ten sposób dotarliśmy do Soblówki, skąd mieliśmy zacząć naszą wędrówkę. W sobotę rano na parkingach bardzo dużo aut. Turyści jednak wszyscy wędrują na Rycerzową, na której to już byliśmy. Na Oszus albo Oszusta bo też taką nazwę ma ten szczyt, nikt nie szedł.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Oszust_(szczyt)
https://www.zespoldowna.info/wielka-rycerzowa-bendoszka-wielka.html
Kamil pogonił jak zwykle do przodu, a Janek z karteczką za nim. My z tyłu ale w popłochu. Szliśmy drogą asfaltową, nie było oznaczeń żadnego szlaku a dzikość otoczenia duża, tak bym rzekł. Na szczęście Janek znalazł coś “żółtego” wyglądającego jak szlak i poszliśmy za nim w poszukiwaniu przygody.
Pierwszy sygnał, że tak będzie pojawił się na niebie. Nie istotne czy to było orzeł, jastrząb czy inny ptak. Wyglądał majestatycznie i zwrócił na siebie uwagę.
Kamil się rozpędził po korycie strumienia. My szliśmy za nim nie patrząc. Tym razem Janek odnalazł “żółty trójkąt”. Kamil musiał wracać! Nie był zadowolony, ale szybko odzyskał animusz. Zniknął i tylko tyle go było widać…a widoki na coś, może na Oszusta, może na Smereków Wielki były niesamowite!
Nie próbowaliśmy gonić Kamila. Zakładaliśmy, że w zupełnie nowym dla niego terenie, w końcu kiedyś się zatrzyma i poczeka na nas. Janek dyktował tempo przejścia przez trawers Równego Beskidu. Patrzyliśmy w dół przepaść. Patrzyliśmy do góry niemalże ściana. Drzewa niezwykłe.
Janek dopingowany przez Asię, żółtą karteczkę i perspektywę dojścia do niebieskiego słowackiego szlaku, świetnie szedł w dobrym tempie…a Kamil na nas czekał. Dawno tak nie było, ale nie wiedzieliśmy, że dzisiaj będzie to standard.
Kamil już wiedział coś, czego my jeszcze nie zobaczyliśmy: Oszusta! My się generalnie gór nie boimy. Umiemy podchodzić na bardzo różne góry, ale te “niższe” mają u nas złą sławę. Zawsze będę pamiętał Jaworze z Gór Grybowskich, Wolarz z Gór Bystrzyckich, Wytrzyszczona z Beskidu Śląskiego, Lackowa z Beskidu Niskiego, Lipowiec z Beskidu Sądeckiego, Grabowiec z Pogórza karkonoskiego czy Waligóra, Garbarka, Bukowiec chociażby z Gór Suchych.
https://www.zespoldowna.info/jaworze.html
https://www.zespoldowna.info/wolarz-gora-blazkowatam-trzeba-byc.html
https://www.zespoldowna.info/ostre-w-koncu-zdobyte.html
https://www.zespoldowna.info/na-lipowiec-przez-beskid-sadecki-jak-gory-suche.html
https://www.zespoldowna.info/przez-tatrzanskie-gory-suche-na-czarnka.html
Przed nami był jednak Beskid Wysoki, wolę tą historyczną nazwę niż Oszust. Kamil nie był widoczny, a zdjęcia nie pokazują tego co było przed nami. Gdy wróciliśmy do domu to przeczytałem, że podejście to ma zaledwie 30% a końcówka 50%. Cóż nam przyszło się z nią zmierzyć, a wszystko zaczęło się z napisem REZERWAT PRZYRODY…tylko niedźwiedzia nam brakowało na doping, tak sobie pomyśleliśmy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Kamil siedział, klasycznie, na słupku granicznym. Myśleliśmy, że to koniec. Podobnie jak na Lackowej, to była rozgrzewka…to jednak Oszust. Kamil znów uciekł i znów pojawił się siedząc na słupku. Nie uwierzyliśmy tym razem, że to koniec w końcu góra Oszust, a nie Beskid Wysoki, który świetnie brzmi.
Już jednak myśleliśmy, że … gdy pojawiła się ścianka, jak to Janek stwierdził. To była ścianka i to był Kamil, który pojawiał się na różnych słupkach granicznych patrzący na nas, gdzie my to się czołgamy.
Zdjęcia tego nie oddają, ale wejście było wymagające. Ścianka. Do tak dzikiej przyrodniczo części gór, to my dawno nie trafiliśmy i to jeszcze przez ściankę. Same achy!
Odpoczynek musiał być. Jak wygląda? To widać poniżej. Janek i Kamil zdobywcy gór jedzą śniadanie i piją koniecznie dobrą herbatę. Bez tego mogą nie pójść dalej :).
Gdy wróciliśmy sprawdziliśmy, co ten Beskid Wysoki ma w swoim opisie. Nasz 1 029 zdobyty szczyt jest wskazywany jako ten z najtrudniejszym podejściem w Beskidzie po słowacku Orawskim. W końcu tam się on znajduje. My poszliśmy dalej, zakładając, że najgorsze za nami. Popatrzyliśmy na świetne widoki Beskidów i …było jak na Lackowej!
Trochę sobie schodziliśmy, trochę szliśmy po wypłaszczeniu. Janek analizował kolejne cele, aż trzeba było znów spadać w dół. Nie było to tak trudne, ale trzeba było!
I jak na przełęczy Puławskiego, na zejściu z Lackowej, stał stary znak graniczny z wstążką po biegaczach, a potem dużo błota i zieleni…dzikość, puszcza i znów tylko niedźwiedzi tutaj brakowało do całości.
Odetchnęliśmy w końcu na Kaniówkach naszym 1 030 szczycie zdobytym. Spotkaliśmy o dziwo turystów, którzy przybili z Jankiem piątkę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/
Naszym kolejnym celem miała być Javorina, czyli kolejna Jaworzyna do zdobycia (1 031). Zapowiadało się dobrze. Z tyłu widzieliśmy potęgę Beskidu Wysokiego, czyli Oszusta. Z przodu pojawił się jednak Kamil siedzący na słupku. Nie wróżyło to niczego dobrego.
Janek postanowił skopiować brata, gdy ten odpalił na górę. Znów było mocno do góry, jak to w Beskidzie dalej Orawskim po słowackiej stronie, po polskiej Żywiecko-Kisuckim.
Szczyt został zdobyty. Przyszedł czas na skróty do auta. Dzikość nas otaczała, ale takiej to my się nie spodziewaliśmy. Niczym w Górach Bardzkich szliśmy alejką pełną daglezji i wejmutki. Zaskoczyło to nas. Wielkie i wspaniałe drzewa. Pojawiły się widoki, oczywiście na Beskid Wielki, który był duużym masywem.
Janek już się cieszył, Kamil już pędził bo Smereków Wielki, do którego tą ścieżynką doszliśmy, wyglądał na niezwykle przystępny, łagodny. Ucieszyliśmy się z tego, że nasz 1 032 szczyt nas oszczędził….do czasu.
Oglądnęliśmy jeszcze Małą Fatrę z jego grzbietu, doszliśmy do ławeczki widząc prześwietny krajobraz Beskidu.
https://pl.wikipedia.org/wiki/

Po ławeczce nasz spokój się skończył. Za nią skarpa i nic. Jak my mamy zejść w dół do Soblówki? “Shrek nie patrz w dół!”…tak pasowało. Dopóki patrzyliśmy przed siebie było dobrze. Jak popatrzyliśmy w dół, było źle. Poziom nachylenia stoku…większy niż na Oszuście na pewno. Smereków Wielki nie blefował, zdjęcia nie oddają tego! Było w dół, ciągle w dół, bardzo ciągle w dół.
Jakoś zeszliśmy. Gdy tak się odwróciliśmy byliśmy pewni to on jest najtrudniejszym szczytem a nie Oszust, czyli Beskid Wysoki. Nie ma argumentów by było inaczej, a wygląda tak niepozornie, zdjęcie poniżej.
Wymordowani zejściem, musieliśmy się “dobić” zejściem do Soblówki. Nie mogliśmy z wysiłku w tempie dokończyć to zejście. Było wolno. Gdy już dotarliśmy zaskoczyła nas suma przewyższeń. Niska!
Wysiłek jaki musieliśmy włożyć na przejście tej pętli był wysoki i kolana dawały o tym znać. Chłopcy uśmiechnięci, nawet przeżyli kolację i dojazd do domu, a potem zasypianie nie trwało chwili. Na kolejny dzień w niedzielę zaplanowaliśmy kolejną trasę, ale czy chłopcy wstaną? Cóż mieliśmy się przekonać rano.
PS. To kolejna niespodzianka w Beskidzie Żywieckim. Dzikość i nietypowość przejścia robi różnicę i daje poczuć się jednak inaczej niż w górach typu Tatry, czy Karkonosze. To była dobra wyprawa.













































































